LEX EXPERT AI  Jedyny czat AI bazujący na zasobach LEX
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Specjalne uprawnienia dla publicznych administratorów danych osobowych budzą obawy

Projekt, którym we wtorek ma się zająć rząd, umożliwi przekazywanie danych pomiędzy podmiotami realizującymi zadania publiczne bez naszej wiedzy i bez możliwości wpływu na to. Zdaniem prawników to zbyt duża ingerencja w prywatność obywateli.

Proponowanymi rozwiązaniami zaskoczony jest radca prawny Robert Prętki z kancelarii Sołtysiński Kawecki Szlęzak. Jak zauważa, z RODO wynika, że nawet jeżeli przetwarzanie danych osobowych jest niezbędne do wykonania zadania realizowanego w interesie publicznym lub w ramach sprawowania władzy publicznej, to nadal każdej osobie, której dane dotyczą, powinno przysługiwać prawo sprzeciwu wobec przetwarzania danych dotyczących jej szczególnej sytuacji. - RODO stanowi, że nie są uznawane za odbiorców danych organy publiczne, które otrzymują dane osobowe w zakresie niezbędnym i w ramach konkretnego postępowania, a więc nie po prostu ze względu na całe potencjalne spektrum swojej działalności - podkreśla.

Czytaj: Niebezpieczne ułatwienia dla publicznych administratorów danych>>

Adwokat Rafał Rozwadowski z kancelarii Mamiński i Wspólnicy również jest zaskoczony pojawieniem się tej zmiany w projekcie, ale stwierdza, że proponowany wyjątek ma podstawę w rozporządzeniu RODO. Jak mówi, może on dotyczyć obronności, bezpieczeństwa państwa, ale także zdrowia publicznego czy systemu ubezpieczeń społecznych. Przyznaje jednak, że to pojecia bardzo pojemne, a wiec mogą być problemy z wyznaczaniem granic poza które ograny przekazujące sobie takie dane nie powinny wychodzić.

Za duże uprawnienia dla organów publicznych

Nowy element w projekcie zaskoczył też adwokata Michała Kluskę z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka. Jego zdaniem uprawnienia dla organów publicznych idą za daleko i mogą dotyczyć bardzo szerokiego spektrum informacji. - Formalnie to zapewne będzie mowa o gromadzeniu informacji dotyczących obronności, bezpieczeństwa, ochronę przed terroryzmem, ale w praktyce będą na tej podstawie prawdopodobnie przekazywane dane dotyczące naszych majątków, stanu zdrowia czy różnych aspektów życia prywatnego. No i wątpliwości może budzić potrzeba i konieczność przetwarzania tych danych przez różne organy, ale jeszcze większe brak naszej kontroli nad tym, a być może także jakiejkolwiek wiedzy, że coś takiego ma miejsce. To zbyt duża ingerencja państwa w naszą prywatność - mówi adw. Kluska.



- Szczególnie bulwersujące jest proponowane wyłączenie, z którego wynika, że jeśli administracja będzie przekazywać sobie informacje na nasz temat bez naszej wiedzy, to nie będzie też musiała przekazywać zainteresowanym informacji dotyczących przetwarzania naszych danych - twierdzi adwokat Paweł Litwiński, partner w kancelarii Barta Litiwński.

- Te zmiany oznaczają głęboką ingerencję władzy w wiedzę o obywatelu - uważa radca prawny Maciej Gawroński, partner zarządzający w Kancelarii Gawroński & Partnerzy. I dodaje, że może to prowadzić do różnych nadużyć. Jako przykład podaje to, że różne instytucje będą miały możliwość pozyskiwania informacji z systemu informacji medycznej (z tworzonej platformy P1), a pacjent nie będzie miał możliwości oprotestowania tego.

Więcej: RODO: niebezpieczne przywileje dla administracji, firmy muszą uważać >>

Jak to sprawdzić?
Radca Prętki zwraca uwagę na fakt, że nie ma żadnych instrumentów nakazujących ten proces analityczny odpowiednio dokumentować. - Istnieje uzasadniona obawa, że to co ma pełnić rolę swoistego, wyjątkowego „wentylu bezpieczeństwa” będzie w istocie rzeczy powszechnie i automatycznie stosowaną podstawą wyłączenia kluczowych postanowień RODO - komentuje.
A adw. Rozwadowski dodaje, że to niesie pewne ryzyka, ponieważ formułowanie takich ogólnych zasad jest o tyle niebezpieczne, że prowadzi do pewnej uznaniowoości, która nie zawsze musi być prawidłowa. - Dopiero szczegółowa analiza każdego przypadku pozwoli post factum stwierdzić, czy było uzasadnienie do zastoswoania tego środka - stwierdza. I dodaje, że obrona przed takimi praktykami będzie utrudniona w związku z brakiem obowiązku informowania o przekazywaniu danych innym instytucjom publicznym. - To jest słaby punkt tego rozwiązania, który może prowadzić do naruszania prawa do ochrony prywatności - mówi. I dodaje, że w tym momencie nie widzi mechanizmu dalszego drążenia tematu, który pozwalałby zainteresowanemu zweryfikować, czy faktycznie te względy wystąpiły.

Wrzutka w prawie w ostatnim momencie
Uczestników debaty nad projektem nowego krajowego prawa o ochronie danych osobowych oraz wszystkich oczekujących na wejście od 25 maja w życie unijnej regulacji RODO zbulwersował też tryb wprowadzenia tej poprawki do projektu. Nie było takiego zapisu w poprzednich wersjach projektu, a także w tym, których według zapowiedzi miał trafić na posiedzenie rządu 20 marca br.
Potem okazało się, że rząd w planowanym terminie projektem nie zajmie się, by są jeszcze do niego uzupełnienia. I okazało się, że jednym z nich jest właśnie ta zmiana.

- Problematyką ochrony danych osobowych zajmuję się od wielu lat, a prace nad tym projektem obserwowałem od początku. Znam kolejne wersje projektu i w żadnej z nich nie było czegoś takiego. Taka idea nie pojawiła się też w trwającej przecież już dość długo debacie publicznej ani w konsultacjach projektu. Byłem wręcz zaskoczony prośbą o komentarz zes trony Lex.pl, bo nie wiedziałem o co chodzi. Ale okazało się, że rzeczywiście taka zmiana została zaproponowana. Oburza mnie taki tryb pracy nad tak ważną ustawą - mówi adw. Michał Kluska. Ale dodaje, że może należy się cieszyć, że została ona wniesiona teraz, a nie na przykład dopiero w końcówce prac parlamentarnych.

Polecamy książki prawnicze