„Jestem przy Tobie”: Panie Profesorze, dlaczego w medycynie wyodrębniono ginekologię onkologiczną?

Prof. Jerzy Stelmachów: Ginekologia onkologiczna to stosunkowo młoda specjalizacja, która została powołana 4 kwietnia 2003 roku w celu poprawienia wyników leczenia nowotworów złośliwych występujących w zakresie narządów płciowych kobiety. Jak wynika z badań przeprowadzonych w Stanach Zjednoczonych, pacjentki, które od razu poddane były zabiegom przez zespół, w którym był ginekolog-onkolog miały dłuższe okresy przeżyć,
w porównaniu z pacjentkami leczonymi przez ginekologa bez specjalizacji onkologicznej
i chirurga ogólnego.

JpT: A dlaczego tak ważne jest, aby kobiety z nowotworami narządów rodnych były leczone przez ginekologa onkologa, a nie ginekologa, czy chirurga?

JS: Chirurgia w przypadku wielu chorób nowotworowych jest przejawem niewydolności medycyny. Ta niewydolność polega na tym, że nie mamy leku, który by leczył daną chorobę. Stąd w akcie rozpaczy stosuje się metody polegające na amputacji narządu – całego, bądź części. Ale nie można tego nazwać sukcesem. Usunięcie jajnika, czy macicy to spłycenie zagadnienia. Profesor Tadeusz Koszarowski, wybitny onkolog, w swoich podręcznikach wyraźnie pisał, że choroba nowotworowa wymaga pewnej specyfiki w procesie leczenia. Jeżeli leczenie jest prowadzone przez ginekologa-onkologa, to zespół operacyjny przygotowuje pacjentkę do dalszego leczenia skojarzonego, czyli do stosowania chemio, czy radioterapii, co daje potem lepsze efekty. Chirurg onkolog, oprócz usunięcia ogniska pierwotnego i ewentualnych przerzutów, przykłada ogromną wagę do zapobiegania rozsiewowi śródotrzewnowemu. A właśnie leczenie raka jajnika rozsianego w obrębie jamy otrzewnowej to największy obecnie problem ginekologii onkologicznej.

JpT: Ilu specjalistów z dziedziny ginekologii onkologicznej mamy obecnie w Polsce?

JS: W Polsce jest obecnie 180 ginekologów-onkologów. To stanowczo za mało. Oceniam potrzeby są na około 500. To jedna z najmłodszych specjalizacji w polskiej medycynie, stąd kłopoty z uzyskaniem tak dużej liczby specjalistów. Poza tym to specjalizacja szczegółowa, czyli możliwa dopiero dla osób z grona specjalistów z położnictwa i ginekologii. Czas specjalizowania się to 10 lat – 6 lat położnictwo z ginekologią i 3,5 – 4 lata ginekologia onkologiczna. Dlatego liczba ginekologów-onkologów zwiększa się w Polsce powoli.

JpT: Czy w Polsce wykorzystywane są wszystkie możliwości leczenia z zakresu ginekologii onkologicznej?

JS: Tak, wykorzystywane są zarówno chemioterapia, radioterapia, jak i chirurgia.

JpT: A jeżeli chodzi o dostępność do tych metod leczenia?

JS: Z tym jest niestety trochę gorzej. Ale trzeba oddzielić dostępność do leczenia operacyjnego i do radioterapii. Jeżeli chodzi o leczenie operacyjne to możemy uznać,
że dostępność jest wystarczającą. Tu nie ma kolejek na oczekiwanie na zabieg. Jedynie
w przypadku, gdy do przeprowadzenia operacji potrzebny jest wysoce specjalistyczny zespół, może się zdarzyć, że czeka się tydzień lub dwa. Nie ma również problemów w dostępności do leczenia cytostatykami, czyli chemioterapią. Bariera, która dotychczas była widoczna,
to dostępność do leczenia promieniami jonizującymi, czyli teleterapia i brachyterapia. Jest to leczenie wysokospecjalistyczne.JpT: Gdzie są ośrodki, w których można skorzystać z radioterapii?


JS: Do niedawna tylko w niektórych miastach wojewódzkich były ośrodki oferujące radioterapię. Obecnie, w związku z dopuszczeniem na rynek kapitału prywatnego, powstają ośrodki, które rozszerzają możliwości dostępu do leczenia pacjentów chorych onkologicznie. Taki ośrodek powstał w Otwocku, przy Europejskim Centrum Zdrowia. Wcześniej powstał prywatny ośrodek w Wieliszewie. Poza tym są takie ośrodki w Poznaniu, Koszalinie, Wałbrzychu i wielu innych miastach. Ma powstać ośrodek w Płocku, czy Radomiu. Dostępność się zwiększa.

JpT: Czyli nie musimy szukać pomocy zagranicą, bo w Polsce jest możliwość zrobienia wszystkiego, nawet jeżeli są to bardzo zaawansowane przypadki?

JS: W ginekologii onkologicznej nie ma potrzeby wysyłania pacjentek za granicę, te same procedury wykonywane są w Polsce. Jeżeli widzimy braki, to natychmiast następuje reakcja ze strony nadzoru specjalistycznego, żeby tę lukę zapełnić.

JpT: Czy przykładem takiej procedury jest dootrzewnowa chemioterapia w hipertermii?

