Niestety, w przypadku praw regulujących rynek pracy mamy do czynienia i z dużym prawdopodobieństwem uniknięcia kary, i z żenująco niskim ich wymiarem. Ten pierwszy element widoczny jest przede wszystkich w przypadku mikrofirm, które zatrudniają do 9 osób – takie podmioty są kontrolowane statystycznie raz na ponad 60 lat, czyli w praktyce nigdy. Ten drugi tyczy się faktu, że wysokość kary nie zależy ani od liczby pracowników, wobec których dotyczyło wykroczenie, ani od obrotów firmy – za pierwszym razem kara wynosi do 2000 zł, za drugim i kolejnym – do 5000 zł, a jeśli inspektor pracy uzna, że skala łamania prawa tego wymaga, zgłasza sprawę do sądu, który może nakazać zapłacenie do 30 tys. zł. W rezultacie wysokość kar większe przedsiębiorstwa mogą spokojnie wkalkulować w swój biznesplan i regularnie łamać np. Kodeks pracy.

Czytaj też: Rząd chce zaostrzyć kary za nielegalne zatrudnianie cudzoziemców >>>

Co przydałoby zębów Państwowej Inspekcji Pracy? Liczby inspektorów nie trzeba zwiększać 10-krotnie, by uzyskać o wiele widoczniejszą obecność PIP w życiu gospodarczym - wystarczy odciążyć ją z 3/4 obowiązków, jakie narzuca jej ustawa, a do spełnienia których Inspekcja nie ma środków, ludzi, know-how, laboratoriów itd. W rezultacie inspektorzy mogliby mniej selektywnie reagować na donosy pracowników, zgłaszających nieprawidłowości w ich przedsiębiorstwach – a to kluczowy kanał sygnalizowania instytucji o tym, że prawo może być łamane.

Czytaj w LEX: Zatrudnianie w Polsce cudzoziemców spoza UE - zezwolenie na pracę sezonową >

Wysokość kar

Jeśli zaś chodzi o wysokość kar, to wykroczenia należałoby podzielić na trzy grupy. Pierwsza to niewielkie braki w dokumentach np. brak listy obecności za ostatni miesiąc (ale tylko za jeden) – tu nie ma potrzeby zaostrzać kar, bo waga takich przewinień jest niewielka i łatwo je nadrobić. Aktualnie inspektorzy w takiej sytuacji odstępują od kary finansowej i jedynie nakazują uzupełnić braki czy poprawić błędy, a kara finansowa pojawia się, gdy zalecenia zostaną zignorowane.

Czytaj również: Raport: Przystąpienie do PPK może się opłacać

Druga grupa niedopełnionych formalności ma bezpośredni związek z bezpieczeństwem pracowników. Już teraz formalnie inspektorzy pracy, stwierdziwszy zagrożenie fizyczne pracowników, mają prawo wstrzymać prawo części czy nawet całej firmy. W praktyce jednak praktycznie z tego prawa nie korzystają ze względu na to, że jest ono niewłaściwie sformułowane w ustawie. A to w niektórych przypadkach byłaby najlepsza metoda zmuszenia przedsiębiorcy do stosowania prawa w zakresie technicznego bezpieczeństwa pracy.

Sprawdź w LEX: Czy w związku z wejściem w życie RODO oraz związanych z nim przepisów prawa polskiego, przedsiębiorca może przechowywać/załączać do akt osobowych kopie kart pobytu? >

Ostatnia grupa wykroczeń wiąże się z oszczędnościami, jakie czynią niektórzy przedsiębiorcy, co może dotyczyć zarówno środków bezpieczeństwa pracowników, jak i po prostu kosztów pracy np. zatrudnianie na płacę minimalną i płacenie reszty pod stołem, zatrudnienie na umowę o dzieło, choć powinna to być umowa o pracę, niepłacenie za nadgodziny, płacenie za pół etatu, a w praktyce wykorzystywanie pracownika w pełnym wymiarze czy w końcu zupełnie niesformalizowane zatrudnienie. Możemy tu mieć do czynienia zarówno z nadużyciem w stosunku do pracownika, jak i z narażaniem na szwank finansów państwa (podatek dochodowy, składki ZUS). Największa skala tego nadużycia ma oczywiście miejsce w przypadku pracy na czarno.

