BEZPŁATNY E-BOOK Ryzyka i ochrona OC – praktyczny przewodnik dla prawników
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Po co prawnikom te garnitury - w poszukiwaniu zawodowego dress code

Czy prawnik musi nosić garnitur? To pytanie, które każdego dnia zadają sobie tysiące polskich adwokatów, radców prawnych, aplikantów oraz in-house’ów. Sędziów wyciągnę przed nawias. Tutaj odpowiedź powinna być oczywista. Dla pewności powiem to na głos: tak, sędzia powinien nosić garnitur do pracy. W końcu reprezentuje majestat Rzeczpospolitej, a to cały czas coś znaczy - pisze adwokat Kuba Gąsiorowski.

kuba gasiorowski 0001

Autor był jednym z prawników nominowanych do ubiegłorocznej edycji konkursu Rising Stars Prawnicy - liderzy jutra. O tegorocznym konkursie przeczytasz tutaj>>

Mam za sobą ładnych parę lat mocowania się z pytaniem o znaczenie garnituru w życiu i garderobie prawnika. Pracowałem od czasów studiów na różnych stanowiskach, w różnych kancelariach prawniczych: od praktykanta, przez aplikanta, aż do adwokata współpracującego i wreszcie partnera we własnej firmie. W tym czasie miałem do czynienia z klientami, którzy sami reprezentowali szerokie spektrum ubiorów: od t-shirtów i dżinsów, przez garnitury, aż po księżowskie sutanny.

Od krawata do t-shirta

Przeszedłem przez etap chodzenia do pracy codziennie pod krawatem. Była i faza business casual, a przez pewien czas (za wyjątkiem rozpraw i spotkań z klientami) zdarzało mi się stawiać w kancelarii nieraz w wariancie casual. Mówiąc w skrócie: myślę, że po tym jak spróbowałem wszystkiego (poza krótkimi spodenkami) i przeszedłem przez wszystkie stadia rozwoju prawnika (od larwy po adwokackiego, mam nadzieję, motyla) mogę wysnuć kilka generalnych wniosków. Tym tekstem rozpoczynam krótki cykl trzech artykułów poświęconych roli garnituru w życiu prawnika.

Mam nadzieję, że te artykuły zaoszczędzą innym prawnikom paru lat eksperymentowania. Czasem można odnieść wrażenie, że wśród prawników nie ma wystarczającej gotowości do dzielenia się informacjami, wiedzą i doświadczeniem, o tym jak funkcjonować w zawodzie. Dotyczy to spraw tak różnych, jak sposoby rozliczania się z klientami, promowanie swojej działalności, czy metody radzenia sobie na sali sądowej. Jak mawia mój wspólnik, w trakcie aplikacji człowiek dowiaduje się raczej o tym, czego mu nie wolno. Rzadko kiedy dostaje się zestaw praktycznych porad o charakterze pozytywnym.

Przeglądając prawnicze profile w internecie wydawałoby się, że prawnicy nie popełniają żadnych błędów w prowadzeniu swoich kancelarii od strony biznesowej. Dodatkowo zawsze mają świetne relacje z klientami i przede wszystkim wygrywają wszystkie sprawy. Aż prosi się zapytać: kto reprezentuje tych klientów, którzy sprawy przegrywają? (A zapomniałbym! To klient przegrywa sprawę). Tymczasem wydaje mi się, że nie ma nic wstydliwego w przyznaniu się do tego, że żaden z nas nie wyszedł z wydziału prawa z odpowiedziami na wszystkie pytania, zwłaszcza te dotyczące funkcjonowania na rynku.

