W ubiegłym roku sąd pierwszej instancji uznał urzędniczkę za winną i skazał m.in. na ograniczenie wolności i prace społeczne.

Apelacje złożyli zarówno jej obrońcy, jak i pełnomocnicy oskarżycieli posiłkowych - kilku z grupy ośmiu pracowników Urzędu Miejskiego w Białymstoku, którzy mają w sprawie status pokrzywdzonych.

Zobacz także: Mobbing trzeba udowodnić

Postępowanie odwoławcze przed Sądem Okręgowym w Białymstoku trwa od marca tego roku. Najpierw było odraczane, bo Sąd Okręgowy w Białymstoku zgodził się na powołanie dodatkowych biegłych do oceny, czy jedna z osób uznanych za pokrzywdzone rzeczywiście ma symptomy stresu pourazowego. Na początku grudnia rozprawę odroczono z powodu zwolnienia lekarskiego oskarżonej.

W poniedziałek znowu ani oskarżona, ani jej obrońcy nie stawili się w sądzie, ale sąd nie otrzymał potwierdzenia odbioru przez nich zawiadomień o rozprawie. I choć pełnomocnicy pokrzywdzonych pracowników chcieli, by sąd jednak zakończył proces, rozprawa została odroczona do początku lutego 2015 roku.

To proces odwoławczy wobec b. kierowniczki jednego z departamentów Urzędu Miejskiego w Białymstoku. Sąd pierwszej instancji skazał ją na pół roku ograniczenia wolności, z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej pracy na cele społeczne, po 20 godz. miesięcznie.

Ma też ona zapłacić sześciu osobom po 500 zł nawiązki. Dwóm kolejnym odpowiednio: 1,5 tys. zł oraz 8 tys. zł. W tym ostatnim przypadku chodzi o pracownicę, u której stwierdzono problemy zdrowotne wywołane silnym stresem w związku z sytuacją w miejscu pracy. Sąd pierwszej instancji orzekł też wobec oskarżonej roczny zakaz zajmowania stanowisk kierowniczych.

Oskarżona nie przyznaje się; chce uniewinnienia.

Prokuratura zarzuca jej, że między lutym 2007 a czerwcem 2009, jako kierownik, "złośliwie i uporczywie" naruszała prawa podległych jej pracowników. W akcie oskarżenia jest mowa o naruszaniu "podstawowej zasady poszanowania godności pracownika" przez ich wyzywanie i upokarzanie, m.in. poprzez niestosowne uwagi dotyczące stroju, wyglądu, orientacji seksualnej czy stanu cywilnego.

Według śledczych dochodziło też do publicznej krytyki przydatności do pracy bez merytorycznego uzasadnienia uwag. Takie uwagi miały być wyrażane nie tylko sam na sam, ale też w obecności osób trzecich. W ocenie prokuratury, uporczywe i długotrwałe nękanie i zastraszanie pracowników wywoływało w nich zaniżoną ocenę przydatności zawodowej.

Zobacz także: Mobbing, czyli pracodawco płać!

Według aktu oskarżenia, były też wprowadzane zakazy i nakazy nieuzasadnione organizacją pracy, a mające na celu jedynie nękanie, m.in. poprzez zakazywanie wzajemnych konsultacji co do podejmowanych decyzji merytorycznych oraz udzielania sobie pomocy, nakazywanie noszenia odzieży dopasowanej do koloru ścian urzędu, wydawanie poleceń wykonywania czynności służbowych w krótkich terminach, bez uwzględnienia czasochłonności zadań oraz grożenie utratą pracy, izolowanie pracowników lub ich eliminowanie z zespołu.

Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez urzędniczkę przesłał w lipcu 2009 r. do Prokuratury Rejonowej Białystok-Południe prezydent miasta.

Oskarżona nie pracuje już na stanowisku, z którym związane są postawione jej zarzuty mobbingu, ale nadal zatrudniona jest w białostockim magistracie.

(PAP)