Dyrektorzy szpitali są zaniepokojeni skutkami finansowymi porozumienia zawartego między ministrem zdrowia z samorządem pielęgniarek i położnych oraz Ogólopolskim Związkiem Zawodowym Pielęgniarek i Położnych. Wysłali w tej sprawie list do ministra zdrowia, w którym piszą, że „uważają, że porozumienie powinno być zawarte ze wszystkimi stronami uczestniczącymi w Radzie Dialogu, w przeciwnym razie podział grup zawodowych w ochronie zdrowia będzie się potęgował”.

Pracodawcy podkreślają, że dzisiaj „głównym efektem podpisania porozumienia jest podział środowisk medycznych na lepszych i gorszych”. Dodają, że ta regulacja stawia świadczeniodawców i pracodawców pod tzw. ścianą.

Skąd mają wziąć pieniądze na podwyżki?

Dorota Gałczyńska-Zych z Pracodawcy RP w czwartek na nadzywczajnym posiedzeniu Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowiapodała, że po podniesieniu o 1200 zł – co zakłada porozumienie – pensji zasadniczej pielęgniarek i położnych, będą potrzebowali więcej pieniędzy niż wcześniej zapanowano na podwyżki w ramach „zembalówki”. Podała, że pochodne takie jak np.: wysługa, dodatki za pracę na zmiany, w nocy i święta wynoszą ok. 50 proc., co sprawia, że na każdy etat pielęgniarki potrzebują dodatkowo od 250 do 400 zł, ale porozumienie nie podaje, skąd je mają wziąć, tyko, że muszą podnieść pensje.

 


A co z kasą na urlop szkoleniowy?

Gałczyńska-Zych dodała jeszcze, że porozumienie zakłada wprowadzenie 6 dni urlopu szkoleniowego dla pielęgniarek, co też dla pracodawców powoduje dodatkowe wydatki.

- Na każde 100 pielęgniarek zatrudnionych, potrzebuję 19 etatów pielęgniarek, które muszą je  zastąpić, gdy te pójdą na szkolenia. Czy skutki finansowe, które rodzą te urlopy będą nam zrekompensowane? To się może odbić na pacjencie. Już dziś mamy problem, by znaleźć zastępstwo – mówi Gałczyńska-Zych.

Potrzebne są dodatkowe miliony

Pracodawcy RP wyliczyli, że w szpitalu, w którym jest zatrudnione 200 pielęgniarek, muszą mieć dodatkowe pieniądze w wysokości ponad 1 mln zł na realizację zapisów porozumienia.

- Niewątpliwie całość pieniędzy musi być zabezpieczona – takie jest moje stanowisko – podkreślał Łukasz Szumowski, minister zdrowia. – Inaczej zakładalibyśmy, że będzie istniał dług. Będę rozmawiał, by premierem i ministrem finansów by ta część była zabezpieczona w budżecie na zdrowie.

Minister zdrowia Łukasz Szumowski podkreślał, że są zagwarantowane pieniądze na „zambalówkę” w budżecie NFZ w wysokości 4,5 mld zł. Szumowski twierdził, że nie zna konkretnych kwot, jakie skutki finansowe rodzi porozumienie z pielęgniarkami, bo czeka na Ocenę Skutków Regulacji (OSR) dotyczącą realizacji porozumienia.

- Na dniach, dostaniemy wyliczenia, ile osób, jakie ma pochodne w różnych zakładach pracy i wtedy będziemy mogli podać konkretne kwoty. Zabezpieczymy te dodatkowe pieniądze – deklarował Szumowski.

Danuta Kondziołka z Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSS Solidarność zapytała: - Panie ministrze, podpisał pan zobowiązanie i nie wie Pan, ile to będzie kosztować? I my mamy w to uwierzyć?