Balicki: Ostry spór o Centra Zdrowia Psychicznego nadal nierozwiązany
Zamiast psychiatrii środowiskowej Ministerstwo Zdrowia proponuje nieco zmieniony, ale przestarzały model opieki. W efekcie chorzy mogą zostać bez publicznej pomocy specjalistycznej i nie będzie ich stać na prywatne wizyty za 300, a nawet 700 zł. Tymczasem ZUS przeznacza aż 18 proc. swoich wydatków na renty i zwolnienia lekarskie związane z zaburzeniami psychicznymi – wylicza dr Marek Balicki, członek Rady Zdrowia przy Prezydencie RP i były minister zdrowia.

Józef Kielar: Dlaczego zrezygnował Pan z udziału w Radzie ds. Zdrowia Psychicznego przy Ministerstwie Zdrowia? Na taki krok zdecydowało się także ośmioro innych ekspertów, mimo iż wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka zadeklarowała, że chce, aby każdy pacjent, niezależnie od miejsca zamieszkania, miał dostęp do szybkiej i kompleksowej pomocy blisko domu, bez skierowania i bez zbędnych barier.
Marek Balicki: Podczas wielomiesięcznych dyskusji na posiedzeniach Rady większość jej członków prezentowała takie stanowisko, że doświadczenia pilotażu Centrów Zdrowia Psychicznego powinny być przekształcone w rozwiązania systemowe po jego zakończeniu. Dla nas było oczywiste, że po to jest pilotaż, aby sprawdzić model – a skoro sprawdził się on w bardzo dużym stopniu, należy go wdrożyć systemowo i dalej rozwijać. Natomiast ministerstwo na posiedzeniu 13 maja br. przedstawiło propozycje, które odchodzą od podstawowych założeń pilotażu. Wiemy, że to będzie jeden, dwa, a nawet trzy kroki wstecz w jakości opieki, jej kompleksowości, dostępności, a zwłaszcza w zapewnieniu równości terytorialnej w dostępie do pomocy. Celem naszej rezygnacji z członkostwa w Radzie było zasygnalizowanie opinii publicznej, że działania Ministerstwa Zdrowia idą w złym kierunku.
Wiceminister zdrowia oświadczyła jednak, że jest za tym, żeby pacjent miał dostęp do kompleksowej i szybkiej pomocy blisko miejsca zamieszkania. Czy Pana zdaniem to tylko oświadczenie bez pokrycia?
Są to hasła wzięte z pilotażu CZP, z tą różnicą, że w pilotażu nie były tylko hasłami, ale także rzeczywistością. Jeśli ministerstwo chce naprawdę realizować te deklaracje, to powstaje pytanie, dlaczego odchodzi od rozwiązań, które się sprawdziły, na rzecz dotąd nieznanych, nieprzetestowanych? Wiemy też, że pani minister – o co trudno mieć pretensje – nie ma żadnego doświadczenia w organizacji opieki psychiatrycznej. Dlatego zaskoczyła nas taka pewność w głoszeniu ostatnich propozycji.
Co w takim razie będzie z trwającym od 2018 roku pilotażem Centrów Zdrowia Psychicznego, którego był Pan głównym organizatorem?
Zgodnie z obecnym stanem prawnym pilotaż kończy się 31 grudnia tego roku i po jego zakończeniu powinny zostać wprowadzone zmiany systemowe. Zobaczymy, jakie ostatecznie decyzje podejmie Ministerstwo Zdrowia, ponieważ to, co przedstawiono 13 maja, nie było kompleksowym dokumentem, a jedynie dwoma prezentacjami w Power Poincie przedstawiającymi kierunki zmian. Zaprotestowaliśmy, bo wciąż jest szansa, żeby wrócić z tej złej drogi do rozwiązań już przetestowanych.
Czy podtrzymuje Pan opinię, że Ministerstwo Zdrowia, zamiast faktycznej reformy, zdecydowało się jedynie na wprowadzenie korekty systemu sprzed pilotażu, co oznacza odejście od psychiatrii środowiskowej?
Tak, to bez wątpienia jest niezgodne z zasadami opieki środowiskowej. Ministerstwo chce odejść od odpowiedzialności za mieszkańców określonego obszaru działania centrum, przeważnie powiatu czy dzielnicy dużego miasta. Chce także odejść od finansowaniu centrów według zryczałtowanej stawki na mieszkańca. Zamierza ponadto rozdzielić finansowanie opieki szpitalnej od pomocy ambulatoryjnej i środowiskowej. W efekcie to będzie zupełnie inny system niż model środowiskowy zapisany w Narodowym Programie Ochrony Zdrowia Psychicznego. Propozycje ministerstwa są oczywiście nieco lepsze niż dotychczasowy tradycyjny model szpitalniano- poradniany. Martwi jednak fakt, że dorobek pilotażu, który obejmuje już prawie połowę kraju zostanie zmarnowany na rzecz rozwiązania znacznie gorszego niż testowany model.