 

Oddać dług wraz z odsetkami

Uważam, że firma złapana na nielegalnym zatrudnianiu, powinna uiścić wszystkie składki ZUS (pobierane od pracodawcy, ale i pracownika) oraz zaliczkę na podatek dochodowy (normalnie potrącaną pracownikowi) za cały okres, w którym pracownik świadczył nielegalnie pracę, wraz z należnymi odsetkami. To jednak trudno nazwać karą – a jedynie oddanie z odsetkami korzyści finansowej, stanowiącej przewagą konkurencyjną, jaką firma uzyskała wobec przedsiębiorstw działających zgodnie z prawem. Taką karą byłoby zobowiązanie przedsiębiorstwa do zapłacenia dodatkowo wielokrotności wspomnianego wyrównania. To, czy powinna to być dwukrotność, czy np. dziesięciokrotność, wymagałoby namysłu i konsultacji z praktykami prawa pracy, organizacjami pracodawców i związkami zawodowymi, które także śledzą kwestię przestrzegania prawa pracy w Polsce.

Czytaj w LEX: Kontrola Państwowej Inspekcji Pracy >

Z punktu widzenia prawa, budżetu i rynku pracy nie ma dużej różnicy, czy na czarno pracuje w naszym kraju Polak, Ukrainiec czy obywatel innego kraju – za każdym razem skutki są negatywne dla państwa, otoczenia rynkowego (inni pracownicy z tej samej branży, o podobnym profilu kompetencji), a często także dla samego pracownika. Stroną, która zawsze na tym korzysta, jest oczywiście pracodawca.

Psychologia i socjologia uczą, że to nie wysokość kary, ale jej nieuchronność ma kluczowe znaczenie dla jej odstraszającego wymiaru. Niestety, w przypadku praw regulujących rynek pracy mamy do czynienia i z dużym prawdopodobieństwem uniknięcia kary, i z żenująco niskim ich wymiarem. Ten pierwszy element widoczny jest przede wszystkich w przypadku mikrofirm, które zatrudniają do 9 osób – takie podmioty są kontrolowane statystycznie raz na ponad 60 lat, czyli w praktyce nigdy. Ten drugi tyczy się faktu, że wysokość kary nie zależy ani od liczby pracowników, wobec których dotyczyło wykroczenie, ani od obrotów firmy – za pierwszym razem kara wynosi do 2000 zł, za drugim i kolejnym – do 5000 zł, a jeśli inspektor pracy uzna, że skala łamania prawa tego wymaga, zgłasza sprawę do sądu, który może nakazać zapłacenie do 30 tys. zł. W rezultacie wysokość kar większe przedsiębiorstwa mogą spokojnie wkalkulować w swój biznesplan i regularnie łamać np. Kodeks pracy.

Czytaj w LEX: Pierwsza kontrola mikro, małych i średnich pracodawców przez PIP >

Co przydałoby zębów Państwowej Inspekcji Pracy? Liczby inspektorów nie trzeba zwiększać 10-krotnie, by uzyskać o wiele widoczniejszą obecność PIP w życiu gospodarczym: wystarczy odciążyć ją z 3/4 obowiązków, jakie narzuca jej Ustawa, a do których Inspekcja nie ma środków, ludzi, know-how, laboratoriów itd. W rezultacie inspektorzy mogliby mniej selektywnie reagować na donosy pracowników, zgłaszających nieprawidłowości w ich przedsiębiorstwach – a to kluczowy kanał sygnalizowania instytucji o tym, że prawo może być łamane.

Jeśli zaś chodzi o wysokość kar, to wykroczenia należałoby podzielić na trzy grupy. Pierwsza to niewielkie braki w dokumentach np. brak listy obecności za ostatni miesiąc (ale tylko za jeden) – tu nie ma potrzeby zaostrzać kar, bo waga takich przewinień jest niewielka i łatwo je nadrobić. Aktualnie inspektorzy w takiej sytuacji odstępują od kary finansowej i jedynie nakazują uzupełnić braki czy poprawić błędy, a kara finansowa pojawia się, gdy zalecenia zostaną zignorowane.

