- Gwarantuję i proszę mnie trzymać za słowo, że nie będzie ani jednej sytuacji w Polsce, gdzie 100 proc. rodziców danej klasy czy danej grupy wyrazi zgodę na udział w zajęciach pozalekcyjnych w szkole czy w innej placówce opiekuńczo-wychowawczej, edukacyjnej, żeby kurator nie wyraził zgody. Takiej możliwości po prostu nie ma – podkreślił Rzymkowski, próbując gasić obawy związane z przygotowywanymi zmianami w prawie oświatowym.

Wymóg, by na każde zajęcia dodatkowe w szkole, zgodzili się wszyscy rodzice uczniów, prawdopodobnie sprawiłby, że w przeważającej większości przypadków organizacja tych lekcji byłaby niemożliwa - niezależnie od tego, jakiemu światopoglądowi bliższe byłyby wartości wyznawane przez przedstawicieli danej organizacji. Niemniej - taka koncepcja rodzicielskiego liberum veto zupełnie nie znajduje pokrycia w przepisach uchwalonej w czwartek przez Sejm ustawy.

Czytaj: "Lex Czarnek" uchwalona przez Sejm>>

Czytaj w LEX: Wspomaganie dyrektora szkoły przez kuratora oświaty >

Dyrektor spyta radę rodziców, ale nie wszystkich rodziców

Każda organizacja społeczna, która będzie chciała poprowadzić zajęcia z uczniami, będzie potrzebowała pozytywnej opinii kuratora oświaty dotyczącej tych zajęć. Dyrektor szkoły - nie później niż na dwa miesiące przed rozpoczęciem zajęć - przekaże kuratorowi program zajęć oraz materiały wykorzystywane do realizacji programu zajęć, a także pozytywne opinie rady szkoły lub placówki i rady rodziców. Na tej podstawie kurator oświaty wyda opinię lub pozostawi informację bez odpowiedzi, co będzie równoznaczne z pozytywną opinią.

Nie ma tu więc zupełnie mowy o zgodzie 100 proc. rodziców - gwarancja wiceministra jest bez pokrycia. Nie będzie miała też znaczenia pozytywna opinia rady rodziców, bo do kuratora trafią tylko konspekty zajęć, na które rada już się zgodziła. Dopiero w dalszej kolejności istotna będzie zgoda.

Czytaj w LEX: Zadania rady rodziców w szkole i przedszkolu >

Uczniowie wybiorą nogami

Dopiero po przejściu tej procedury, dyrektor szkoły lub placówki udostępnia rodzicom ucznia, a przypadku uczniów pełnoletnich – tym uczniom, na ich wniosek, materiały wykorzystywane do realizacji programu zajęć. Udział w zajęciach wymaga pisemnej zgody rodziców uczniów, a w przypadku uczniów pełnoletnich – tych uczniów. Po poprawkach wprowadzonych w czasie prac sejmowych, spod tej procedury wyłączone będą zajęcia organizowane w ramach zadania zleconego z zakresu administracji rządowej lub przez organizacje harcerskie objęte Honorowym Protektoratem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

Reasumując - rodzice nie zyskają większej kontroli nad organizacją zajęć. Już teraz takie lekcje są nieobowiązkowe i jeżeli uczeń nie chce na nie uczęszczać można go wypisać. Po zmianach po prostu jego wybór w tym zakresie zostanie ograniczony.

- Tylko dwie rzeczy wzbudzają od lat problem i to bez względu na to, jaka ekipa by nie rządziła. Pierwsze zagadnienie to jest seksualizacja dzieci wbrew roli rodziców. Bywają niestety takie przypadki, że rodzice są zaskakiwani, że takie zajęcia miały miejsce. Drugi segment to udział w różnego rodzaju mitingach politycznych – tłumaczył potrzebę zmian Tomasz Rzymkowski. Nie sprecyzował przy tym, co rozumie przez seksualizację bez zgody rodziców.

Powszechny to nie jednowymiarowy

Zmiany budzą spore wątpliwości konstytucyjne - tak z punktu widzenia art. 48 Konstytucji, który gwarantuje rodzicom prawo do wychowania dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem, jak i gwarancji równego i powszechnego dostępu do edukacji (art. 70 ust. 4).

- Powszechny i równy to coś więcej aniżeli tylko rządowy - mówił prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego. - Działania powinny uwzględniać pluralizm wartości i opierać się na podmiotowym traktowaniu rodziców, uczniów, nauczycieli i społeczeństwa obywatelskiego. Natomiast, jeżeli ma to działać na zasadzie eliminacyjnej i monopolu rządowego punktu widzenia we wszystkich kwestiach, to mamy do czynienia ze szkołą rządową - podkreśla.  A to - jak dodaje - nie wpisuje się w pojęcie szkoły publicznej, o której mowa w Konstytucji. - A zatem jednowymiarowość polegająca na podporządkowaniu szkoły jednej wizji wydaje się nie do pogodzenia z zasadą konstytucyjną mówiącą o powszechnym i równym dostępie do wykształcenia - dodaje.

 

Problematyczna forma i odwołanie

Prof. Piotrowski zastanawia się też, jak będzie wyglądać procedura odwoławcza od opinii kuratora, bo ustawa nie przewiduje nawet jej formy prawnej. Nie wynika z niego, czy to decyzja, czy postanowienie.

- W mojej ocenie taką opinię należy zakwalifikować jako uzgodnienie w ramach współdziałania, dla którego w Kodeksie postępowania administracyjnego przewidziano formę procesową postanowienia - mówi prof. Robert Suwaj z Politechniki Warszawskiej, adwokat w kancelarii Suwaj, Zachariasz Legal.

Ekspert tłumaczy, że takie postanowienie zgodnie z treścią art. 124 par. 1 Kpa, powinno zawierać:

  • oznaczenie organu administracji publicznej,
  • datę jego wydania,
  • oznaczenie strony lub stron albo innych osób biorących udział w postępowaniu,
  • powołanie podstawy prawnej,
  • rozstrzygnięcie,
  • pouczenie, czy i w jakim trybie służy na nie zażalenie lub skarga do sądu administracyjnego,
  • oraz podpis z podaniem imienia i nazwiska oraz stanowiska służbowego osoby upoważnionej do jego wydania.

 

Na postanowienie przysługuje zażalenie do organu wyższego stopnia - w tym przypadku do Ministra Edukacji i Szkolnictwa Wyższego. Powinno ono również zawierać uzasadnienie faktyczne i prawne. Prof. Suwaj przypominał, że zgodnie z treścią art. 106 § 3 Kpa organ, do którego zwrócono się o zajęcie stanowiska, obowiązany jest przedstawić je niezwłocznie, jednak nie później niż w terminie dwóch tygodni od dnia doręczenia mu żądania, chyba że przepis prawa przewiduje inny termin.