Cyfry są, analiz nie ma - ustawa o jakości w szpitalach wciąż kuleje
Są zespoły, dokumenty i raporty, a na papierze wszystko (zazwyczaj) się zgadza. Dużo gorzej, jeśli sprawdzi się, jak ustawa o jakości realnie wpływa na poprawę bezpieczeństwa personelu medycznego i pacjentów, co ma być jej podstawowym zadaniem. Szpitale nadal nie prowadzą rzetelnych rejestrów zdarzeń niepożądanych i nie pochylają się nad ich przyczynami i wnioskami na przyszłość. Choć eksperci wskazują, że są inicjatywy, które traktują jakość poważnie, to jednak placówkom wciąż brakuje konkretnych wskazówek.

W czerwcu br. Najwyższa Izba Kontroli zbadała, jak funkcjonują szpitale kliniczne w całej Polsce. Wyniki kontroli pokazały, że placówki funkcjonują w sposób zróżnicowany, zwłaszcza w zakresie efektywności ekonomicznej i organizacyjnej.
- Główne nieprawidłowości dotyczyły: zarządzania infrastrukturą i aparaturą medyczną (chodzi o zaniedbania techniczne, braki w przeglądach). Naruszano przepisy dotyczące zamówień publicznych przy zakupach sprzętu, doszło także do przypadków jego nieefektywnego wykorzystania. Np. w Rzeszowie zastrzeżenia dotyczyły bloku operacyjnego, który z uwagi na wady techniczne od 2018 roku był dopuszczony do użytkowania jedynie warunkowo przez inspekcję sanitarną. Z kolei w Warszawie na części oddziałów stwierdzono uszkodzenia ścian, podłóg oraz elementów instalacji elektrycznej, zaś w jednym z oddziałów podłogi nie zostały wykonane z materiałów umożliwiających ich mycie i dezynfekcję – mówił o ustaleniach pokontrolnych Bartłomiej Pograniczny, rzecznik prasowy NIK.
Tylko statystyka, bez wniosków
W raporcie wskazano jednak również średnio optymistyczne wnioski dotyczące ustawy o jakości i bezpieczeństwie pacjenta, a konkretniej – wewnętrznych systemów zarządzania jakością i bezpieczeństwem, których wdrożenie jest obowiązkiem wprost wynikającym z tych przepisów. Bo, choć we wszystkich placówkach system zapewniono, nie we wszystkich był kompletny, w pełni zintegrowany z procesami leczniczymi i cyklicznie doskonalony. Natomiast w dwóch szpitalach objętych kontrolą (placówki w Warszawie i Rzeszowie) system „funkcjonował formalnie prawidłowo, tj. był ustanowiony i udokumentowany, jednak był stosowany w ograniczonym zakresie w bieżącej działalności szpitala”. Krótko mówiąc – pozostawał w dużej mierze obowiązkiem do odhaczenia.
Zarzuty niefunkcjonalności systemów w części placówek dotyczyły choćby nierzetelnej realizacji zadań przez zespoły powołane w celu monitorowania zdarzeń niepożądanych oraz przeprowadzania analiz przyczyn źródłowych zdarzeń niepożądanych, a także nierzetelnego dokumentowania ich pracy. To samo dotyczyło generalnie postępowania w przypadku wystąpienia w placówce zdarzeń niepożądanych i dokumentowania czynności, które miały miejsce. Przykładowo, podczas kontroli w szpitalu w Rzeszowie nie przedłożono dokumentów potwierdzających realizację przez Zespół ds. Analizy Zdarzeń Niepożądanych zadań polegających na: ustalaniu przyczyn zdarzenia niepożądanego, podejmowaniu działań wyjaśniających, wydawaniu zaleceń, wyciąganiu wniosków, wdrażaniu działań korygujących i zapobiegawczych zdarzeniom niepożądanym (czyli temu, czemu system w dużej mierze ma służyć). NIK wskazał również, że członkowie wskazanego zespołu spotykali się co najmniej raz na kwartał, a z posiedzeń sporządzano protokoły, które zawierały tylko informację o liczbie zdarzeń niepożądanych (a nie ich okoliczności). Średnio kilkanaście komórek organizacyjnych szpitala w ogóle nie przekazywało zespołowi danych do analizy.
