Monika Sewastianowicz: Resort edukacji podkreśla, że w 2023 roku subwencja oświatowa wzrośnie o rekordową kwotę – jak ZNP zapatruję się na tę kwestię?

Sławomir Broniarz: Między wartością nominalną a realną jest ta przestrzeń, której pan minister nie dostrzega lub nie chce dostrzegać. A jest ona dosyć istotna – bo obejmuje różnicę między wartością pieniądza, a spadkiem tej wartości w czasie. Ale przyjmijmy, że jest tak, jak mówi pan minister – w takim razie, nie ukrywam, że jestem rozczarowany. Skoro mamy niespotykanie wysoki budżet, a jednocześnie zapewniamy tak minimalny wzrost wynagrodzeń nauczycieli, to jak to się ma do siebie nawzajem? Jeśli jest tak dobrze i jest tyle pieniędzy, to czemu wzrost wynagrodzenia nauczycieli wynosi jedynie 7,8 proc.?

Bo nie oszukujmy się, jeżeli chodzi o kwestie kadrowe, to jesteśmy na etapie samozwijającej się spirali, która jest coraz bardziej naprężona i tylko patrzeć, kiedy wystrzeli. Chyba, że po prostu pęknie. Liczba brakujących nauczycieli – wbrew opinii MEiN – się nie zmieniła, wciąż wynosi blisko 20 tysięcy. I jeżeli na pierwszy rzut oka tego nie widać, to tylko i wyłącznie dlatego, że nauczyciele masowo pracują na godzinach ponadwymiarowych. Czyli to tak, jakby w firmie pracownik pracował w dwóch, trzech miejscach.

 

Jak to wpływa na jakość oświaty?

W oczywisty sposób negatywnie. Jeżeli nauczycielka, nauczyciel, łącząc czasami 2-3 zakłady pracy, albo mając ogromną liczbę godzin ponadwymiarowych, goni od szkoły do szkoły, to ten kontakt z uczniem jest ograniczony, a co najmniej nie taki, jakiego chciałby i ten uczeń, i nauczyciel. I nie wynika to z tego, że nauczyciele gonią za pieniądzem, jak to prezes PiS przypisuje lekarzom, a z ogromnych braków kadrowych, które ktoś musi załatać. Na to MEiN nie zwraca uwagi i nie proponuje żadnych rozwiązań tego problemu. Dla niego celem nadrzędnym jest stwierdzenie, że rok szkolny przebiega bez zakłóceń, nie ma problemów kadrowych, wszystko odbywa się doskonale, a na dodatek rosną nakłady na edukację. Nawet gdy jest to dalekie od prawdy.

Redakcja LEX poleca: Kalendarz zadań dyrektora - Styczeń 2023 >>>

Czy nie miały tego rozwiązać wrześniowe zmiany w awansie i ocenianiu nauczycieli, którymi - jak wynikało z założeń - chciano zachęcić młode osoby do wybierania zawodu nauczyciela?

Nie ma na to najmniejszych szans – a nawet, jeżeli miałoby to przyciągnąć młodych, to na pewno nie tych, na których szkoła czeka i których potrzebuje. Nie przyciągniemy absolwentów najlepszych uczelni za 2600 zł na rękę, bo nawet jeżeli wybiorą pracę w sferze budżetowej, to więcej zaoferują im np. służby mundurowe, jak wojsko czy policja.  Przy takich zarobkach nauczyciel nie ma najmniejszych szans na utrzymanie się - nie ma zdolności kredytowej, żeby kupić mieszkanie, a jednocześnie nie stać go na najem. I to nie mówię nawet o mieszkaniu w dużym mieście, bo nie stać go na życie nawet w małej lub średniej miejscowości. Nie każdy chce do czterdziestki mieszkać z rodzicami.

Brak nowych kadr doprowadzi do zapaści oświaty, bo to kwestia kluczowa z punktu widzenia wypełnienia zarówno luki pokoleniowej, która wynika z normalnego procesu odchodzenia nauczycieli na emeryturę, jaki i braków spowodowanych – bardzo zresztą racjonalną w tym kontekście – zmianą zawodu i szukaniem pracy w innych branżach. A takich nauczycieli jest bardzo wielu, co pokazuje, że z systemem edukacji jest coś mocno nie tak.

Sprawdź w LEX: Kalkulator awansu zawodowego nauczycieli >>>

O ile powinny wzrosnąć wynagrodzenia nauczycieli?

