Monika Sewastianowicz: Jak obecna sytuacja wpłynie na sposób przeprowadzenia egzaminów?

Jerzy Pisuliński: Na naszym wydziale większość egzaminów ma formę pisemną i przeprowadzenie ich zdalnie stwarza problemy natury organizacyjnej i technicznej. Mówimy przecież o dużej liczbie studentów – o grupach liczących po 300-400 osób – przy tak masowej skali to już duży problem.

Po pierwsze trzeba zweryfikować tożsamość zdających, a to trwa, po drugie to też problem nadzorowania tak dużych grup. Trzeba przecież kontrolować, czy studenci nie korzystają z jakichś materiałów. A nawet sprawdzać, czy student samodzielnie odpowiada na pytanie, a nie robi to za niego np. kolega.

Egzaminy przez internet nie takie trudne do przeprowadzenia>>

 

Część kierowników katedr postuluje przesunięcie terminów egzaminów na termin, w którym da się to zrobić w tradycyjny sposób, choć tu oczywiście jest ryzyko, że takiej możliwości nie będzie nawet w sierpniu. Na tym etapie nie da się tego przewidzieć. Alternatywą są egzaminy ustne, ale tu znowu – problemem jest przede wszystkim liczba studentów. Nawet gdy upoważnimy adiunktów, a nawet – co budzi już wątpliwości natury formalnej – asystentów, to zajmowałoby bardzo dużo czasu. Nie jest to problem przy zajęciach warsztatowych, konwersatoriach, seminariach, ale egzaminy z przedmiotów obowiązkowych trwałyby tygodniami.

Czytaj w LEX: Ważne pytania o ochronę danych osobowych podczas epidemii koronawirusa >

 

Nie da się przeprowadzić testów?

Są oczywiście programy, które na to pozwalają. Na UJ mamy platformę do nauczania zdalnego Pegaz i teoretycznie stwarza ona możliwość przeprowadzenia takich egzaminów, ale obsługiwana jest przez serwery uniwersyteckie i nie wiadomo, czy wytrzymałyby one tak duże obciążenie. To, że nie do końca sobie z tym radzą, widać, gdy studenci rejestrują się na zajęcia i egzaminy przez USOS – bywa, że system mocno spowalnia.

Z kolei korzystanie z innych narzędzi informatycznych rodzi problemy natury prawnej. Przepisy wymagają, by egzamin w formie zdalnej był rejestrowany, a jeżeli przez to rozumiemy nagrywanie, to zaraz się pojawia problem, gdzie są przechowywane dane. Takie nagrania wideo to duże pliki, więc przy masowej skali przeprowadzania egzaminów w formie zdalnej pojawia się pytanie, co zrobić z taką ilością danych. Mam je gromadzić na własnym komputerze? Nie mam przestrzeni dyskowej, nie wiadomo zresztą, jak długo takie dane miałyby być przechowywane – normalnie prace egzaminacyjne są przechowywane przez rok.

 

Teoretycznie można byłoby to robić w chmurze…

Tu pojawia się pytanie o bezpieczeństwo, bo – jak wspomniałem – mamy do czynienia z danymi osobowymi, np. wizerunkiem. Nie można przecież dopuścić do sytuacji, by w po internecie krążyły filmy z egzaminów. Ale to niejedyny problem – w przypadku egzaminów ustnych trzeba też opracować zasady egzaminowania. Na przykład rozstrzygnąć, co się stanie w sytuacji, gdy student się rozłączy. Konieczne jest odpowiedzenie na pytanie, czy egzamin się wtedy skończy, czy trzeba go będzie powtórzyć. A jeżeli tak, to czy od momentu, w którym doszło do przerwy, czy w całości. To są sytuacje, które mogą się zdarzyć, często z powodów niezawinionych przez studenta.

Kolejna kwestia – co ze studentami, którzy mają kłopot z internetem. Egzamin nadzorowany musi się odbywać z transmisją wideo, choćby po to, by egzaminator mógł zweryfikować tożsamość zdającego. Trzeba te kwestie starannie przemyśleć i po podjęciu decyzji poinformować studentów, jak te egzaminy będą wyglądać, żeby nie trzymać ich w niepewności. Być może wymagać to będzie całkowitej zmiany formuły egzaminu - np. na formę eseju lub glosy do orzeczenia omawianego na zajęciach.


A co ze studentami na ostatnim roku?

Ich sytuacja jest zróżnicowana – u nas studenci mają praktycznie indywidualny tok studiów, więc część z nich ma do zaliczenia tylko seminarium magisterskie i napisanie pracy. W ich przypadku większych problemów nie będzie.

Gorzej z tymi, którzy wciąż mają do zdania egzaminy – np. z procedur, które u nas zdaje się na czwartym lub piątym roku. I to są te przedmioty obowiązkowe, z których przeprowadzenie egzaminu jest najtrudniejsze. Przesunięcie egzaminu dla tej grupy studentów oznaczałoby niemożność zdania egzaminu magisterskiego, a z kolei ten warunkuje możliwość przystąpienia do egzaminów wstępnych na aplikacje prawnicze.

Drugi problem to kwestia zaliczenia praktyk. Na WPiA UJ studenci muszą odbyć praktyki w sądzie, a te w tej chwili nie funkcjonują i nie wiadomo, jak długo to potrwa. Rozważamy jakieś formy zastępcze odbywania tych zajęć – nawiązaliśmy kontakt z sądem, by sędziowie poprowadzili szkolenia zdalnie, ale oczywiście nie odbędzie się to w wymiarze normalnej praktyki. Tak samo w przypadku praktyk pozasądowych w kancelariach, które pracują teraz zdalnie i nie mogą czasem stworzyć studentom możliwości ukończenia praktyki. Ze względów bezpieczeństwa nie można powierzyć studentom pewnych zadań, normalnie realizowanych w trakcie praktyki, np. napisania pozwu, bo nie można im udostępnić dokumentów objętych tajemnicą adwokacką lub radcowską.

