Dawno o żadnym strajku we Włoszech, gdzie odbywa się ich wiele, nie było tak głośno, jak o poniedziałkowej akcji protestacyjnej muzyków z teatru operowego w Wiecznym Mieście.

Ponieważ do strajku ogłoszonego przez kilka związków zawodowych na tle sporu z dyrekcją przystąpiło wielu członków orkiestry, jej skompletowanie na premierowy spektakl okazało się niemożliwe. Od dawna zapowiadano go jako wielkie wydarzenie artystyczne we włoskiej stolicy. Zainteresowanie było tym większe, że uwielbianej przez Włochów "Cyganerii" nie wystawiano na scenie w Termach Karakalli od ponad 60 lat.

Sprzedane zostały wszystkie bilety, a ludzie do ostatniej chwili stali pod kasą czekając na wejściówki.

Dyrekcja opery podjęła decyzję, że na letniej, bardzo popularnej wśród rzymian scenie muzycznej w Termach Karakalli, opera w nowatorskiej reżyserii Davida Livermore'a, z jego scenografią i kostiumami, zostanie wystawiona połowicznie, to znaczy wyłącznie przy akompaniamencie fortepianu.

Melomani, którzy przybyli licznie na malowniczy i sugestywnie oświetlony wieczorem teren antycznych term, wygwizdali dyrektora rzymskiej opery Carlo Fuortesa, gdy ze sceny zapowiedział, jak będzie wyglądało okrojone wystawienie "Cyganerii". Mówił również o woli uszanowania prawa do strajku, co również nie spodobało się miłośnikom muzyki. Wielu widzów opuściło swe miejsca na znak protestu. Ci nieliczni, którzy pozostali, najdłużej oklaskiwali heroiczną pianistkę, gdyż podjęła się niezwykle trudnego zadania zastąpienia całej orkiestry.

(PAP)