ZNP konsekwentnie mówi o 20 proc. podwyżki wynagrodzenia zasadniczego - to na poziomie nauczyciela dyplomowanego da wzrost o ok. 880 zł wynagrodzenia. Proszę tu zwrócić uwagę, jak wzrosły wynagrodzenia pracowników służby zdrowia - i oczywiście uważam, że słusznie, natomiast nie może być tak, że wiecznie pomijamy sporą część pracowników sfery budżetowej.

Czytaj w LEX: Ocena pracy nauczyciela od 1.09.2022 r. >>>

Dlaczego tak się dzieje? Może rząd po prostu nie lubi nauczycieli?

To problem, który pojawia się u nas od dawna – nie tylko zresztą, wszyscy nam tłumaczą, że nas jest po prostu za dużo. Ale tu zawsze zwracamy uwagę, że przecież żaden nauczyciel pracujący w szkole samorządowej sam się nie zatrudnił. Zatrudnił go dyrektor na podstawie uzgodnienia z organem prowadzącym, co oznacza, że była taka potrzeba.

A zatem mówienie nam, że jest nas za dużo, jest irracjonalne z punktu widzenia okoliczności nawiązywania stosunku pracy. Tym bardziej, że choć za dużo, to jak już wspominaliśmy, nauczycieli brakuje - widać to na przykładzie przedszkoli, gdzie jest ogromny problem. Za takie pieniądze nikt nie chce tam pracować, tym bardziej, że praca z młodszymi dziećmi wymaga sporego wysiłku, a grupy są liczniejsze, bo powiększyły się o dzieci z Ukrainy. Co rodzi dodatkowe problemy - jak choćby bariera językowa.

  


Czy w działaniach rządu widać szansę, że sytuacja się poprawi?

Nie wydaje mi się, bo mam wrażenie, że minister edukacji skupia się na razie bardziej na kwestiach ideologicznych, zamiast zająć się bardziej palącymi problemami, jak pogorszenie jakości edukacji. Chyba że nie ma takiej siły przebicia, żeby coś z tym zrobić.

 

 

Z drugiej strony to też może być głęboki zamysł, bo przedstawiciele partii rządzącej nie ukrywali, że trzeba wychować sobie grupę młodych wyborców. Ale przekonanie do siebie nauczycieli, byłoby tu dobrą strategią. Zresztą, jeżeli chodzi o samą liczbę, to emerytów jest w Polsce więcej niż nauczycieli…

Wpływają na to wyniki badań i sondaży - emeryci w większym stopniu stanowią naturalny elektorat PiS, więc - porównując podwyżki emerytur z podwyżkami pracowników państwowej sfery budżetowej - są priorytetem tego rządu. Zresztą – mam wrażenie – że celem nadrzędnym nie jest edukacja, a wygranie wyborów. Stąd takie decyzje. Tyle, że jeżeli nie podniesiemy płac w całej państwowej sferze budżetowej, w tym nauczycielom, to problemu głodowych emerytur też nie rozwiążemy, tylko sprawimy, że z tym problemem borykać będą się kolejne setki tysięcy osób. I będą to ludzie skazani na populistycznych polityków, którzy w zamian za poparcie obiecają im przed wyborami czternastki, szesnastki i dwudziestki. A tak być nie może - nie powinniśmy być zdani na łaskę lub niełaskę polityka, bo to uwłacza godności pracownika, który po przepracowaniu 40 lat, musi prosić o 800 czy 900 zł.

Czytaj w LEX: Warunki przejścia nauczycieli na wcześniejszą emeryturę bez względu na wiek >>>

Jeżeli już mowa o emeryturach, to jak wygląda kwestia przywrócenia art. 88 Karty Nauczyciela, czyli prawa do wcześniejszej emerytury. Na czym stanęło?

Postulatem środowiska, także tego skupionego w ZNP, jest przede wszystkim możliwość odejścia na wcześniejszą emeryturę. Dzisiaj takim rozwiązaniem jest świadczenie kompensacyjne. Według statystyk świadczenie to w 2022 pobierało ok. 13 tysięcy nauczycieli, a jego średnia kwota oscylowała wokół 2900 zł. ZNP zabiega o to, by po pierwsze stworzyć możliwość powrotu do pracy nauczycieli na świadczeniach kompensacyjnych - nie twierdzę, że cała 13-tys. armia rzuci się do szkoły - ale być może kilka tysięcy by się na to zdecydowało, co mogłoby skutecznie rozładować napięcie w placówkach, gdzie nauczycieli brakuje czasem na 4,6 czy 8 godzin.

