Parlament finalizuje prace nad ustawą budżetową na 2020 r., która określa kwoty bazowe podwyżek dla nauczycieli. Do pierwotnego projektu dodano rządową autopoprawkę zwiększającą kwotę bazową, która jest podstawą do wyliczenia średnich wynagrodzeń pedagogów. Od 1 września 2020 r. ma ona wynosić 3537,80 zł, czyli 200,45 zł więcej od kwoty bazowej obowiązującej od 1 stycznia do 31 sierpnia 2020 r.

Przepisy o nauczycielskich dyscyplinarkach wkrótce mniej restrykcyjne>>

 

Wynagrodzenia wyższe o 6 proc.

Początkowo - mimo zapowiedzi MEN - projekt ustawy budżetowej zupełnie nie wskazywał na to, że nauczyciele dostaną jakiekolwiek podwyżki, korygował po prostu niedociągnięcie z września 2019 r., kiedy to wynagrodzenia pedagogów podwyższono, ale bez korekty ustawy budżetowej.

Po zmianie kwoty bazowej od września 2020 r. zwiększy się minimalne wynagrodzenie pedagogów wyniesie (brutto):

  •     nauczyciel stażysta - 2948 zł (wzrost o 167 zł);
  •     nauczyciel kontraktowy - 3033 zł (wzrost o  172 zł);
  •     nauczyciel mianowany - 3445 zł (wzrost o  195  zł);
  •     nauczyciel dyplomowany - 4046 zł (wzrost o 229 zł).

 

Bez pokrycia kosztów

Rząd na podwyżki wynagrodzeń obiecał dodatkowych 100 mln zł, tylko że owa kwota pokryje koszty w bardzo niewielkim stopniu. Jak mówi Prawo.pl Krzysztof Baszczyński, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, poprawka sprawi, że z budżetu sfinansowana zostanie zaledwie jedna siódma kosztów.
- Tego, skąd będzie pochodzić reszta pieniędzy, ustawa już nie określa. Najprawdopodobniej po raz kolejny koszty będą musiały pokrywać jednostki samorządu terytorialnego - mówi Krzysztof Baszczyński.

Podobnego zdania jest Marek Wójcik, pełnomocnik zarządu Związku Miast Polskich ds. legislacyjnych. - W pierwszej kolejności przypomniałbym o ponad dwóch miliardach złotych, których samorządy nie dostały na podwyżki wynagrodzeń w 2018/2019 r. Zgadzam się ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego, że kwota 100 mln zł w żadnym wypadku nie zabezpiecza skutków finansowych z tytułu kolejnych podwyżek dla nauczycieli. Mam w ogóle wrażenie, że taktyka rządu przypomina grę w złego i dobrego policjanta lub bohatera i czarny charakter rodem z westernów. W tej analogii bohaterem jest rząd, podwyższający pensje nauczycieli, a czarnym charakterem samorządy, które narzekają, że nie mają pieniędzy. Potem oczywiście pokrywają koszty z własnych środków - mówi Marek Wójcik.

Zwolnienia albo podwyższenie pensum

Jak wynika z uzasadnienia do poprawki gwarantującej podwyżki dla nauczycieli, wypłatę pensji zagwarantują m.in.: "oszczędności wynikające z różnicy między prognozowaną liczbą etatów a danymi rzeczywistymi wynikającymi z Systemu Informacji Oświatowej". Według Krzysztofa Baszczyńskiego, taki zapis oznacza, że resort edukacji może brać pod uwagę zwolnienia lub podwyższenie pensum pedagogów.

 


- W uzasadnieniu niejako sugeruje się, że dane wpisane do SIO na koniec września 2019 r. będą znacząco odbiegać od rzeczywistego stanu zatrudnienia w szkołach. Tak jakby rząd uważał że zwolniliśmy lub zwolnimy 40 tysięcy nauczycieli. A nie znam merytorycznych przesłanek, by tak się stało - mówi Marek Wójcik - Uważam, że samorządowcy powinni uzyskać w końcu dostęp do pełnych, ogólnopolskich danych z systemu informacji oświatowej, bo obecnie ma je tylko resort edukacji, co utrudnia nam prowadzenie merytorycznej dyskusji i zweryfikowanie wyliczeń MEN. W praktyce mogliśmy to zrobić tylko raz i odbyło się to z korzyścią dla MEN w 2018, bo zmniejszyliśmy nasze oczekiwania finansowe, stwierdzając, że brakuje jedynie 600 mln zł. Nie widzę powodu, by odmawiać nam dostępu do takich informacji, gdy okaże się, że nasze wyliczenia są złe, to przyznamy się do błędu - dodaje.

System do poprawki

Według ekspertów system wynagradzania nauczycieli wymaga zmian. Jak mówi prof. Antoni Jeżowski, po 20 latach należałoby zastanowić się nad redefiniowaniem systemu finansowania oświaty. - Warto zweryfikować, czy poziom finansowania jest adekwatny do zleconych im zadań. Rząd powinien spotkać się z samorządowcami i przedyskutować tę kwestię - mówi prof. Jeżowski.

 


 

Według Marka Wójcika problematyczny jest też sam sposób, w jaki podwyższane są wynagrodzenia nauczycieli, bo nie jest to rozwiązanie systemowe. Problem pogłębia również arbitralne podnoszenie płacy minimalnej, co powoduje, że dynamika jej wzrostu jest dużo wyższa niż wynika to z ustawy. A to pogłębia kryzys.

 

Rząd nie będzie pokrywał wszystkich wydatków

Jednym z pomysłów na rozwiązanie problemu z finansowaniem nauczycielskich wynagrodzeń jest pokrywanie ich z dotacji na ten cel, od dawna postuluje to Związek Nauczycielstwa Polskiego. Jak jednak wynika z odpowiedzi resortu edukacji na interpelację w tej sprawie, takie rozwiązanie nie ma raczej szans na wdrożenie.

- Budżet państwa nie może subwencjonować wszystkich kosztów funkcjonowania sieci szkolnej ukształtowanej decyzjami lokalnych władz samorządowych. Z tego powodu zostały ustanowione samorządom inne źródła dochodów niż transfery z budżetu państwa (subwencje i dotacje), tj. m.in. udziały w PIT i CIT. Samorządy posiadają możliwość kreowania własnej polityki oświatowej oraz swobodę w dysponowaniu finansami - pisał w grudniu 2019 r. wiceminister edukacji Maciej Kopeć.  Zresztą zdaniem MEN sytuacja finansowa jednostek samorządu terytorialnego poprawia się. Na dowód resort przywołuje nie tylko dane dotyczące rosnących dochodów JST, lecz również porównanie wydatków oświatowych z wydatkami ogółem.