Krystyna Łybacka (SLD) prezentując projekt autorstwa tego klubu zwróciła uwagę, że do zaciągnięcia kredytu hipotecznego potrzebna jest wiarygodność kredytowa, a tej nie gwarantują wszystkie formy zatrudnienia, szczególnie tzw. umowy śmieciowe.

Jak mówiła Łybacka, projekt ustawy o kasach oszczędnościowo-budowlanych i o wspieraniu przez państwo oszczędzania na cele mieszkaniowe skierowany jest m.in. do rodzin, których nie stać na zaciągnięcie kredytu hipotecznego na zakup lokalu, ale także do osób, które chcą remontować lub przebudowywać swoje mieszkania.

Posłanka SLD wyjaśniła, że powstające kasy miałyby być bankami działającymi w formie spółek akcyjnych. "Okres oszczędzania w kasie nie mógłby być krótszy niż trzy lata. Istotny jest tu stały poziom oprocentowania i oszczędzanie w walucie polskiej. Do zaoszczędzonej kwoty klient otrzymywałby premię w wysokości 20 proc." - powiedziała. Dodała, że rocznie premia nie mogłaby być wyższa niż 12 tys. zł. "Jeżeli osoba zaoszczędzi więcej, to nie będzie mogła otrzymać więcej niż 12 tys. zł (premii - PAP), może część niewybranej premii dostać w roku następnym" - podkreśliła.

Łybacka powiedziała, że zgodnie z projektem po zakończeniu umowy z bankiem klient może otrzymać kredyt w wysokości równej zgromadzonej przez niego kwocie.

Magdalena Gąsior-Marek (PO) zapowiedziała, że jej klub zagłosuje przeciwko tej regulacji. Posłanka PO, powołując się na opinię NBP powiedziała, że w sytuacji zawirowań makroekonomicznych, kiedy płynność finansów publicznych może być zagrożona, odradza się tworzenia takiego systemu, jakimi są kasy budowlano-oszczędnościowe. Dodała, że takie oceny potwierdza Komisja Nadzoru Finansowego. "Wysokie zaangażowanie budżetu państwa w finansowanie premii mieszkaniowej dla klientów kas każe zastanowić się nad racjonalnością takiej pomocy" - powiedziała.

Andrzej Adamczyk (PiS) skrytykował wystąpienie przedstawicielki klubu PO. "Klub rządzący robi wszystko, co jest możliwe, żeby w ostatnich latach zablokować politykę wspierania nabywców własnego mieszkania" - powiedział. Ocenił, że "władze państwowe mają moralny obowiązek, by wspierać politykę mieszkaniową swoich obywateli". Adamczyk pozytywnie odniósł się do projektu i w imieniu klubu PiS opowiedział się za przekazaniem jego do dalszych prac w sejmowej komisji infrastruktury.

Podobnego zdania był Witold Klepacz (Ruch Palikota). Ocenił, że takie rozwiązania są potrzebne w sytuacji, gdy brakuje polityki mieszkaniowej rządu. Dodał, że ich wprowadzenie ożywiłoby rynek mieszkaniowy w Polsce. "Opowiadamy się za tym, by projekt został skierowany do dalszych prac w komisji" - powiedział.

Andrzej Dąbrowski (PSL) powiedział, że sprawy związane z budownictwem powinny być priorytetowe. Poseł PSL nie określił jednak stanowiska swojego klubu w sprawie projektu. "Będziemy chcieli spotkać się z przedstawicielami wnioskodawców, jak również z przedstawicielami Ministerstwa (Finansów - PAP). Chcemy szczegółowo porozmawiać na ten temat" - powiedział.

Leszek Aleksandrzak (SLD) ocenił, że obecnie zapaść w budownictwie jest tak duża, że każdy program wspierający ten sektor jest potrzebny. Poseł SLD opowiedział się za skierowaniem projektu do dalszych prac w sejmowej komisji infrastruktury.

Również za takim rozwiązaniem był Jarosław Żaczek (Solidarna Polska). Dodał, że w Polsce brakuje skutecznego i kompleksowego programu mieszkaniowego. "Nie ma też gwarantowanego, masowego systemu oszczędzania na własne mieszkanie przez mało i średnio zarabiające rodziny" - powiedział.

W opinii wiceministra finansów Wojciecha Kowalczyka, projekt to "bomba dla finansów publicznych i stabilności systemu finansowego w Polsce". "Otwieramy, bez żadnej kontroli, wydawanie publicznych pieniędzy" - podkreślił. Jak mówił, według szacunków banku centralnego może to być do 4 mld zł rocznie. "Popieramy, co do zasady ideę oszczędzania na cele budowlane, ale na pewno nie w takim kształcie" - powiedział.

Projektem zajmą się teraz połączone komisje: infrastruktury i finansów publicznych.