Józef Kielar: Jest pan nie tylko przewodniczącym Zarządu Krajowego OZZL, ale także szanowanym ekspertem zajmującym się ochroną zdrowia. Dlatego proszę o opinię na temat planowanej ostatnio przez rząd centralizacji zarządzania szpitalami.

Krzysztof Bukiel: Nie znamy szczegółów dotyczących tej centralizacji, jednak trudno przypuszczać, aby miało to oznaczać powstanie jednego zarządu nad wszystkimi szpitalami. Raczej będą to formy centralizacji znane z przeszłości (z PRL), czyli np. centralne zakupy, centralny rozdział środków, centralne planowanie zadań poszczególnych szpitali, ich struktury, zatrudnienia itp. Najprawdopodobniej musi to oznaczać państwową własność i budżetową formę finansowania szpitali. Wszystko to bardzo przypomina organizację z okresu PRL i właśnie z tego powodu budzi niepokój. Przecież powszechny postulat odejścia od państwowej służby zdrowia z okresu PRL i wprowadzenia kas chorych oraz ubezpieczenia zdrowotnego miał swoje przyczyny. Dzisiaj niektórzy już o tym jakby zapomnieli i chcą wracać do rozwiązań, które w praktyce okazały się nieefektywne, korupcjogenne, nie gwarantujące odpowiedniej jakości świadczeń.

Czytaj: Minister potwierdza plan przejęcia przez rząd zarządzania szpitalami>>
 

Jakie największe błędy popełniliśmy reformując po raz czwarty system ochrony zdrowia (kasy chorych, NFZ, sieć szpitali) bez ładu i składu? Przypomina mi to sadzenie drzewka, które za rzadko jest podlewane, albo wcale i nie może się ukorzenić.

Rzeczywiście największym błędem było reformowanie „od ściany do ściany”, czyli nie kontynuowanie dotychczasowego modelu i stopniowe ulepszanie go, ale odrzucanie tego, co było i wprowadzanie własnych „autorskich” koncepcji. Tak było np. z likwidacją kas chorych i zastąpieniem ich NFZ, później z wprowadzeniem tzw. sieci szpitali i odrzuceniem zasady, że szpital otrzymuje pieniądze za wykonane świadczenia itp.

Czytaj w LEX: Nowe PZP - przygotowanie postępowania o udzielenie zamówienia publicznego przez podmiot leczniczy >

 


Proszę wskazać przyczyny chaotycznego reformowania systemu ochrony zdrowia po transformacji ustrojowej w Polsce. Dlaczego 80 proc. Czechów jest zadowolonych z opieki medycznej, a u nas tylko nieliczni?

Moim zdaniem przyczyną są chore ambicje poszczególnych polityków i poszczególnych ugrupowań politycznych aby pokazać, że oni są mądrzejsi od poprzedników, że zrobią wszystko po swojemu i na nowo, że nie będą z poprzednikami (i w ogóle z innymi ugrupowaniami politycznymi) współpracować ani nawet dyskutować.

Czytaj: Sośnierz: Centralizacja zarządzania szpitalami utrudni dostęp do świadczeń zdrowotnych>>
 

Czy próbę naprawienia systemu opieki zdrowotnej powinno powierzyć się jednemu apolitycznemu ekspertowi, który opracowałby długofalowy program jego naprawy dobierając sobie współpracowników nie ulegającym różnym lobby, a także politykom, szczególnie przed wyborami?

Taki sposób byłby chyba najlepszy. Przy czym taki ekspert (czy grono ekspertów) musiałby się też wykazać pewną elastycznością, otwartością na inne pomysły i wyłącznie merytorycznym (nie ideologicznym, nie politycznym) podejściem. Jest to mocno idealistyczne, a przez to najprawdopodobniej nierealne rozwiązanie. 

 


Jakie podstawowe elementy powinien zawierać program naprawy systemu opieki medycznej, żeby „pieniądz rzeczywiście szedł za pacjentem” ?

Najważniejszym warunkiem jest, aby wynagrodzenie szpitali i innych podmiotów leczniczych zależało od liczby przyjmowanych pacjentów i liczby udzielanych świadczeń, które nie mogą być administracyjnie reglamentowane. Czyli musi być konkurencja o pacjenta. Oczywiście trzeba obserwować sytuację i patrzeć gdzie – przy takim rozwiązaniu – mogłoby dochodzić do nadużyć (głównie w postaci nieuzasadnionego mnożenia świadczeń, czyli nadużywania ich oraz oszukiwania pacjentów przez udzielanie im świadczeń nieodpowiedniej jakości, nieadekwatnych, nieskutecznych). Są to jednak patologie, które można przezwyciężyć lub znacznie ograniczyć w wyniku odpowiednich regulacji prawnych i nadzoru administracyjnego. 

Czytaj także: Jędrzejczak: Zarządzanie szpitalami przez wojewodów byłoby błędem>>
 

Proszę przypomnieć główne postulaty OZZL (m.in. dot. wynagrodzeń lekarzy, współpłacenia, ubezpieczeń dodatkowych, zakazu konkurencji itd.) a także swoją opinię na temat płac nie tylko lekarzy, ale także pielęgniarek, ratowników medycznych, fizjoterapeutów, laborantów, techników medycznych, czy salowych, bo ich wynagrodzenia są często żenująco niskie.

