Przez prawie dwa miesiące w szpitalach był przestój. Stan epidemii i rozporządzenia Rady Ministrów zobligowały dyrektorów placówek medycznych do wstrzymania wszystkich zaplanowanych operacji, zabiegów i badań diagnostycznych. Szpitale przyjmowały tylko pacjentów w stanie nagłego zagrożenia życia i zdrowia. Teraz zastój odbija się w wielu jednostkach pogorszoną sytuacją finansową. Dyrekcja Szpitala Klinicznego Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, zaproponowała właśnie chirurgom aby wzięli oni w szpitalu kredyt na pensje za pracę, jaką wykonali w kwietniu.

Czytaj w LEX: Tarcza antykryzysowa 2.0 - szczególne instrumenty wsparcia dla podmiotów leczniczych w walce z SARS-CoV-2 >

Wynagrodzenie lekarza na kontrakcie obniżone

-Przeprowadziliśmy za mało planowych zabiegów i zarobiliśmy za mało pieniędzy. Mamy teraz wziąć od szpitala kredyt i spłacić go pracą w następnych miesiącach - pisze na Twitterze Katarzyna Ptaszyńska, chirurg z gdańskiego szpitala, która nagłośniła całą sprawę.   

Ta propozycja dotyczy personelu medycznego zatrudnionego na kontraktach. Prawo. pl zadało dyrekcji szpitala pytanie, czym spowodowana jest taka propozycja i czy sytuacja finansowa szpitala jest na tyle zła, aby współpracownikom trzeba było proponować kredytowanie pensji? Nie uzyskaliśmy jednak wczoraj odpowiedzi.  Tymczasem lekarz Katarzyna Ptaszyńska zaznacza, że przygotowała wypowiedzenie umowy, ale dyrekcja zastanawia się jeszcze nad propozycją złożoną chirurgom.

 


Pogorszona sytuacja finansowa wynika stąd, że na większość zabiegów i operacji, m.in. na  usunięcia zaćmy czy ortopedyczne, placówki medyczne podpisują z NFZ odrębne umowy. Ile zabiegów wykonają, za tyle mają zapłacone. Pracujące na mniejszych obrotach bloki operacyjne w ostatnich dwóch miesiącach sprawiły, że i do szpitali trafiało mniej pieniędzy z NFZ.  Niektóre są wręcz w sytuacji podbramkowej.

Czytaj w LEX: Sprawozdawczość podmiotu leczniczego z działalności przeciwepidemicznej >

Jednak szpital Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego dostaje też wynagrodzenie ryczałtowe co miesiąc. Czyli stałą kwotę za gotowość do leczenia,  jaka należy się placówkom działającym w sieci szpitali. Widać jednak, w obliczu pandemii i wstrzymanych planowych zabiegów, środków finansowych z ryczałtu nie wystarcza na pokrycie pensji współpracownikom. - Dlatego być może propozycja dyrektora szpitala jest przemyślana. Nie ma z czego płacić pensji, to zaproponował medykom kompromis - mówi Krzysztof Zaczek, prezes spółki Szpital Mrucki na Śląsku. 

Czytaj w LEX: Zmiany w realizacji i rozliczaniu umów o udzielanie świadczeń w związku z epidemią koronawirusa - ułatwienia dla świadczeniodawców >

Wynagrodzenie lekarza na kontrakcie zależy od tego co wynegocjuje 

Związki zawodowe widzą sprawę inaczej. -Pierwszy raz spotykam się z takim przypadkiem. To skandaliczna propozycja i lekarze nie powinni się na nią godzić. Choć nie dziwię się, że szpitale są w dramatycznej sytuacji finansowej skoro według ostatnich danych zadłużenie placówek medycznych w kraju wynosi 14 mld zł, a epidemia obnażyła jeszcze bardziej braki kadrowe, niedobory finansowe szpitali - mówi Bartosz Fiałek, szef oddziału kujawsko-pomorskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.
Podkreśla, że sytuacja z wynagrodzeniami medyków zależy jednak od tego, co mają zapisane w umowach kontraktowych. - Koleżeństwo nieświadomie podpisuje czasem skrajnie niekorzystne dla siebie umowy. Np. takie kontrakty, zgodnie z którymi płaci się lekarzowi za liczbę wykonanych operacji. Czyli teoretycznie brak pracy, tak jak w czasie epidemii, oznacza brak wynagrodzenia - mówi Bartosz Fiałek.

Czytaj w LEX: Zmiany w zasadach prowadzenia dokumentacji medycznej w 2020 r. >

Jego zdaniem najkorzystniejsze dla medyków są kontrakty, w których jest określona kwota bazowa wynagrodzenia i ewentualne premie za większą niż przewidywano liczbę wykonanych procedur, czyli operacji i badań.

Zobacz w LEX: Jak przygotować się do kontroli NFZ na nowych zasadach? – pół roku doświadczeń >

Inna kwestią jest, że wiele szpitali dostawało w czasie epidemii pieniądze z NFZ za liczbę  ustalonych procedur medycznych, których nie wykonywały, pod warunkiem, że nadrobią  operacje w czerwcu, lipcu, sierpniu. -Ale my nie wiemy czy to będzie wykonalne. Możemy przeprowadzać więcej operacji ortopedycznych, ale pacjenci się wystraszyli szpitali i mają obawy czy się do nas zgłaszać. Poza tym w ramach kontraktu z NFZ otrzymujemy też pieniądze za rehabilitację czy opiekę długoterminową, w której mamy płacone za osobodzień. W tej ostatniej nie da nam się nadrobić strat, gdyż jest ona zależna od hospitalizacji  liczby łóżek na oddziałach a nie zwiększymy ich - mówi Krzysztof Zaczek.

Jego szpital nie przyjmuje nadal pacjentów, gdyż na Śląsku jest obecnie ognisko zarazy koronawirusa. Nie wiadomo jak długo w szpitalu ten zastój potrwa.