Od początku stycznia do końca czerwca 2020 r. uchwalono w Polsce 816 aktów prawnych najwyższej rangi (ustaw, rozporządzeń i umów międzynarodowych), składających się z 6 607 stron maszynopisu, z tego tylko 759 jest związanych z Covid-19. Oznacza, to silny spadek w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku, kiedy uchwalono 11 772 strony nowego prawa. Przez rok skala produkcji prawa zmniejszyła się więc aż o 44 proc. Tak wynika z danych firmy audytorsko-doradczej Grant Thorthon, która już od 2015 roku prowadzi „Barometr stabilności otoczenia prawnego w polskiej gospodarce”. Skąd takie wyhamowanie?  

 


Pandemia hamuje legislację

- W znacznej mierze jest to efekt okresowego zamrożenia, a co najmniej spowolnienia procesu legislacyjnego, wywołanego pandemią koronawirusa - ocenia Grzegorz Maślanko, radca prawny, partner w Grant Thornton. - Jedynie w obszarze „przeciwpandemicznym” nastąpiła intensyfikacja prac rządowych i parlamentarnych (pomijając zawirowania wokół regulacji dotyczących wyborów prezydenckich). I o ile zwykle narzekamy na zbytni pośpiech w tworzeniu prawa, negatywnie wpływający na jego jakość, tym razem był on uzasadniony. Nawet – zdaniem niektórych poszkodowanych następstwami pandemii – wprowadzanie stosownych rozwiązań pomocowych było zbyt opieszałe – dodaje ekspert.

 


759 stron przepisów covidowych

Sejm uchwalił aż cztery odsłony tzw. tarczy antykryzysowej, do tego należy dodać regulacje dotyczące zamknięcia granic czy wstrzymana ruchu lotniczego. Jak wynika z obliczeń Grant Thornton, do końca czerwca 2020 r. rząd przyjął 188 rozporządzeń dotyczących COVID-19 o objętości 420 stron oraz 9 ustaw złożonych z 339 stron. Łącznie więc prawo spowodowane koronawirusem stanowiło 759 stron. Większość przepisów wprowadzanych w reakcji na pandemię (53 proc. objętości, czyli 402 z 759 stron) dotyczyło bezpośrednio działalności przedsiębiorstw, zwłaszcza kwestii związanych z możliwością (a raczej jej brakiem) prowadzenia działalności gospodarczej, zasadami zatrudniania i wynagradzania pracowników oraz bezpieczeństwem i higieną pracy.

Drugą grupę (35 proc., czyli 266 stron) stanowiły przepisy dotyczące wewnętrznych zasad funkcjonowania instytucji państwowych, np.  zamknięcia granic, funkcjonowania szpitali czy służb mundurowych. Pozostałe 91 stron dotyczyły obszarów, które – w naszej ocenie – trudno jest uznać za faktycznie związane z walkę z pandemią i jej skutkami (np. dotyczące ograniczenia możliwości używania dronów, funkcjonowania i składu osobowego Krajowej Rady Prokuratorów czy zmiany w Kodeksie karnym).- Biorąc jednak pod uwagę fakt, że parlament i rząd w okresie pandemii istotnie ograniczyli legislację w innych obszarach, ostateczny ogólny wynik produkcji prawa w Polsce był w I półroczu 2020 roku istotnie mniejszy niż przed rokiem - dodaje mec. Maślanko.

Kampania wstrzymała prace nad projektami

Według autorów raportu spadek liczby przyjętych aktów prawnych to częściowo również skutek kampanii przed wyborami prezydenckimi. - W ostatnich tygodniach I półrocza aktywność legislacyjna rządu i parlamentu została mocno ograniczona. W odróżnieniu od okresów przed wyborami parlamentarnymi, które zwykle obfitują w wysoką produkcję prawa (z uwagi na zasadę dyskontynuacji rząd i opozycja parlamentarna starają się przed zakończeniem kadencji uchwalić jak najwięcej projektów ustaw), przed wyborami prezydenckimi proces tworzenia aktów prawnych w parlamencie i ministerstwach spowalnia, ponieważ politycy zajęci są kampanią wyborczą – tak było też w ostatnich tygodniach - mówi mec. Maślanko. Eksperci Grant Thornton wyliczają, że gdyby dynamika wzrostu o 44 proc. utrzymała się w II półroczu, to w całym 2020 roku przyjętych zostałoby "zaledwie" 11,6 tys. stron maszynopisu aktów prawnych, czyli o 9,9 tys. stron mniej niż w 2019 r. Byłby to najniższy wynik od 20 lat, kiedy to w 2000 roku uchwalono 7016 stron nowego prawa. - Warto jednak zaznaczyć, że mimo spadku produkcji przepisów w ostatnich latach, nadal z punktu widzenia polskich przedsiębiorstw i obywateli jest ona bardzo duża - ocenia Grzegorz Maślanko.

53 strony do przeczytania w ciągu dnia

Jeśli ktoś chciałby przeczytać wszystkie publikowane nowe  akty, to w pierwszym półroczu 2020 r. miałby do przeczytania 53 strony każdego dnia roboczego, więc musiałby poświęcić na to średnio co najmniej 1 godzinę i 6 minut (przy konserwatywnym założeniu, że na jedną stronę potrzeba średnio 2 minut). Jak podkreślają autorzy raportu byłby to jednak zaledwie wstęp do pełnego zrozumienia wchodzących w życie zmian. Zdecydowana większość publikowanych ustaw i rozporządzeń to nowelizacje starych funkcjonujących aktów prawnych, a więc zawierają jedynie nieczytelne, wyrwane z kontekstu zdania czy akapity. Aby poznać ich sens, należy odnieść je do tekstów źródłowych, a to oznaczałoby konieczność analizy wielokrotnie większej liczby stron przepisów prawa.