Bezpłatny e-book Co warto wiedzieć na stanowisku dyrektora placówki medycznej?
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Ponowny proces doktora G. znów nie ruszył

Kolejny raz nie ruszył ponowny proces kardiochirurga dr. Mirosława G. i dwójki jego pacjentek w sprawie korupcji. W środę 24 lutego 2016 do sądu nie przyszedł prokurator. Sąd zwrócił się do prokuratury o wyjaśnienie powodu nieobecności. Kolejna próba rozpoczęcia procesu - w kwietniu 2016.

Próby rozpoczęcia tego procesu są podejmowane od roku. Wcześniej na przeszkodzie stawał stan zdrowia współoskarżonych z dr. G. pacjentów. Początkowo były to trzy osoby: Jadwiga i Henryk J. w wieku około 90 lat oraz około 80-letnia Janina P. Sprawa mężczyzny została już wyłączona, zaś Jadwiga J. - jak uznali biegli - może przebywać na sali sądowej tylko przez godzinę, dowożona jest do sądu transportem medycznym.
W środę 24 lutego 2016 na sali stawili się wszyscy oskarżeni - kardiochirurg i obie kobiety, oraz obrońca mecenas Adam Jachowicz. Nie pojawił się natomiast prokurator.
- To sytuacja niedopuszczalna i skandaliczna, szczególnie z uwagi na stan zdrowia Jadwigi J. - mówił przed sądem mecenas Jachowicz.
Sędzia Iwona Hulko odroczyła rozpoczęcie procesu do 14 kwietnia 2016 roku. Jednocześnie sąd zwrócił się do Prokuratury Okręgowej w Warszawie o wyjaśnienie "przyczyn niestawiennictwa prokuratora referenta". Sędzia dodała, że informacja o terminie tej rozprawy została przesłana do prokuratury na początku lutego 2016.
- W procedurze karnej jest wprost napisane, że sąd informuje prokuratora o terminach wokandy, a sąd nam tej wokandy nie przesłał i nie mieliśmy wiedzy, że dziś o godzinie 11 ta sprawa miała się odbyć - powiedział natomiast w środę 24 lutego 2016 pytany o kwestię nieobecności oskarżyciela prokurator Wojciech Sołdaczuk z warszawskiej prokuratury okręgowej. Dodał, że wokanda trafiła do prokuratury faksem w środę kwadrans po godzinie 11.

Czytaj: Sprawa kardiochirurga dr. Mirosława G.: uchylenie uniewinnienia od korupcji>>>


Pierwszy proces dr. G. i - wówczas - 20 jego pacjentów był efektem jednej z pierwszych akcji nowo utworzonego wówczas Centralnego Biura Antykorupcyjnego; odbił się szerokim echem wśród opinii publicznej.
W styczniu 2013 roku sąd rejonowy po czteroletnim procesie skazał dr. G. na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata i grzywnę za przyjęcie ponad 17,5 tys. zł od pacjentów - został skazany za część zarzutów korupcyjnych z łącznej liczby 42 zarzutów, jakie usłyszał. Uniewinniono go od 23 zarzutów, między innymi mobbingu wobec podwładnych i części zarzutów korupcyjnych. Sprawy oskarżonych pacjentów sąd warunkowo umorzył, a niektórych - uniewinnił.
W kwietniu 2014 roku Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił uniewinnienie G. oraz kilku jego pacjentów i zwrócił w tym zakresie sprawę sądowi mokotowskiemu. Odsyłając do SR sprawę kopert wręczanych dr. G. w jego gabinecie (wręczający twierdzili, że w kopertach były listy polecające lub dokumenty medyczne), SO wskazał, że jeśli ktoś idzie do lekarza, to zazwyczaj wyniki badań pokazuje na początku wizyty, a nie zostawia ich na odchodnym. SO nie przesądził, czy doszło do wręczenia korzyści majątkowej, wskazał, że sąd I instancji nie uzasadnił swego stanowiska.
Zarazem SO utrzymał skazanie lekarza na rok więzienia w zawieszeniu i grzywnę za 18 zarzutów przyjęcia pieniędzy od pacjentów wykazujących swą wdzięczność.
SO utrzymał też uniewinnienie G. od mobbingu wobec podwładnych, a także od trzech najpoważniejszych zarzutów korupcyjnych - uzależniania od łapówki przyjęcia pacjenta na oddział lub podjęcia się operacji. SO uznał, że nie ma dowodu na to, iż G. oczekiwał łapówki w zamian za czynność medyczną.
Sąd II instancji wiele miejsca w uzasadnieniu wyroku poświęcił kwestii granicy między korupcją a wdzięcznością pacjentów wobec lekarzy. Sędzia Wanda Jankowska-Bebeszko przypomniała, że w wyroku I instancji sędzia Igor Tuleya wskazał, gdzie ta granica przebiega: wykluczone jest wręczanie pieniędzy, a także wartościowych przedmiotów, niedopuszczalne jest też dawanie prezentów przed spodziewaną czynnością lekarza. SO uznał, że to prawidłowe ustalenie.
Sędzia Tuleya mówił przy wyroku w SR, że działania CBA w tej sprawie rodzą skojarzenia z metodami "czasów największego stalinizmu". SO uznał, że krytykowane przez SR zatrzymania i nocne przesłuchania pacjentów kardiochirurga "były bez wątpienia legalne, bo miały oparcie w przepisach procedury". (pap)
Dowiedz się więcej z książki
Osoby na eksponowanych stanowiskach politycznych. Przeciwdziałanie korupcji i praniu pieniędzy
  • rzetelna i aktualna wiedza
  • darmowa wysyłka od 50 zł

Polecamy książki prawnicze o tematyce zdrowotnej