W środę 10 lutego br. po raz pierwszy spotkał się Zespół Trójstronny ds. Ochrony Zdrowia Rady Dialogu Społecznego, który ma wypracować nową siatkę płac, czyli ustalić nowe współczynniki, od których zależy wysokość minimalnego wynagrodzenia pracowników ochrony zdrowia. W efekcie ma być znowelizowana ustawa z 8 czerwca 2017 r. o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych. Ostatni trzeci raz zespół zebrał się w piątek 26 lutego. Wówczas swoje propozycje przedstawiło Ministerstwo Zdrowia. Najniższe podwyżki przewidziano dla lekarzy ze specjalizacją oraz pracowników niemedycznych. Wzrost minimalnych wynagrodzeń zasadniczych najbardziej odczują fizjoterapeuci, diagności laboratoryjni, pielęgniarki. Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych (OZZPIP), która uczestniczy w pracach zespołu, ostro jednak skrytykowała propozycję resortu. Dlaczego?

 

Najwyższe podwyżki dostaną pielęgniarki z wyższym wykształceniem, a tych jest mało

Z analizy OZZPiP wynika, że od 1 lipca największy wzrost wynagrodzenia (około 1164 zł) nastąpi w grupie zawodowej pielęgniarek/położnych z tytułem magistra pielęgniarstwa lub położnictwa i specjalizacją. Wynagrodzenie zasadnicze ma osiągnąć 5478 zł. - W tej grupie mamy tylko 11 800 pielęgniarek i położnych - podkreśla Krystyna Ptok. W grupie magistrów pielęgniarstwa/położnictwa lub specjalistek wynagrodzenie wzrośnie do poziomu 4186 zł . Według danych MZ byłby to wzrost o kwotę 109 zł. W tej grupie jest około 30 tys.  pielęgniarek i położnych. - W grupie pielęgniarek z licencjatem lub wykształceniem średnim wzrost wynagrodzenia jest 0 proc., bo grupa ta według danych MZ miała poziom wynagrodzeń 3893 zł. To najliczniejsza grupa, bo licząca blisko 160 tys. pielęgniarek i położnych. Ich wynagrodzenie zasadnicze ma wynosić od  lipca br. 3772 zł z gwarancją nieobniżenia poziomu.  

- Propozycje Ministerstwa Zdrowia dotyczące nowych wskaźników dla naszej grupy zawodowej, których wysokość powoduje brak wzrostu wynagrodzeń u blisko 160 000 pielęgniarek i położnych, uważam za skandaliczne i oburzające tym bardziej, że w obliczu trzeciej fali pandemii szpitale poszukują pielęgniarek i wzywają do podjęcia dodatkowej pracy - pisze Krystyna Ptok. I zauważa, że innym grupom zawodowym proponuje się wzrosty wynagrodzeń zasadniczych od 602 zł do 2036 zł motywując to faktem, że to wyrównanie krzywd, bo ci pracownicy byli pomijani przy podwyżkach, cyt. „a pielęgniarki i położne otrzymały już znaczące podwyżki wynagrodzeń wynikające z podpisanych porozumień” (czyli tzw. zembalówkę).

Przypomnijmy, że na pierwszych spotkaniach zespołu Adam Niedzielski, minister zdrowia, podkreślił, że wynagrodzenia nie są przejrzyste i czterem grupom: lekarzy, pielęgniarek, położnych i ratownikom wzrosty wynagrodzeń płacone są odrębnymi strumieniami, od czego trzeba odejść. Jego propozycja nie podoba się jednak ani lekarzom, ani fizjoterapeutom, a jak widać także pielęgniarkom. 

Czego oczekują związki zawodowe

- Reprezentując zrzeszony w Forum Związków Zawodowych OZZPiP wskazaliśmy konieczność podziału naszych grup zawodowych na sześć pozycji i w celu spłaszczenia różnic pomiędzy grupami współczynniki od 1,3 do 1,55 - mówi Krystyna Ptok. - Ponadto oczekujemy wzrostu wynagrodzeń już od 1 lipca 2021 roku, i to bez planowanego okresu dojścia do 100 proc. średniej krajowej dopiero 31 grudnia 2021 r., zabezpieczenia poziomu wynagrodzeń z OWU (tzw. zembalówka) przed możliwością wypowiedzeń, uznania pielęgniarkom i położnym wyższego wykształcenia mającego zastosowanie w ochronie zdrowia, np. mgr zdrowie publiczne, resocjalizacja, pedagogika ze specjalnością pedagogika medyczna – opieka paliatywna…itd. - mówi szefowa OZZPiP. 

Forum Związków Zawodowych już po przedstawieniu propozycji przez MZ zwróciło uwagę, że resort przyjął błędną metodologię dotyczącą określenia wartości pracy dla poszczególnych grup zawodowych opartą wyłącznie na czynniku związanym z wykształceniem pomijając inne istotne dla wartości pracy takie jak  doświadczenie zawodowe, narażenia na stres, czynniki środowiska pracy fizyczne, biologiczne i inne. Po drugie, co zarzuca większość środowisk medycznych, propozycja dotyczyła wzrostu współczynników tylko w 2021 roku bez dalszej perspektywy. Po trzecie resort, zrównuje osoby z wykształceniem medycznym, od których wymagamy odrębnych kwalifikacji medycznych wymaganych przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych, z osobami które takich wymogów nie muszą spełniać.