Pan Andrzej zachorował trzy miesiące temu na gruźlicę. Był hospitalizowany w szpitalu w Limanowej, na oddziale pulmunologicznym - przez 90 dni. Po czym został wypisany na własne żądanie. - Hospitalizacja była długa i uciążliwa, tym bardziej że pacjenci cały czas bali się dodatkowo zarażenia COVID-19, bo wykryto go u dwóch pracowników personelu medycznego, który wcześniej się nami opiekował - mówi serwisowi Prawo.pl. W szpitalu z powodu epidemii koronawirusa zamknięto dwa oddziały.

- Wypisałem się i chciałem poddać się leczeniu w poradni chorób płuc. Jestem przetrzymywany w szpitalu i obawiam się zarażenia COVID-19- dodaje pan Andrzej.

Przedłużająca się hospitalizacja szpitalna - nakazem Sanepidu

Tymczasem Państwowa Inspekcja Sanitarna w Bochni, na terenie której właściwości mieszka pacjent, uznała, że w związku z zaistniałą sytuacją nie ma możliwości podjęcia skutecznego leczenia w warunkach ambulatoryjnych. - Postać gruźlicy wymaga dalszego leczenia szpitalnego. Zgodnie z opinią lekarza prowadzącego tylko szpital zapewni pacjentowi pełen powrót do zdrowia. W związku z powyższym wydana została decyzja o obowiązkowej hospitalizacji z zastosowaniem rygoru natychmiastowej wykonalności od dnia wskazanego w decyzji - wskazuje Dominika Łatak-Glonek, rzecznik prasowy Wojewódzkiej Stacji Sanitarno Epidemiologicznej w Krakowie. Zaznacza, że dalsze postępowanie co do leczenia i okresu trwania hospitalizacji pozostaje w decyzji lekarza prowadzącego, a przerwanie go stanowi zagrożenie dla zdrowia chorego, a także stwarza możliwość przeniesienia choroby na inne osoby.

 


Sanepid wydał decyzję na podstawie art. 5 oraz art. 34 ustawy o zapobieganiu i zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi. Przepisy zobowiązują obywateli RP do poddania się obowiązkowej hospitalizacji a specustawa o COVID- 19 z 2 marca 2020 r. wyposażyła Sanepid w dodatkowe uprawnienia, które zapisane zostały właśnie we wspomnianym art. 34. Zgodnie z nimi służby sanitarne mogą nakazać hospitalizację pacjentowi. Przepisy nie wskazują jednak ile maksymalnie może ona trwać.

Przedłużająca się hospitalizacja narusza prawa pacjenta

Pacjent trafił więc do szpitala ponownie, ale tym razem do Małopolskiego Szpitala Chorób Płuc w Jaroszowcu.
-To wygląda na bezprawne przetrzymywanie pacjenta w szpitalu. Jeśli nie prątkuje, co jest istotne w przypadku gruźlicy, powinien mieć możliwość leczenia ambulatoryjnego. Ostatnie zmiany w prawie wyposażyły Sanepid w duże możliwości i nie wiem czy nie nadużywa teraz swojej władzy - mówi Jarosław Witkowski, radca prawny specjalizujący się w procesach o błędy medyczne. Zaznacza, że procedury selekcji pacjentów i kwalifikacji do hospitalizacji nie są przejrzyste. – Pacjent może w takich wypadkach wystąpić o odszkodowanie za przetrzymywanie go w szpitalu, zwłaszcza teraz gdy istnieje ryzyko zarażenia go innymi chorobami. Istnieje tu ryzyko wynikające z art. 444 kodeksu cywilnego, dotyczącego szkody na osobie, w tym przypadku - wyrządzonej przez szpital - dodaje mec. Witkowski.

Pobyt chorego w szpitalu jest obarczony dużym ryzykiem. Zwłaszcza obecnie w dobie pandemii koronawirusa, którego do  szpitala może przynieść pacjent przywieziony karetką na oddział ratunkowy. Jego źródłem może być też personel medyczny. Niemniej jednak, nie tylko w czasie pandemii, pobyt w szpitalu niesie za sobą ryzyko zarażenia chorobą zakaźną. To dlatego w ostatnich latach placówki medyczne odchodziły od długich hospitalizacji, a NFZ premiował krótkie pobyty - wiele operacji, jak np. usunięcie zaćmy, odbywało się podczas kilkugodzinnej wizyty na oddziale albo matki po porodzie w wyniku cesarskiego cięcia - były wypisywane w trzeciej dobie.

-W ostatnich latach liczba procesów o odszkodowanie za zakażenie w szpitalu spada. Nie wiadomo jak będzie po pandemii. Pacjent, niezależnie od tego, czy będzie chciał dochodzić odszkodowania za zakażenie COVID-19, czy innym patogenem, ma te same obowiązki: musi udowodnić, że szpital nie zachował procedur bezpieczeństwa- mówi Jolanta Budzowska, radca prawny ekspert od błędów medycznych. Zaznacza, że im dłuższy pobyt pacjenta w szpitalu, tym ryzyko infekcji wzrasta. – Teoretycznie, jeśli zakażenie ma charakter szpitalny, czyli zgodnie z definicją: wystąpiło w związku – także czasowym - z udzieleniem świadczeń zdrowotnych, to domniemuje się odpowiedzialność szpitala. Ale szpital w procesie wytoczonym przez pacjenta może stosunkowo łatwo się wybronić, obalając takie domniemanie.  Szpitale zwykle starają się udowodnić, że zrobiły wszystko, żeby zapobiec zakażeniu, a pacjent zakaził się poza placówką.  - dodaje Jolanta Budzowska. 

Przedłużająca się hospitalizacja czasem jest uzasadniona

Według WHO w Polsce w 2018 r.  było prawie 5,5 tys. przypadków chorych, którzy leczyli się z powodu gruźlicy.
- Dlatego tej choroby nie można bagatelizować, długie hospitalizacje są uzasadnione koniecznością izolacji i przyjmowania leków. Mogą trwać nawet dwa lata gdyż np. w przypadku gruźlicy wielolekoopornej (opornej na leczenie wieloma lekami) pacjent może zarażać mimo wdrożonego leczenia, dlatego trzeba go izolować podawać wiele leków jednocześnie pod ścisłym nadzorem - mówi dr Paweł Grzesiowski, pediatra, ekspert w dziedzinie profilaktyki i terapii zakażeń.

Okazuje się zatem, że szpitale są dziś głównie otwarte dla pacjentów z COVID-19 i innymi chorobami zakaźnymi.  Tymczasem jeszcze przed epidemią miesięcznie w Polsce umierało 33 tys. ludzi. Na czele przyczyn zgonów aż 70 proc. stanowiły nowotwory i choroby układu krążenia. Wcześniej, każdego miesiąca przeprowadzano też kilka tysięcy operacji serc, przeszczepów. Dziś wielu chorych z zawałami boi się nawet zadzwonić po karetkę, z obawy o zarażenie w szpitalu.  Dlatego w marcu w wielu miastach Polski odnotowano przyrost zgonów - np. w Rzeszowie o 30 proc.