Z kolei w placówce w Warszawie, dla zdarzeń niepożądanych zakwalifikowanych jako istotne powoływane były zespoły ds. zdarzeń niepożądanych, które przeprowadzały tzw. analizy źródłowe.
- Jednakże nie monitorowano wykonania zaleceń sformułowanych we wszystkich 19 objętych kontrolą protokołach. Dodatkowo nieprawidłowo przeprowadzono postępowanie dotyczące ustalenia przyczyn wystąpienia jednego bardzo ciężkiego zdarzenia niepożądanego, z 19 objętych kontrolą. Jak wyjaśniono w toku kontroli, cześć zadań była realizowana w ramach nieformalnych spotkań, w tym bezpośrednich kontaktów z kierownictwem jednostek. Sprawy wymagające interwencji lub innych działań były omawiane indywidualnie – wskazał NIK w raporcie pokontrolnym.
W ramach wystąpienia pokontrolnego NIK m.in. warszawski szpital został zobowiązany do wyeliminowania stwierdzonych nieprawidłowości.
Ustawa o jakości musi być stosowana, ale szpitale potrzebują wskazówek
Dr Anna Gawrońska, asystentka w Katedrze Logistyki Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, podkreśla, że niestety w obszarze wdrażania ustawy o jakości wciąż rzeczywiście widać obszary, w których przepisy są wdrażane tylko po to, by je „odhaczyć”, a nie realnie poprawić sytuację personelu medycznego oraz pacjentów. Z drugiej strony powstają jednak inicjatywy, których kilka lat temu jeszcze nie obserwowaliśmy. Ekspertka wspomina choćby o grupie „Laboratorium Dobrych Praktyk Jakości w Ochronie Zdrowia – Quality Hub”, której sama jest uczestniczką. Zrzesza ona już ponad 800 członków i ponad 460 podmiotów ochrony zdrowia. Organizacja wspiera szpitale w tworzeniu i wdrażaniu dobrych praktyk dotyczących jakości i bezpieczeństwa pacjenta.
Takie inicjatywy moim zdaniem pokazują, że powoli mamy jednak do czynienia ze zmianą trendu, że nie chcemy, by obowiązki wynikające z akredytacji czy ustawy o jakości były jedynie „sztuką dla sztuki”, a realnie pomagały kształtować bezpieczeństwo w placówkach. Co również cenne, w ramach takich inicjatyw zaczyna się również mówić głośno o tym, co się nie udaje, tak, byśmy mogli uczyć się nie tylko na swoich błędach, ale również doświadczeniach innych, bez szukania winnych, ale z wyciagnięciem wniosków na przyszłość. Jest to zresztą zgodne z założeniami systemu no fault – zauważa dr Gawrońska.
A w jakich obszarach wciąż najczęściej występują problemy? Dr Gawrońska wskazuje, że przoduje tutaj farmakoterapia. Nadal nie gromadzimy w Polsce konkretnych danych związanych z pomyłkami lekowymi, dlatego możemy jedynie szacować skalę zdarzeń, albo dowiadywać się o nich z mediów. Standardy akredytacyjne mówią ogólnie o tym, że szpital ma zapewnić, by pacjent otrzymał odpowiedni lek – nie wskazują jednak, jak do tego doprowadzić. A pomyłki często zdarzają się na etapie wydania, nierzadko nie zgadzają się wpisy w dokumentacji. Pozornie drobny błąd, jak wpisanie złego numeru partii leku, może mieć daleko idące konsekwencje.
- Mamy już oficjalny dokument – opracowane w 2021 roku „Rekomendacje dotyczące standaryzacji zarządzania przepływem produktów leczniczych i wyrobów medycznych w szpitalach”. Ministerstwo Zdrowia powinno je uwzględnić jako podstawę wdrażania standardu. To neutralny technologicznie materiał, który jasno opisuje wymagane procesy i modele danych, a mimo to wiele szpitali nadal nie wie, jak rozpocząć wdrożenie – podkreśla dr Gawrońska.
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.