Ale z drugiej strony, jeżeli środowisko zachowuje się całkiem racjonalnie, i mówi - odchodzę na emeryturę, czy chcę odejść na wcześniejszą emeryturę dlatego, że mam po kokardkę: szkoły, warunków, atmosfery, podstawy programowej, to dajmy mu tę szansę. Musimy jedynie ustalić, na jakich warunkach – póki co nie wiemy. Rząd sygnalizuje jedynie, że zmiany będą, ale nie wiemy, czy oznacza to powrót do zasad jeszcze sprzed reformy Jerzego Buzka, czy stworzenie nowych rozwiązań dostosowanych do obecnego systemu. Podkreślamy natomiast, że powinniśmy stworzyć nauczycielom taką możliwość. Decyzja, czy z niej skorzysta, powinna należeć do każdego nauczyciela - podejmować ją będzie po bardzo wnikliwej analizie swojej indywidualnej sytuacji, zwłaszcza finansowej.

Oczywiście nauczycielka przechodząc na emeryturę, jeżeli nie będzie dla niej miejsca pracy w szkole, może zatrudnić się gdzie indziej, ale - powtarzam - to musi być decyzja leżąca po stronie samych zainteresowanych, żeby to nie był owczy pęd polegający na tym, że odeszłam, czy odszedłem, a potem konstatacja, że emerytura nie wystarczy na normalne życie. Niemniej ciekawi nas kwestia, jak w ogóle ma wyglądać opracowywanie tych rozwiązań, również emerytalnych, skoro w Monitorze Polskim opublikowano zarządzenie, z którego wynika czarno na białym, że oto premier i "Solidarność" będą rozstrzygali w kluczowych dla społeczeństwa kwestiach - rozumiem, zatem, że i materia dotycząca nauczycieli będzie rozpatrywana w porozumieniu z oświatową "Solidarnością".

 

To jaki charakter będzie miał zespół ds. statusu zawodowego nauczycieli?

Sami się właśnie nad tym zastanawiamy. W ogóle, czy teraz ten zespół ma jakiś sens, skoro decydujący głos w imieniu 600/000 grupy nauczycieli, będzie miała organizacja zrzeszająca kilkuset z nich. To jakby sekretarz generalny NATO kwestię architektury bezpieczeństwa europejskiego ustalał z Lichtensteinem i San Marino. Możliwe więc, że i nasze wstępne ustalenia w kwestii emerytur pójdą do kosza.

Może będą państwo recenzować te zmiany...

To my takiego scenariusza po prostu nie aprobujemy. Chyba że intencją pana premiera było wzmocnienie "Solidarności". Ja tego nie oceniam, ale nie może być dwóch gremiów mających decydujący głos w kwestii statusu zawodowego nauczycieli.

Prezydent ku zaskoczeniu wszystkich zawetował zmiany w prawie oświatowym, ale resort już zapowiada, że będzie kolejny projekt. Które pomysły ZNP oceniało i ocenia – jeżeli nowa wersja faktycznie trafi do parlamentu - jako najbardziej niebezpieczne?

Dobrze, że prezydent posłuchał opinii środowiska i zanegował tę ustawę. Bardzo liczne środowiska, nie tylko skupione w ZNP, ale także wszelkiego rodzaju organizacje z trzeciego sektora protestowały przeciwko tym zmianom. Byłoby to dziwne, gdyby prezydent - zrecenzowawszy sam siebie przy okazji pierwszego weta - przyjął te same rozwiązania. Uważam, że rozwiązania forsowane przez ministerstwo w kolejnych wersjach Lex Czarnek mają większy zakres, niż przypisywany im w sensie kompetencyjnym, jeżeli chodzi o kuratora. Kurator jest wyłącznie narzędziem w ręku ministra, a cel tych zmian zdefiniował marszałek Terlecki, który podkreślał, jak ważne jest wychowanie sobie idealnego wyborcy. Celem tej ustawy jest uczeń, dziecko, bo to do niego będą docierały wszelkie zapisy podstawy programowej, wszelkie treści edukacyjne i podprogowe działania. Zresztą to zrozumiałe, że uczeń - niezależnie od tego, jakie ma zdanie - podejdzie do sprawy pragmatycznie i nauczy się tego, co zapewni mu dobry wynik egzaminu.

Natomiast to pomysły również szkodliwe dla nauczycieli, od których wymaga się nauczania treści, z którymi się nie zgadzają. Powoduje to, że podporządkowując się, wymaganiom niszczą swój autorytet moralny, Zresztą dziś wszelkie informacje bardzo łatwo zweryfikować, więc - nie miejmy złudzeń - uczeń dowie się, które treści są niezgodne z prawdą i już kolejny raz nauczycielowi nie uwierzy. Tego typu zmiany tylko przyspieszają ucieczkę nauczycieli z zawodu.