Czytaj w LEX: Ewidencja pracowników wykonujących prace w szczególnych warunkach lub o szczególnym charakterze – kontrola PIP >

Druga grupa niedopełnionych formalności ma bezpośredni związek z bezpieczeństwem pracowników. Już teraz formalnie inspektorzy pracy, stwierdziwszy zagrożenie fizyczne pracowników, mają prawo wstrzymać prawo części czy nawet całej firmy. W praktyce jednak praktycznie z tego prawa nie korzystają ze względu na to, że jest ono niewłaściwie sformułowane w ustawie. A to w niektórych przypadkach byłaby najlepsza metoda zmuszenia przedsiębiorcy do stosowania prawa w zakresie technicznego bezpieczeństwa pracy.

Czytaj w LEX: Badanie okoliczności i przyczyn wypadków przy pracy przez PIP >

Ostatnia grupa wykroczeń wiąże się z oszczędnościami, jakie czynią niektórzy przedsiębiorcy, co może dotyczyć zarówno środków bezpieczeństwa pracowników, jak i po prostu kosztów pracy np. zatrudnianie na płacę minimalną i płacenie reszty pod stołem, zatrudnienie na umowę o dzieło, choć powinna to być umowa o pracę, niepłacenie za nadgodziny, płacenie za pół etatu, a w praktyce wykorzystywanie pracownika w pełnym wymiarze czy w końcu zupełnie niesformalizowane zatrudnienie. Możemy tu mieć do czynienia zarówno z nadużyciem w stosunku do pracownika, jak i z narażaniem na szwank finansów państwa (podatek dochodowych, składki ZUS). Największa skala tego nadużycia ma oczywiście miejsce w przypadku pracy na czarno.

Czytaj w LEX: Sankcje dla pracodawców nielegalnie zatrudniających pracowników będących dłużnikami alimentacyjnymi >

Uważam, że złapany na nielegalnym zatrudnianiu firma powinna uiścić wszystkie składki ZUS (pobierane od pracodawcy, ale i pracownika) oraz zaliczkę na podatek dochodowy (normalnie potrącaną pracownikowi) za cały okres, w którym pracownik świadczył nielegalnie pracę, WRAZ Z NALEŻNYMI ODSETKAMI. To jednak trudno nazwać karą – a jedynie oddanie z odsetkami korzyści finansowej, stanowiącej przewagą konkurencyjną, jaką firma uzyskała wobec przedsiębiorstw działających zgodnie z prawem. Taką karą byłoby zobowiązanie przedsiębiorstwa do zapłacenia dodatkowo wielokrotności wspomnianego wyrównania. To, czy powinna to być dwukrotność, czy np. dziesięciokrotność, wymagałoby namysłu i konsultacji z praktykami prawa pracy, organizacjami pracodawców i związkami zawodowymi, które także śledzą kwestię przestrzegania prawa pracy w Polsce.

 


Nie ma różnicy kto pracuje nielegalnie

Z punktu widzenia prawa, budżetu i rynku pracy nie ma dużej różnicy, czy na czarno pracuje w naszym kraju Polak, Ukrainiec czy obywatel innego kraju – za każdym razem skutki są negatywne dla państwa, otoczenia rynkowego (inni pracownicy z tej samej branży, o podobnym profilu kompetencji), a często także dla samego pracownika. Stroną, która zawsze na tym korzysta, jest oczywiście pracodawca.

 

 

Na koniec warto powiedzieć, że w odróżnieniu od Polaków, część Ukraińców i innych gastarbeiterów trafiających do naszego kraju bywa zmuszona do pracy na czarno przez opieszałość polskich urzędów. Na uzyskanie zezwolenia na pobyt tymczasowy i zezwolenia na pracę powinni czekać góra dwa tygodnie, a zdarza się, że czekają ponad rok, w czasie którego właściwie powinni powstrzymywać się od pracy, jeśli chcą dopilnować swoich spraw i o ile wiążą swoje losy z naszym krajem na dłużej. To jeszcze jeden z powodów, dla których Ukraińcy mogą w przyszłości wybierać wyjazd do innych krajów niż Polska np. do Czech czy Niemiec.