Polska jest rajem inwestorów, ale jest piekłem pracowników; mamy kapitalizm, który w radykalny sposób faworyzuje właścicieli, pracodawców, przedsiębiorców - mówi socjolog Jan Sowa. Jak ocenia, presja pracowników na podwyżki płac jest bardzo mała, ale stopniowo się to zmienia.

W czwartek pielęgniarki i położne z całego kraju manifestują w Warszawie. Domagają się 1500 zł podwyżki i poprawy warunków pracy. Resort zdrowia zapowiada, że wynagrodzenia pielęgniarskie wzrosną od września br. średnio o 300 zł brutto.

"W Polsce zbudowano kapitalizm, który w radykalny sposób faworyzuje właścicieli, pracodawców, przedsiębiorców, właścicieli środków produkcji" - podkreśla Sowa. Jak mówi, "Polska jest rajem inwestorów, ale jest piekłem pracowników dlatego, że w bardzo dużym stopniu uprzywilejowaliśmy kapitał, w związku z tym cierpi na tym praca".

Czytaj: Policjanci dostaną dużo mniejsze podwyżki od oczekiwanych

"Mamy niski stopień udziału płac w PKB - 37 proc. to naprawdę jest bardzo mało, to nam mówi ile wypracowanego bogactwa rzeczywiście trafia do naszych kieszeni" - ocenia.

Zdaniem Sowy w Polsce "jest bardzo mała presja pracowników na podwyżki płac i to musi się przede wszystkim zmienić". "To, co jest potrzebne, by sytuacja się zmieniła, to samoorganizacja i nacisk oddolny pracowników na to, aby te pensje podnosić, co zresztą zaczyna się w Polsce dziać" - zaznaczył.

"Po co komuś płacić więcej, jeśli można płacić mniej? Skoro ta osoba się nie buntuje, nie ma żadnych regulacji, firmy państwowe nie ustanawiają żadnego wzorca do którego można dążyć czy dostosowywać się, to płacimy jak najmniej, bo wtedy więcej zarabiamy. Chodzi o to, by się samoorganizować i walczyć w obronie swoich interesów poprzez różnego rodzaju akcje (...), artykułowanie pewnych żądań" - przekonuje socjolog.

"Jeśli państwo nie będzie temu sprzyjać, to oczywiście to będzie o wiele trudniejsze, by wymusić te podwyżki pensji" - podkreśla.(PAP)