Jakie zastrzeżenia i plany ma Ministerstwo Zdrowia w stosunku do CZP obejmujących już tak wielu mieszkańców naszego kraju? Czy wynikają one z braku pieniędzy, czy z innego powodu?
W ramach ogólnego kryzysu finansów publicznych Ministerstwo Zdrowia szuka oszczędności i uznało, że obszar zdrowia psychicznego jest łatwym polem do cięć, gdyż osoby z zaburzeniami psychicznymi nie mają wielkiej siły politycznej. Potwierdza to wieloletnia dyskryminacja finansowa tej dziedziny medycyny. Obecnie z budżetu NFZ tylko 4,5 proc. środków trafia na opiekę psychiatryczną, podczas gdy średnia w Europie wynosi 8,7 proc., a rekomendacje ekspertów międzynarodowych mówią o minimum 10 proc. dla Polski. Istnieje tu pewien paradoks: NFZ wydaje 4,5 proc. na leczenie, podczas gdy ZUS przeznacza aż 18 proc. swoich wydatków na renty i zwolnienia lekarskie związane z zaburzeniami psychicznymi.
Czy jest możliwy kompromis między Ministerstwem Zdrowia a ekspertami reprezentującymi środowiska lekarzy psychiatrów i pacjentów?
Nasze odejście z Rady było protestem, ale jeśli Ministerstwo Zdrowia zechce wznowić dialog i słuchać ekspertów, jesteśmy gotowi do dalszej pracy. Zawsze można znaleźć kompromis, ale model środowiskowy musi być spójny i kompletny – jak samochód, który nie pojedzie na trzech kołach.
Proszę przypomnieć, na czym polega i jakie efekty przynosi opieka środowiskowa w Centrach Zdrowia Psychicznego?
Pilotaż poprawił dostępność świadczeń, zmniejszył nierówności między powiatami a dużymi miastami, poprawił jakość pomocy i zwiększył udział świadczeń psychologicznych, a jednocześnie zredukował liczbę hospitalizacji. Dwukrotnie zwiększyła się np. liczba świadczeń wykonywanych w domu pacjenta. Przygotowaliśmy raport podsumowujący 8 lat pilotażu, który jest dostępny na stronie internetowej.
Co Pan myśli o tak zwanej „stomatologizacji” psychiatrii?
Oznacza to przenoszenie opieki do sektora komercyjnego, gdzie za leczenie trzeba płacić. W psychiatrii wiele rodzin nie będzie jednak stać na taką opiekę. Pozbawi to pomocy osoby z najcięższymi zaburzeniami. Już obecnie widzimy zagrożenia nowych propozycji ministerialnych: w Białej Podlaskiej NFZ zapowiedział poradni opiekującej się z kilkoma tysiącami pacjentów, że nie przedłuży jej umowy, bo wejdą nowe rozwiązania. Przy cenach wizyt u psychiatry rzędu 300-700 zł i niskich rentach socjalnych (niespełna 2 tys. zł), grozi nam powrót do starego modelu, w którym np. 60 proc. pacjentów ze schizofrenią po hospitalizacji nie kontynuuje leczenia ambulatoryjnego i znowu wraca na izbę przyjęć szpitala.
W jednej z ankiet dla lekarzy rezydentów z dziedziny psychiatrii wynika, że co piąty ma pod opieką ponad 300 pacjentów na dyżurze. Jak to możliwe w państwie należącym do 20 najbogatszych krajów świata?
W pilotażu ograniczyliśmy tę liczbę do maksymalnie 60 pacjentów na jednego lekarza dyżurnego. Niestety, propozycja Ministerstwa Zdrowia z 13 maja to ograniczenie znosi i konserwuje obecny układ szpitali psychiatrycznych, co oznacza, że sytuacja z nadmierną liczbą pacjentów na jednego lekarza będzie się utrzymywać.
Jakich zmian legislacyjnych pan oczekuje w przepisach dotyczących psychiatrii?
Ministerstwo Zdrowia zaproponowało nowelizację kilku rozporządzeń, ale wprowadzenie prawdziwego modelu środowiskowego wymaga regulacji ustawowych, w tym dużej nowelizacji ustawy o ochronie zdrowia psychicznego. Bez zmian na poziomie ustawowym nie da się wprowadzić modelu sprawdzonego w pilotażu.
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.





