Przekaz i obrazki jakie w ostatnich tygodniach płynęły z wieców wyborczych mogły sugerować, że epidemia się skończyła. Na spotkaniach z dwoma kandydatami na urząd prezydenta pojawiały się osoby bez maseczek i nie zachowujące jakiegokolwiek dystansu społecznego. A tymczasem z oficjalnych statystyk Ministerstwa Zdrowia wynika, ze nadal codziennie odnotowywanych jest kilkanaście zgonów na COVID-19 oraz kilkaset nowych potwierdzonych zachorowań

Brak zachowania jakiegokolwiek reżimu sanitarno-epidemiologicznego podczas wieców zdezorientował przyszłe matki. Kobiety, jak np. w Szpitalu im św.  Rodziny w Warszawie muszą przychodzić na badania m.in. KTG  w maskach, oczekują też porodu w maseczkach. To dodatkowo pogłębia problemy z oddychaniem.

Czytaj w LEX: Tarcza 4.0 – wsparcie dla publicznych podmiotów leczniczych >

Wiele szpitali wymaga testu w kierunku COVID-19  

Wprawdzie wiele szpitali  dopuściło już porody rodzinne, ale nadal uzależniają udział w nim osoby towarzyszącej od tego czy ma ona ujemny wynik testu w kierunku koronawirusa. Takie wymagania ma np. wspomniany warszawski Szpital im św. Rodziny oraz  Kliniczny Szpital Ginekologiczno-Położniczy w Poznaniu. Ojciec, która chciałaby uczestniczyć w porodzie, musi  na pięć dni przed porodem  zrobić sobie na własny koszt test w kierunku koronawirusa. Jest wpuszczany na salę porodową tylko z wynikiem ujemnym.

Rodzącym ten wymóg wydaje się nieracjonalny. O ile na pięć dni przed porodem zaplanowanym przez cesarskie cięcie, ojciec jest w stanie wykonać sobie taki test, o tyle w przypadku porodu siłami natury jest to prawie niemożliwe, bo poród może być pięć, dziesięć dni po czy przed terminem. Nie da się tego zaplanować.  

Czytaj w LEX: Zasady przepisywania bezpłatnych leków dla kobiet w ciąży >

"Toteż prezes NFZ zalecił  10 lipca szpitalom aby odstąpiły od wymogu testowania osób towarzyszących. ”Osoba towarzysząca ma prawo uczestniczyć w porodzie rodzinnym mimo epidemii COVID-19. Fundusz przeznaczył dodatkowe środki finansowe dla świadczeniodawców na udzielanie świadczeń w podwyższonym reżimie sanitarnym” -podaje na stronie internetowej NFZ. Wskazuje, że jeżeli szpital odmawia osobie towarzyszącej uczestniczenia w porodzie z powodu niedostarczenia wyniku testu na COVID-19, trzeba zgłosić te nieprawidłowości do oddziału NFZ lub rzecznika praw pacjenta.  - Wprowadziliśmy też mechanizm, który umożliwia przekazanie świadczeniodawcom dodatkowych środków finansowych na udzielanie świadczeń w podwyższonym reżimie sanitarnym. Dopłacamy 100 zł m.in. do porodu i to powinno pokryć koszty zakupu środków ochrony osobistej dla personelu. Szpital już niczego od rodzących nie powinien wymagać - tłumaczy Sylwia Wądrzyk, rzecznik prasowy centrali NFZ.

Zobacz w LEX: Zdarzenia niepożądane w placówce medycznej - zadania kadry zarządzającej oraz personelu >

Testowania ojców w kierunku koronawirusa zabrania NFZ

Gdy zaś Prawo.pl zadzwoniło do szpitala w Poznaniu, jego rzecznik prasowa była zdziwiona, że w ogóle takie zalecenia od NFZ wyszły.

NFZ ma swoje racje, a szpitale swoje. W szpitalu im. Św Rodziny w Warszawie cały czas wymagane są testy od ojców. - Dyrektorka warszawskiego szpitala, Maria Dziura, poinformowała dyrektora  mazowieckiego NFZ, Michała Dzięgielewskiego, że nikomu nie odmówiła rodzinnego porodu. Ojcom  nieposiadającym ważnego testu diagnostycznego w kierunku koronawirusa zapewnia wykonanie go na terenie szpitala - zaznacza Andrzej Troszyński, rzecznik prasowy mazowieckiego oddziału NFZ.

Czytaj w LEX: Odpowiedzialność za błąd medyczny w czasie epidemii >

 


Dodatni wynika to kwarantanna

Niemniej jednak, wiele przyszłych matek boi się zabierać ojca dziecka do porodu, bo gdy wyjdzie mu dodatni wynik testu, będzie on musiał przebywać w domu dwa tygodnie i nie pójdzie nawet do apteki. 

Dyrektorzy szpitali zasłaniają się też zaleceniami konsultanta krajowego w dziedzinie ginekologii, które wiszą na stronie internetowej Ministerstwa Zdrowia. Konsultant wskazał w nich, aby właśnie osoba na pięć dni przed porodem zrobiła test i przedstawiła jego wynik w szpitalu. Ale konsultant krajowy twierdzi, że zalecenia znów się zmieniły. - Jeśli osoba towarzysząca nie ma objawów, wywiad epidemiologiczny po jej przybyciu do szpitala wykazał, że nie miała kontaktu z osobą zakażoną, nie była na kwarantannie, nie powinno się uzależnić udziału jej w porodzie od ujemnego wyniku testu w kierunku COVID -zaznacza prof. Krzysztof Czajkowski, konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii i położnictwa. Ale wskazuje też, że w gestii dyrektora szpitala jest to, jakie zasady będą obowiązywać w jego placówce. W szpitalu Klinicznym przy ul. Karowej w Warszawie, w której pracuje prof. Czajkowski, od osób towarzyszących w porodzie, nie wykazujących objawów choroby, testów się nie wymaga.

Czytaj w LEX: Teleporady - co można w ramach umowy z NFZ >

Widać jednak, że wielu dyrektorów placówek medycznych nie odnotowało, że te zalecenia znów się zmieniły. Zaś rodzące w wielu szpitalach pozostają z problemem. Bo co ma zrobić osoba towarzysząca, ojciec, który nie ma przy sobie ujemnego wyniku testu w kierunku koronawirusa? Jeśli personel nie chce go wpuścić na salę porodową, może dzwonić do Rzecznika Praw Pacjenta z prośbą o interwencję albo oddziału wojewódzkiego NFZ.