Eksperci Instytutu w ramach międzynarodowego badania przeanalizowali 12 przypadków polskich sygnalistów z różnych sektorów i typów instytucji, m.in. z administracji państwowej i samorządowej, służby zdrowia, wyższych uczelni, służb mundurowych, organizacji pozarządowych i firm prywatnych.

Zobacz także: Pracownicy coraz częściej mają wpływ na warunki zarudnienia

Sygnalizowane przez pracowników nieprawidłowości dotyczyły spraw takich jak: mobbing i nadużywanie stanowiska przez przełożonego w policji, łamanie praw pracowniczych (w tym zmuszania do nieodpłatnej pracy w nadgodzinach) przez dużą sieć handlową, nieprawidłowości finansowe i księgowe w instytucji samorządowej (między innymi udzielanie sobie przez szefową nieoficjalnych „pożyczek” z kasy instytucji), plagiat wysoko postawionego pracownika uczelni wyższej, ustawienia przetargu w instytucji publicznej, usiłowanie gwałtu na jednej z pracownic dokonane przez kolegę z pracy w jednostce służby zdrowia, fikcyjnie realizowane projekty dotowane z pieniędzy publicznych i fałszowania dokumentacji w firmie farmaceutycznej, wyprowadzanie majątku w przedsiębiorstwach państwowych, niezgodne z prawem obniżenie wysokości podatku lokalnego polityka dokonane przez urzędników skarbowych, nieprawidłowości na uczelni medycznej, w tym nieuzasadnione stosowanie inwazyjnej procedury medycznej w szpitalu klinicznym w celu uzyskania finansowania z Narodowego Funduszu Zdrowia.

"Były to bardzo różne sprawy, ale nie było sygnalisty, który w jakiś sposób nie zapłaciłby za swoją aktywność, np. w postaci zwolnienia z pracy. Każdy z nich ucierpiał zawodowo" - powiedziała autorka raportu Aleksandra Kobylińska z Instytutu Spraw Publicznych.

Zobacz także: Sygnalista potrzebny w zakładzie pracy

Jak wynika z ustaleń badaczy ISP, duża część sygnalistów popadła w problemy finansowe lub poważne długi w związku z utratą źródła utrzymania.

"Jedna z sygnalistek nie tylko została bez pracy, ale także – za sprawą szeroko zakrojonego czarnego PR-u, który zastosowano wobec jej rodziny – pracę stracił jej mąż. Kobieta ta, nękana procesami przez byłego pracodawcę, nie mogła sobie nawet pozwolić na odpowiednią pomoc prawną. Ostatecznie – na skutek tarapatów finansowych, jak i w obawie o własne bezpieczeństwo – musiała się przeprowadzić z powrotem do rodzinnej miejscowości na drugi koniec Polski" - napisano w raporcie o jednym z przypadków.

Z kolei, "sygnalista policyjny, który na skutek szykan zrezygnował ze służby, idąc na wcześniejszą emeryturę, został zmuszony do emigracji ze względów ekonomicznych, co boleśnie odbiło się na całej rodzinie. Przejście od pracy umysłowej do pracy fizycznej, jaką wykonywał za granicą, było dla niego równoznaczne także z trudną do zaakceptowania zmianą pozycji społecznej".

Większość badanych przez ISP pracowników na początku próbowała rozwiązać problem w obrębie dotkniętej firmy czy instytucji, ale ponieważ w żadnym przypadku nie przynosiło to rezultatów, wychodziły ze swoją informacją o nadużyciach na zewnątrz. W pierwszej kolejności do instytucji nadzorującej albo policji, prokuratury czy CBA.

Jak wynika z raportu, gdy na skutek tego sygnału oskarżona instytucja musiała tłumaczyć się ze swoich działań, jednocześnie rozpoczynała represje wobec sygnalisty i próbowała go zdyskredytować, nierzadko nie przebierając w środkach.

"Na różne sposoby kwestionowano ich kompetencje, uczciwość i rzetelność, czasem zaś uciekano się nawet do insynuowania zaburzeń psychiatrycznych. Niektórzy sygnaliści relacjonowali, że macierzyste organizacje zaczęły zbierać na nich +haki+, a więc gromadzić dowody świadczące o tym, że są osobami niegodnymi zaufania. Naukowcy, którzy wystąpili z oskarżeniami pod adresem swoich przełożonych, sami zostali przez nich oskarżeni o nierzetelność naukową. Przeciwko policjantowi, który ujawnił wiele nadużyć w swojej formacji, sfabrykowano zarzuty o korzystanie z treści pedofilskich i zoofilskich w internecie. Kobieta, która ujawniła nieprawidłowości w firmie farmaceutycznej, musiała się zmierzyć między innymi ze sfingowanym oskarżeniem, że na bazie ukradzionej z linii produkcyjnej pseudoefedryny produkowała amfetaminę" - napisano w raporcie.

Sygnalistom wytaczano także procesy o zniesławienie, zarówno cywilne, jak i karne.

Ponadto, mimo próśb sygnalistów o zachowanie anonimowości, ich tożsamość była też często ujawniana przez instytucje badające sprawę. Raport podaje przykład urzędniczki skarbowej, która ujawniła, że lokalnemu politykowi obniżono podatek. Ona i jej mąż, oprócz miejscowych organów ścigana, zawiadomili o sprawie także m.in. resort finansów, wyraźnie prosząc o anonimowość. Jednak, jak napisano w raporcie, urzędnicy Ministerstwa Finansów przekazali pismo w niezmienionej treści do naczelnika urzędu skarbowego, którego dotyczyło zgłoszenie.

Czytaj: Sygnalista w miejscu pracy pod szczególną ochroną

 

W związku z bardzo trudną sytuacją sygnalistów, ISP rekomenduje przede wszystkim uregulowanie zagadnienia ochrony sygnalistów w odrębnym akcie prawnym.

"Takie rozwiązanie nie tylko pomogłoby całościowo rozstrzygnąć różne problemy związane z sytuacją sygnalistów, ale także przyczyniłoby się do pogłębiania świadomości w tej kwestii. (...) Przepisy powinny skuteczniej przeciwdziałać działaniom odwetowym w stosunku do osób, które informują o nieprawidłowościach. Zgodnie z rekomendacjami Rady Europy, wskazane byłoby także wprowadzenie możliwości uzyskania odszkodowania, które adekwatnie rekompensowałoby ponoszone przez jednostki straty wynikające z niekorzystnych skutków whistleblowingu" - napisano w raporcie.

Zdaniem ISP, uporządkowania wymaga także kwestia gromadzenia materiału dowodowego przez sygnalistów.

"Z jednej strony, w obecnym stanie prawnym sygnalista musi się bowiem liczyć z tym, że spoczywa na nim cały ciężar udowodnienia, że jego oskarżenia mają pokrycie w rzeczywistości. Z drugiej strony, proces gromadzenia dowodów napotyka bardzo poważne ograniczenia, które w wielu sytuacjach są niemal nieprzezwyciężalne" - napisano.

Kolejną sprawą, która wymaga zmian, jest - zdaniem ISP - ochrona tożsamości pracowników sygnalizujących nieprawidłowości, bo obecnie jest ona niewystarczająca. A także kampania społeczna, która uświadomiłaby społeczną wagę sygnalistów oraz potrzebę ich ochrony. (PAP)