Ustawa depenalizująca lekarską pomoc w popełnieniu samobójstwa jak rzadko który polityczny projekt budziła dyskusje. Nie był to konflikt między zwolennikami i przeciwnikami tej pomocy, a raczej spór o warunki niezbędne, by wola chorego została spełniona. We wtorek odbyło się w Izbie Gmin głosowanie po trzecim czytaniu i ostatecznie ustawa (Bill C-14) została przyjęta w rządowej wersji.
 
Rząd Justina Trudeau tak określił warunki, że prawo do wspomaganego samobójstwa będzie przysługiwać tylko osobom świadomym swoich decyzji, cierpiącym "nie do zniesienia" i tak chorym, że ich śmierć może nastąpić w "przewidywalnej przyszłości". Nie przeszły poprawki, które poszerzały krąg osób uprawnionych do uzyskania medycznej pomocy w eutanazji.
 
- Kanada jest szczególnym krajem wśród tych, których parlamenty zajęły się projektami ustaw "o prawie do śmierci", ponieważ do podjęcia prac legislacyjnych zobowiązało nas orzeczenie sądu - podkreślił dr Jeff Blackmer, wiceprezes Kanadyjskiego Stowarzyszenia Lekarzy (CMA), specjalista zagadnień etycznych w medycynie.
 
Dyskusja trwała w Kanadzie od długiego czasu, ale dopiero w wyniku ubiegłorocznego orzeczenia Sądu Najwyższego w sprawie Kay Carter przeciw Kanadzie rząd i parlament zostały zmuszone do przyjęcia uregulowań. Miały też narzucony termin – do 6 czerwca 2016.
 
6 lutego 2015 roku Sąd Najwyższy orzekł, że prawo zakazujące udzielania pomocy w samobójstwie śmiertelnie chorym jest niekonstytucyjne.
- Osoba chora ma dwie możliwości: odebrać sobie życie przedwcześnie, często w sposób dramatyczny, lub cierpieć aż do śmierci. Wybór jest okrutny - napisali sędziowie w jednomyślnej decyzji.
 
Poprzedni konserwatywny rząd nie przeprowadził zmian. Obecny rząd liberałów wniósł projekt do parlamentu w kwietniu 2016.
 
Kanadyjskie społeczeństwo dawno już wyrobiło sobie zdanie w tej sprawie. W lutym 2016. sondaż Ipsos wykazał, że 80 procent Kanadyjczyków uważa, iż lekarska pomoc w zakończeniu życia powinna być możliwa w sytuacjach, gdy dana osoba świadomie wyraża takie życzenie w momencie zdiagnozowania poważnej i nieuleczalnej choroby, nawet jeśli w chwili śmierci nie jest władna powtórzyć tego życzenia.
 
Nawet wśród zwolenników konserwatystów prawo do eutanazji ma wysokie poparcie - 78 procent. Najmniejsze jest wśród protestantów - 77 procent, a wśród katolików jest ono większe - 83 procent.
 
Konserwatywna deputowana Michelle Rempel zwracała uwagę, że niechęć Kanadyjczyków do publicznego wyrażania swoich opinii na tak wrażliwe tematy jak eutanazja jest dla niej problemem, ponieważ nie ma stuprocentowej pewności, jakie poglądy reprezentują wyborcy.
 
Debata toczyła się w środowiskach zawodowych.
- Część lekarzy uważa, że środowisko medyczne nie powinno uczestniczyć w tej dyskusji. Bardzo trudne było określenie podejścia, jakie powinno się przyjmować w indywidualnych przypadkach. To dla nas zupełnie nowe, to nie my inicjowaliśmy debatę nad "prawem do śmierci" - mówił wiceprezes CMA.
 
Zarówno CMA, jak i Stowarzyszenie Farmaceutów Kanadyjskich poparły uchwalenie nowego prawa i wypracowały zalecenia dla swoich członków.
 
W środę 1 czerwca 2016 minister zdrowia Jane Philpott mówiła, że - aby ustawa weszła w życie w terminie - rząd może zgodzić się na senacką poprawkę, która wprowadzi obowiązek przeglądu przepisów w ciągu pół roku od chwili, gdy zaczną obowiązywać, pod kątem rozszerzenia grupy osób, które będą mogły wnioskować o lekarską pomoc.
 
- Ta debata trwała bardzo długo. Założenia, które przyjęliśmy były spójne z założeniami rządu do projektu. Dlatego też poparliśmy jak najszybsze uchwalenie ustawy – powiedział Blackmer. - Dla lekarzy ważna była kwestia klauzuli sumienia i opracowanie takiej legislacji, która ograniczy niejasności - wyjaśniał.
 
Jak dodał, "istotnym punktem było określenie zasad kontaktowania się pacjentów z lekarzami, którzy są skłonni takiej pomocy udzielać". - Lekarze nie będą przecież zamieszczać ogłoszeń; jest duża obawa przed udostępnianiem swoich danych. Lekarzy niepokoi i to, że Kanadyjczycy będą postrzegać ich teraz inaczej, już nie tylko jako świadczących opiekę zdrowotną. Dlatego potrzebujemy dalszej dyskusji w atmosferze zaufania i szacunku - podkreślił.
 
Zarówno zdaniem polityków, jak i środowisk medycznych obecna ustawa to dopiero początek dyskusji.
- Będzie trwała wiele lat, będą wyzwania wynikające ze spraw sądowych. Będzie podobnie jak w Holandii czy Belgii. Sądzę, że przykład Kanady może przydać się innym krajom, gdzie trwają analogiczne prace. W Kanadzie mieliśmy wyjątkowy udział lekarzy w tej dyskusji. Po rozmowach z kolegami z wielu krajów wiem, że uważnie obserwują oni naszą debatę - wskazał Blackmer.(pap)