- Podczas przerw musimy przecierać ławki i dopilnować, by dzieci dezynfekowały ręce i przestrzegały wytycznych. Koniec z możliwością ochłonięcia i przygotowania się do następnej lekcji lub przejrzenia prac na przerwie - skarży się nauczyciel na jednej z facebookowych grup.

 

Dyrektor decyduje o maseczkach w szkole - obowiązek uczniów nieoczywisty>>

 

Nie ma prawa do wolnych przerw

Choć rozżalenie pedagoga można zrozumieć, to - jak się okazuje - błędne jest popularne przekonanie, że dzwonek na przerwę jest dla nauczyciela, a nie dla ucznia. Karta Nauczyciela nie zawiera przepisów, które gwarantowałyby pedagogom wolną przerwę i czas na spędzenie czasu w pokoju nauczycielskim.

 

 


 

- Przerwy między lekcjami nie stanowią uprawnienia pracowniczego, to kwestia organizacyjna - mówi Prawo.pl dr Liwiusz Laska, były przewodniczący Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy. - Zawsze był to czas, w którym nauczyciel pozostawał do dyspozycji pracodawcy i można było od niego wymagać spełniania odpowiednich zadań, przykładem są choćby dyżury. Jesteśmy w takim momencie, że wszystko jest zdeterminowane przez COVID-19 i podlegamy pod szczególne zasady. Moim zdaniem jeżeli pracodawca uzna, że takie czy inne zachowania są konieczne dla zachowania bezpieczeństwa, to trzeba się do tych wytycznych dostosować. No chyba że faktycznie są one niezasadne lub dyskryminujące - uważa.

 

 


 

Przecieranie ławek dyskusyjne

Wynika z tego, że wolna przerwa dla nauczyciela to bardziej element prawa zwyczajowego - dyrektor mógł i może zlecać pedagogom zadania wynikające ze statutu. Nieco dyskusyjna jest kwestia, jakie to czynności, bo sprzątanie w szkole należy jednak do obowiązków pracowników niepedagogicznych.

 

 


 

- Choć obsługę techniczną zapewnia co do zasady dyrektor szkoły, to każdy odpowiada za swoje stanowisko pracy - mówi dr Liwiusz Laska - Mamy do czynienia ze szczególną sytuacją, obowiązują wytyczne Sanepidu, nie widzę nic niezgodnego z prawem w wymogu, by pracownik musiał np. przetrzeć swoje miejsce pracy środkiem dezynfekującym, nie widzę w tym nic niezgodnego z prawem. Oczywiście to jeszcze zależy, jak sformułowane jest takie polecenie i czy dana procedura jest uzasadniona. Można to też zweryfikować, zwracając się choćby do pracownika odpowiedzialnego w danej placówce za BHP  - tłumaczy.

 

Ruchome przerwy

Małgorzata Zaradzka-Cisek, dyrektor XXI LO w Łodzi,  potwierdza, że faktycznie jeżeli chodzi o przerwy, nauczyciele mają gorzej niż w poprzednich latach, bo czuwanie nad przestrzeganiem reżimu sanitarnego wymaga od nich więcej pracy. Przerwy są ruchome, by nie tłoczyć się na korytarzach.

 

-  Te dziesięciominutowe przerwy są teraz faktycznie związane jedynie z zakończeniem lekcji, rozpoczęciem następnej i przejściem do sali. Gdy zajęcia odbywają się w blokach, to wspólnie z uczniami ustala się, kiedy zrobić przerwę, bo np. chcą oni skorzystać z toalety lub zjeść śniadanie. Niemniej nauczyciel cały czas sprawuje wtedy pieczę nad uczniami. Rzeczywiście nie da się więc wtedy łyknąć kawy - tłumaczy.

Dodaje jednak, że pedagodzy mają "okienka" i jest to czas, w którym mogą odpocząć, zjeść lub poczytać, dyrektor może nawet zadbać o to, by stworzyć siatkę godzin tak, by pedagog, który przerw potrzebuje częściej, miał odpowiednio dostosowany plan.

- Nikt nie pracuje z młodzieżą przez osiem godzin - nawet gdy jest to sześć, to zwykle ma jakieś "okienko". Nikt też nie zabrania nauczycielowi zrobić krótkiej przerwy w czasie lekcji, może wtedy chwilę odpocząć lub napić się wody. Oczywiście, nie jest to komfortowa sytuacja, ale nigdy nie była, bo wcześniej były dyżury - podkreśla dyrektor łódzkiego liceum.