Z kolei osoby na studiach dwustopniowych, jeżeli wystąpią opóźnienia w przeprowadzaniu egzaminów, studenci mogą mieć problem z rekrutacją na studia magisterskie – zwłaszcza, gdy chcą naukę kontynuować na innej uczelni, gdzie terminarz rekrutacji będzie inny niż na UJ.

Czytaj w LEX: Odpowiedzialność cywilna i karna za zarażenie koronawirusem >

 

Resort nauki nie może tego scentralizować?

Na razie tego nie zrobił, a rok akademicki kończy się 30 września. Żeby było inaczej, trzeba zmienić ustawę, co oczywiście jest możliwe. W tzw. tarczy antykryzysowej już wprowadzono kilka zmian dla uczelni, umożliwiając choćby zmianę regulaminu studiów. Pytanie, czy jest to wystarczające do rozwiązania tych problemów, z którymi w czasie epidemii borykają się uczelnie. Zmiany umożliwiły m.in. zdalne przeprowadzanie posiedzeń komisji habilitacyjnych i kolokwiów habilitacyjnych oraz obron prac doktorskich, co niedługo – po raz pierwszy w historii naszego wydziału – sprawdzimy w praktyce.

 

A jak wygląda kwestia dokumentacji w przypadku egzaminów?

Musimy to jeszcze dopracować. Normalnie po egzaminie magisterskim sporządza się protokół, który jest podpisywany przez trzech członków komisji. Samo przeprowadzenie egzaminu ustnie przy pomocy komunikatora nie jest problemem, pytanie, jak to później udokumentować.

Wstępna propozycja to dokonanie zmian w repozytorium prac dyplomowych. Można tam dodać możliwość wypełniania dokumentów o przebiegu egzaminu. Byłby sporządzany przez przewodniczącego komisji przeprowadzającej egzamin magisterski i zatwierdzany przez pozostałych członków komisji elektronicznie, a potem – również elektronicznie – przekazywany do dziekanatu. Na tej podstawie wystawiony będzie dyplom. To wymaga dopracowania szczegółów i przygotowania odpowiedniego oprogramowania.

 

Potrzebny będzie profil zaufany, podpis kwalifikowany?

Nie, wystarczą uprawnienia do logowania się w systemach uniwersyteckich. Nie ma potrzeby, by był to podpis kwalifikowany, zresztą wymagałoby to zwrócenia się do instytucji certyfikujących i pociągałoby za sobą dość znaczne koszty. Będzie to prawdopodobnie po prostu elektroniczny formularz, analogiczny do tego, jaki wykorzystuje się przy recenzowaniu prac magisterskich. Jest to technicznie do zrobienia, ale – znów - potrzeba czasu i stworzenia procedur.

 

Czy te rozwiązania zostaną po zakończeniu epidemii, czy raczej wrócimy do tradycyjnej formy egzaminowania?

Myślę, że zostanie jako alternatywa dla jakichś przypadków szczególnych. Wydaje mi się, że akurat egzamin dyplomowy to szczególne przeżycie i raczej nie sądzę, by zasadą stało się przeprowadzanie go w sposób zdalny. Natomiast w przypadku pozostałych egzaminów, to taka forma pozostanie – nie wiem, czy na masową skalę, ale w pewnym zakresie na pewno. Zresztą to nie jest dla nas jakieś novum – pierwszy semestr studiów na studiach II stopnia „IP Law and New Technology” już od dawna prowadzimy w formie e-learningu po to, by studenci zagraniczni mogli brać udział w zajęciach bez konieczności przyjeżdżania do Polski. A jak już opracujemy procedury, przetestujemy nowe możliwości, to sądzę, że nie będzie przeszkód, by wykorzystywać je w przyszłości.

 

Czy ewentualne opóźnienia wpłyną jakoś na termin egzaminów wstępnych na aplikacje?

Konsultowałem tę kwestię z dziekanami oraz z Naczelną Radą Adwokacką i nie ma na razie planów przesunięcia terminów. Z uwagi na trudności z egzaminami i z odbyciem praktyk część studentów ostatniego roku prawa może nie mieć możliwości przystąpienia do egzaminu wstępnego we wrześniu. Oczywiście nawet przesunięcie terminu może nie załatwić sprawy, bo trudno przewidzieć, czy jesienią nie wystąpi druga fala epidemii. To może okazać się swoistą pułapką – przesuniemy egzamin z uwagi na pierwszą falę, a potem okaże się, że wystąpi druga i tego egzaminu nie da się przeprowadzić. Jest to jakiś argument przeciwko zmianie terminu, ale wtedy ryzykujemy, że jakaś grupa studentów zostanie pozbawiona szansy na kontynuowanie nauki na aplikacji w kolejnym roku. A studenci, którzy przystępują do egzaminu wstępnego zaraz po studiach, to ok. 75 proc. wszystkich kandydatów na aplikacje. Oczywiście – jak wspominałem – nie wszyscy będą mieli problem, ale nawet jeżeli będzie to jedna piąta – to mówimy o dużej liczbie osób.

Czytaj: Epidemia może opóźnić obrony i wykluczyć z egzaminów na aplikacje>>