 

 

Informatycy dają przykład

Jedną z takich kwestii jest sprawa prawniczego ubioru. Rozluźnienie dyscypliny w ubiorze promieniuje z sektora IT na inne branże. Może ma to związek z tym, że firmy technologiczne należą do odnoszących największe sukcesy, więc inne przedsiębiorstwa starają się do nich upodobnić. Jednym z elementów jest tu kopiowanie tzw. „kultury korporacyjnej” sektora IT. Przypomina to trochę postawę Japończyków w XIX wieku, którzy chcąc zmodernizować swój kraj przejęli nie tylko silnik parowy, ale też europejską garderobę. W tym wypadku zrzucenie garnituru ma być wyrazem nowoczesności, elastycznego podejścia oraz innowacyjności. Dodatkowo pojawiają się tutaj argumenty dotyczące wygody oraz praktyczności. Nie można łatwo zbyć pytania o to po co zakładać garnitur, gdy naszym głównym towarzyszem dnia pracy jest ekran komputera?

Z drugiej strony nie da się nie zauważyć pojawiających się miejscami – zwłaszcza wśród młodych prawników – ognisk buntu wobec noszenia dżinsów, podkoszulków, czy bluz. W dzisiejszych czasach założenie garnituru i krawata może być traktowane jako pójście w kontrze do głównego nurtu. Pewną rolę może tu też odgrywać próba poszukiwania wartości w pewnych praktykach poprzednich pokoleń, które zostały en masse odrzucone w ostatnich dwudziestu, trzydziestu latach, podczas gdy jednak mają one jakąś logikę.

 

Na początek kilka uwag porządkujących.

Po pierwsze, garnitur nie powinien być rozumiany wąsko jako tradycyjny wyłącznie męski ubiór formalny, ale obejmuje też garnitury damskie oraz jego odpowiedniki. Słowo „garnitur” to w tym wypadku po prostu pewna przenośnia, określenie biznesowego ubioru formalnego.

Po drugie, to nie będą teksty o modzie, nie będę radził, jak dobrać krawat, ani dywagować o wyższości tego, czy innego kroju spodni. W swoich tekstach będę starał się spojrzeć na sprawę bardziej z punktu widzenia praktycznego, użyteczności noszenia garnituru w relacji do innych, ale też samego siebie.

 

Po trzecie, garnitur to tylko ubranie. Jego noszenie nie robi z nikogo automatycznie, ani porządnego człowieka ani dobrego prawnika. Każdy z nas miał na swoim roku na studiach tego faceta, który zanim jeszcze zdał wstęp do prawoznawstwa to już nosił się pod krawatem, a w ręku dzierżył skórzaną teczkę. To nie spowodowało jednak, że przeskoczył pięć lat studiów, aplikację i został z podziękowaniem wpisany przez lokalną izbę adwokacką na listę mecenasów. Garnitur to dodatek, a nie substytut wiedzy i doświadczenia, a choć marynarka maskuje mankamenty w sylwetce to nie zastępuje kręgosłupa (moralnego).

Po piąte, rozumiem, że dla niektórych noszenie garnituru może być traktowane przez pryzmat stania się „sztywniakiem”. Postaci nudnych prawników w serialach nie biorą się znikąd. Jeżeli jednak ktoś ma tego typu tendencje, to zmiana stroju na hawajską koszulę sama w sobie nie rozwiąże problemu. Pomóc może za to szczypta poczucia humoru, poszerzająca horyzonty książka, wraz z którą pojawią się inne tematy do rozmów niż ostatnia nowelizacja ustawy o VAT albo po prostu spacer z psem

Podsumowując, pytanie, na które ten cykl ma spróbować odpowiedzieć, to jak znaleźć rozsądną drogę środka, tak aby nie popaść w odtwarzanie przeszłości niczym w serialu kostiumowym, ale też nie odrzucić tego, co w klasycznym prawniczym ubiorze może stanowić ponadczasową wartość. Proszę czytelników, żeby ten pierwszy tekst potraktowali jak filmowy zwiastun – jeśli kogoś zainteresowałem, to zapraszam do śledzenia kolejnych moich artykułów na ten temat. 

Kuba Gąsiorowski – autor jest doktorem nauk prawnych i adwokatem, partnerem w kancelarii WEBER, gdzie odpowiada za praktyki własności intelektualnej i rozwiązywania sporów, naukowo zajmuje się amerykańskimi doktrynami prawnymi i politycznymi

 

Polecamy książki prawnicze