Jedną z pierwszych decyzji Przemysława Czarnka na stanowisku szefa MEiN było odwołanie ze stanowiska dyrektor Departamentu Podręczników, Programów i Innowacji Aliny Sarneckiej. Podkreślił wtedy, że konieczne jest przyjrzenie się treściom zawartych w podręcznikach i w podstawach programowych.
- Chciałbym, aby pedagogika wstydu raz na zawsze wyszła z naszych podręczników. Nie jesteśmy narodem, który miałby się przede wszystkim wstydzić, a nie być dumnym ze swojej historii - mówił.

MEN przeanalizuje, czy niektóre podręczniki powinny zostać dopuszczone do użytku szkolnego>>

 

Ministerialny zespół szuka mankamentów

W marcu zespół opublikował wyniki swojej analizy. W przypadku języka polskiego ocenił, że książki spełniają podstawę programową. Jednak dobór źródeł "nie  zawsze  wskazuje  na  ciągłość  kultury  europejskiej". - Można  przy  tym  zaryzykować stwierdzenie, że perspektywa znakomitej większości autorów cechuje się utylitarnym ujęciem literatury  i sztuki,  co  w  oczywisty  sposób  oddala  uczniów  od  świadomości  tego,  czym humanistyka jest w swej istocie - wskazują autorzy analizy.

Ich zdaniem książki do polskiego są chaotyczne, powielają anachronizmy oraz obraz, brakuje w nich także jasnego pokazania związków przyczynowo- skutkowych. Twórcy podręczników do języka polskiego za mało - zdaniem ministerialnych ekspertów - skupiają się na wartościach i "celach właściwych dla naszego kręgu kulturowego". Wdrożenie odpowiednich zmian pozwoli natomiast na "uniknięcie interpretacji  rozumianej  jako  tworzenie osobistych domniemań opartych na formacji krytycznej. Uczeń powinien być mierzony rangą kanonu, który kształtuje do świadomych i dojrzałych postaw". Konkretów. czym są te postawy, nie podają. Zalecają natomiast, by w podręcznika znalazło się więcej biografii polskich autorów.

Sprawdź w LEX: Czy możliwa jest zmiana podstawy programowej oraz sposobu oceniania ucznia, jeżeli poradnia wydała nowe orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego z uwagi na inny stopień niepełnosprawności intelektualnej? >

 

Historia zbyt szczegółowa

Podręczniki do historii oceniają jako miejscami zbyt szczegółowe - wręcz wykraczające poza podstawę programową. Podobnie też jak w przypadku języka polskiego, według ekspertów problemem był brak jasnych związków przyczynowo-skutkowych pomiędzy przedstawianymi wydarzeniami. - Duża ilość szczegółowych informacji stwarza problemy z selekcjonowaniem wiedzy przez uczniów i zrozumieniem tego, co jest najistotniejsze w omawianych procesach historycznych - zauważają.

Zobacz w LEX: Metodyka kształcenia zdalnego w teorii i praktyce >

 


 

Ale padają też konkretniejsze zarzuty - eksperci za niedopuszczalne uważają używanie sformułowania "nazistowskie obozy koncentracyjne" zamiast "niemieckie nazistowskie obozy koncentracyjne". Zespołowi nie podoba się też sposób przedstawiania szlachty - podręczniki pokazują ją bowiem jako łasą na przywileje i utrudniającą życie monarsze, a według ekspertów zabrakło pokazania "poczucia troski i odpowiedzialności za kraj".

- Zdarza się, że z podręcznika emanuje niekiedy atmosfera permanentnego zapóźnienia Polski i Kościoła za tendencjami nowatorskimi. Nie sprzyja to kształtowaniu zdolności krytycznego i logicznego myślenia, kształtowaniu postawy poszanowania tradycji i kultury własnego narodu oraz wzmacnianiu przywiązania do historii i tradycji narodowych - wskazują autorzy raportu.

W podręcznikach do WOS zespół dopatrzył się zbyt dużego nacisku na postawy liberalno-demokratyczne, a w ćwiczeniach "zdarza się tendencyjny i jednostronny dobór tekstów". Nie sprecyzowano, na czym on polega. Zespół zarzuca też brak dostatecznie szybkiej aktualizacji tych książek. Radzi m.in., by "nie pozostawiać ważnych ideologicznie haseł bez odpowiedniego opisu" oraz nie pomijać takich zagadnień jak aborcja i eutanazja.
- Ważną cechą podręczników szkolnych powinno być przedstawianie różnych i równoważnych definicji pojęć z zakresu nauk społecznych, a nie jedynie tych pochodzących ze środowisk lewicowych - podkreślono w raporcie.

Sprawdź w LEX: Czy podczas pandemii uczeń realizujący nauczanie domowe może uczestniczyć w nauczaniu zdalnym? >

 

Zmiany w podstawie potrzebne, ale nie ideologiczne

Eksperci od dawna zwracają uwagę, że podstawa programowa wymaga zmian, przede wszystkim dlatego, że jest przeładowana, zalecają jednak, by przed przystąpieniem do tego rodzaju inicjatywy o zdanie zapytać ekspertów, stworzyć zdalną platformę, która ułatwiłaby prowadzenie konsultacji, oraz dać czas na to, by nową podstawę napisali.

 

 


- Podstawy powinny być apolityczne, pozbawione obciążenia sympatiami i antypatiami. O zdanie należałoby zapytać organizacje społeczne, poprosić o pomoc nauczycieli roku – mówił Marek Pleśniar, dyrektor Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. – W ten sposób, nawet zdalnie, „w trybie wojennym”, być może dałoby się to stworzyć do końca roku, ewentualnie do wiosny, ale nie oszukujmy się, że to się zrobi w dwa dni. Na pewno nie może to wyglądać tak, że ktoś w MEN teraz weźmie te podstawy i na szybko, w ciągu kilku dni, bez żadnych konsultacji wprowadzi poprawki i postawi nas przed faktem dokonanym – tłumaczył.

Podobną opinię wyrażała prezes Krajowego Forum Oświaty Niepublicznej Krystyna Starczewska. - Podstawy programowe powinny być nastawione na rozwijanie samodzielnego myślenia i zainteresowań uczniów. Nie mogą być po prostu rozbudowanym spisem faktów, które dzieci mają opanować -  tłumaczyła.