Płace personelu medycznego nie będą stanowiły problemu (tzn. będą odpowiednie), gdy system opieki zdrowotnej będzie zbudowany racjonalnie, z uwzględnieniem zasad ekonomii, mechanizmów rynkowych itp. Zdrowie jest bowiem tak ważną wartością dla każdego człowieka, że nie jest możliwe – w normalnych warunkach – aby osoby, które o zdrowie dbają w sposób zawodowy, nie były odpowiednio wynagradzane. Widać to w przypadku sektora prywatnego ochrony zdrowia. W ocenie OZZL wynagrodzenie lekarzy za jeden etat (czyli bez dyżurów) w kwocie około trzykrotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce byłoby wynagrodzeniem godziwym. OZZL zabiega, aby było ono w tej wysokości wpisane do ustawy o płacach minimalnych w ochronie zdrowia co wynika z faktu, że obecny system nie jest systemem racjonalnym, ale jest kształtowany przez decyzje o charakterze politycznym i administracyjnym. W taki sposób ustalane są stawki płacone przez NFZ szpitalom i innym podmiotom leczniczym oraz limity świadczeń, a to z kolei determinuje możliwości finansowe szpitali, czyli również możliwości płacowe.

Bądź na bieżąco ze zmianami w ochronie zdrowia z LEX >

Co powinno się zrobić  w takiej sytuacji?

Ustawowe gwarancje płac lekarskich (i innych zawodów medycznych) nie byłyby potrzebne, gdyby system opieki zdrowotnej był racjonalny, tzn. funkcjonujący na zasadach ekonomii i mechanizmów rynkowych: konkurencji między świadczeniodawcami, wolnymi cenami płaconymi przez publicznego płatnika (płatników) za świadczenia zdrowotne (albo przynajmniej cenami ustalonymi w trakcie równoprawnych negocjacji między świadczeniodawcami a płatnikiem), zakazem limitowania świadczeń. Taki system wymagałby oczywiście pewnych mechanizmów ograniczających nieuzasadnione korzystanie ze świadczeń przez pacjentów, np. w postaci współpłacenia za niektóre świadczenia (te, które są stosunkowo tanie, a przy tym proste, często używane) albo w postaci indywidualnych kont zdrowotnych (na wzór finansowania publicznej ochrony zdrowia np. w Singapurze). Oznacza to, że każdy obywatel miałby pewną kwotę środków na swoim indywidualnym koncie, które mógłby przeznaczyć tylko i wyłącznie na określone świadczenia zdrowotne dla siebie i swojej rodziny. Wtedy można mieć pewność, że środki te byłyby wydawane rozważnie i w sposób uzasadniony. Oczywistą kwestią w takim systemie jest równość podmiotów udzielających refundowanych świadczeń zdrowotnych – bez względu na ich formę własności. To oznacza, że niezależnie czy szpital (inny zakład leczniczy) jest prywatny czy państwowy - jeżeli jego świadczenia są udzielane w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, to są dla pacjentów bezpłatne (albo dopłaty są takie same), a cena jaką publiczny płatnik płaci szpitalowi za udzielenie danego świadczenia jest taka sama.

Czytaj w LEX: Obowiązki placówki medycznej w związku z wykonywaniem szczepień przeciwko COVID-19 >

Według moich szacunków po II wojnie światowej wyjechało z Polski ponad 20 tysięcy lekarzy, wyjeżdżają także pielęgniarki. Kto będzie nas leczył, bo już obecnie opiekę medyczną bardzo wspierają lekarze emeryci, średnia wieku pielęgniarek wynosi ponad 52 lata w efekcie czego zdeterminowani pacjenci leczą się prywatnie - wydają na to około 40 mld zł rocznie.

Niedobór kadry medycznej w Polsce jest obecnie bardzo widoczny. Można tę sytuację poprawić na kilka sposobów. Po pierwsze, trzeba zwiększyć nabór na studia medyczne. Po drugie, poprawić warunki pracy i płacy lekarzy (także innych pracowników ochrony zdrowia). Po trzecie, sprawić, żeby lekarze byli bardziej racjonalnie wykorzystani, co oznacza, że nie powinni zajmować się biurokracją, sprawami administracyjnymi lub nieuzasadnionymi poradami lekarskimi jak to dzieje się obecnie. Trzeba też spowodować, aby lekarze specjaliści zajmowali się rzeczywiście specjalistycznymi problemami, a nie błahymi przypadkami. To wszystko można zrobić jeżeli się chce. Niestety – jak się wydaje – nasz rząd w inny sposób chce zmniejszyć deficyt lekarzy (i pozostałego personelu medycznego) w Polsce – przez sprowadzanie ich z zagranicy. Temu służą wprowadzone ostatnio przepisy, które przewidują możliwość zatrudniania w Polsce lekarzy (pielęgniarek, ratowników medycznych) z krajów spoza UE, bez praktycznie żadnej weryfikacji ich wykształcenia i umiejętności, a nawet znajomości języka polskiego. To jest droga donikąd, dodatkowo zagrażająca obniżeniu jakości świadczeń lekarskich (i w ogóle medycznych) w naszym kraju.