Okazją do spotkania było wydanie książki „Pozytywista do szpiku kości”, w której Justynie Wojteczek z Polskiej Agencji Prasowej opowiada o sobie i rozwoju hematologii profesor Wiesław W. Jędrzejczak. Specjalista jest od wielu lat konsultantem krajowym w dziedzinie hematologii, kieruje katedrą i kliniką hematologii, onkologii i chorób wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Profesor Jędrzejczak jako młody lekarz z Warszawy wraz ze swym zespołem w listopadzie 1984 roku przeprowadził pierwszy w Polsce udany przeszczep szpiku kostnego. Był to drugi na świecie zabieg, jaki wykonano u osoby cierpiącej na chorobę Diamonda-Blackfana (wywołanej wrodzonym brakiem krwinek czerwonych).

W 1985 roku ten sam zespół lekarzy pod kierunkiem profesora Jędrzejczaka przeprowadził pierwsze w Polsce przeszczepienie szpiku autologicznego (przy użyciu własnych komórek chorego). Dopiero w 1997 roku prof. Jerzy Hołowiecki w Katedrze i Klinice Hematologii i Transplantacji Szpiku w Katowicach przeprowadził pierwszy w Polsce przeszczepu szpiku od dawcy niespokrewnionego (pochodzącego z Holandii). Zabieg ten przeprowadzono u Urszuli Jaworskiej, która była obecna na wtorkowej konferencji.

- Zachorowałam w 1994 roku, przeszczep uratował mi życia, narodziłam się wtedy na nowo – przypomniała Jaworska, która prowadzi fundację zajmującą się rejestrowaniem potencjalnych dawców szpiku kostnego oraz udzielaniem pomocy chorym ciepiącym na nowotwory krwi oraz inne schorzenia (na przykład stwardnienie rozsiane).

Profesor Jędrzejczak powiedział, że szybki postęp w hematologii zarówno w diagnostyce, jak i terapii nastąpił w znacznym stopniu dzięki temu, że krew jest tkanką łatwo dostępną. Bez większych trudności można ją pobrać i badać, takiej możliwości na ogół nie mają inne specjalności.

Specjalista przypomniał, że morfologia krwi pozwala wykryć na wczesnym etapie wiele nowotworów krwi, np. szpiczaka plazmocytowego. Prostym i nadal stosowanym badaniem jest OB (odczyn Biernackiego), wprowadzony do użycia przed prawie 120 laty, w 1898 roku. Jest to wskaźnik opadu krwinek czerwonych w ciągu godziny.

W leczeniu schorzeń hematologicznych poza przeszczepami komórek krwiotwórczych wykorzystuje się głównie farmakoterapię. Z danych przedstawionych na konferencji wynika, że w latach 2010-2017 w leczeniu nowotworów krwi zarejestrowano aż 21 leków wykorzystywanych w 35 schorzeniach.

- W całej onkologii, w leczeniu nowotworów litych, nie ma takiego postępu jak w terapii chorób hematoonkologicznych – powiedział dr Jakub Gierczyński z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-PZH w Warszawie. Część leków zarejestrowanych w ostatnich latach jest dostępnych w Polsce dzięki refundacji Narodowego Funduszu Zdrowia, a kolejne mają wkrótce trafić na listy refundacyjne.

Leki stosowane w hematologii są jednak bardzo drogie. Profesor Maria Podolak-Dawidziak z Katedry i Kliniki Hematologii, Nowotworów krwi i Transplantacji Szpiku Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu wyjaśniała, że jest to spowodowane wysokimi kosztami opracowania preparatów nowej generacji, jak i tym, że wiele schorzeń hematologicznych to choroby rzadkie, czyli takie, które zdarzają się u 5 osób na 10 tysięcy mieszkańców.

 [-DOKUMENT_HTML-]

Do chorób rzadkich zaliczają się takie nowotwory krwi, jak białaczki szpikowa, limfatyczna i limfocytowa, chłoniaki nieziarnicze i szpiczak plazmocytowy, a także hemofilia.
- Każdy nowotwór u dziecka jest chorobą rzadką – dodał prezes Krajowego Forum na Rzecz Terapii Chorób Rzadkich Mirosław Zieliński.

Profesor Jędrzejczak podkreślił, że na nowotwory krwi chorują głównie osoby starsze, po 65. roku życia.
- Obecnie największym naszym problemem jest to, że rozwierają się nożyce między potrzebami chorych a możliwościami opieki nad nimi. Spowodowane jest to tym, że liczba chorych wzrasta szybciej niż hematologów. Przybywa lekarzy tej specjalności, ale nie w takim tempie, jak pacjentów - powiedział.

Specjalista wyjaśnił, że chorzy cierpiący na schorzenia hematologiczne żyją coraz dłużej - co sprawia, że też dłużej wymagają opieki medycznej i hospitalizacji. Niektórzy w trakcie choroby trafiają do szpitala od 40 do 50 razy. Często cierpią oni również na inne schorzenia, takie jak choroby sercowo-naczyniowe i cukrzyca, dlatego wymagają kompleksowego leczenia. Terminy przyjęć na oddziały hematologiczne są jednak coraz bardziej odległe.

- Chory nie zawsze może czekać na leczenie szpitalne. W hematologii największy problemem jest to, żeby każdemu udzielić pomocy w tym czasie kiedy on tego najbardziej wymaga – podkreślił profesor Jędrzejczak.(pap)