JS: Tak, operacja cytoredukcyjna skojarzona z dootrzewnową chemioterapią w warunkach hipertermii (HIPEC), to bardzo zaawansowana procedura, którą od roku stosujemy w Polsce. Na świecie jest znana od lat. Ale w związku z tym, że to agresywna metoda leczenia, która łączy w sobie operację chirurgiczną na najwyższym poziomie z udziałem wysoce specjalistycznego zespołu, nie jest ona potrzebna dużej liczbie chorych. To wielogodzinna operacja usuwania nawet drobnych ognisk nowotworowych, a następnie chemioterapia dootrzewnowa w hipertermii (HIPEC) wykonywana przez kolejny zespół. W Polsce wystarczą 4 ośrodki, które dysponowałyby możliwościami wykonania tej procedury, aby pokryć zapotrzebowanie na nią. Wprowadzana jest także nowa procedura w ramach radioterapii, która nazywana jest „Cyber Knife”. Jedno urządzenie już pracuje w Gliwicach, drugie jest uruchomione przy szpitalu w Wieliszewie. Daje duże możliwości. To bardzo precyzyjne wiązki promieni jonizujacych, lokalizowane na węzeł chłonny, czy guz głębiej położony, po to, by go zniszczyć. Często eliminuje konieczność leczenia chirurgicznego.

JpT: A czy hipertermia może być wykorzystywana w innych przypadkach?

JS: Kiedyś uważano, że hipertermia będzie czwartą metodą leczenia onkologicznego. Jak dotąd tak nie jest, ale wspomaga działania pozostałych, czyli chemioterapii, radioterapii
i chirurgii. Można ją stosować w skojarzeniu z chemioterapią w przypadku każdego kursu leczenia. Stosuję się ją także w skojarzeniu z brachyterapią, czy teleterapią. Przy takim kojarzeniu uzyskuje się lepszą odpowiedź na leczenie. Hipertermię można też stosować w monoterapii w większości wskazań onkologicznych.

JpT: Dlaczego skojarzenie leczenia z hipertermią, czy też monoterapia hipertermią, daje lepsze rezultaty? Czy zastosowanie hipertermii daje rzeczywiście szansę na poprawę leczenia?

JS: Poddanie tkanek, w których jest nowotwór na ekspozycję wysokiej temperatury, powoduje przede wszystkim uszkodzenie tych tkanek poprzez uszkodzenie błony komórkowej
i zaburzenie w ich warstwach lipidowych. Oprócz tego podwyższona temperatura jest szkodliwa dla drobnych naczynek krwionośnych, które towarzyszą większości procesów nowotworowych. Angiogeneza, która jest czasami pierwszym objawem zmian nowotworowych, pokazuje, że naczynia krwionośne odżywiające tkankę nowotworową są unaczynieniem patologicznym. One nie zawierają błony mięśniowej i wysoka temperatura doprowadza do uszkodzenia tych drobnych naczynek. Poza tym przy dobrych odpowiedziach na leczenie hipertermią w monoterapii mamy też działanie przeciwbólowe.

JpT: Czy są jakieś przeciwwskazania do stosowania hipertermii?
JS: Przeciwskazaniem do stosowania tej metody są metalowe rozruszniki serca, metalowe elementy, protezy w tych miejscach ciała, które chcemy nagrzewać, one uniemożliwiają nagrzewanie, ale to się bardzo rzadko zdarza.

JpT: Czy hipertermia jest refundowana?

JS: Hipertermia w połączeniu z radioterapią jest refundowana, w niektórych ośrodkach również w połączeniu z chemioterapią. Ale w Polsce jest mało ośrodków, które dysponują odpowiednimi aparatami do stosowania hipertermii. Urządzenia te są bardzo kosztowne.

To są specjalne łóżka, specjalne elektrody wykorzystujące pole elektromagnetyczne. Proces nagrzewania odbywa się w tych warstwach ciała, w których zlokalizowane są zmiany nowotworowe. Wszystko jest obliczane komputerowo, rejestrowane są temperatury w różnych miejscach ciała. Maksymalna temperatura to 42 st. C, ale większość zabiegów jest wykonywana w temp. 40 st. C.

JpT: W jakich ośrodkach w Polsce stosowana jest hipertermia?

JS: W tej chwili hipertermię stosuje Centrum Onkologii – Instytut w Warszawie, Centrum Onkologii w Krakowie, Centrum Onkologii w Gliwicach, Wielkopolskie Centrum Onkologii
w Poznaniu, Świętokrzyskie Centrum Onkologii w Kielcach, oraz NZOZ Centrum Medyczne Onkologii i Hipertermii w Warszawie przy ul. Belgradzkiej 5

JpT: Jakie są perspektywy dalszego rozwoju ginekologii onkologicznej w Polsce ?

JS: Perspektywy rozwoju są ogromne, ale problem, który powstał w ginekologii onkologicznej jest o tyle złożony, że każdy uważa ginekologię onkologiczną za najwyższej klasy specjalistę chirurga. A to nie jest tak. Ginekolog onkolog musi znać się na radioterapii na chemioterapii, wiedzieć jak łączyć te metody w jakich sekwencjach, stąd różnica w powodzeniu terapii.
W ubiegłym roku powstało Polskie Towarzystwo Hipertermii Onkologicznej. Liczę na to,
że będzie rosło zainteresowanie hipertermią.

Źródło: www.jestemprzytobie.pl