Po informacjach o bardzo złej sytuacji finansowej Centrum Zdrowia Dziecka, okazuje się, że podoba sytuacja występuje prawie we wszystkich szpitalach-instytutach, które są bezpośrednio podległe Ministerstwu Zdrowia. NIK, który przeprowadził kontrolę w latach 2008-2011, wykazał, że w sześć z nich tonie w długach, a problemem są też inne kwestie.

Największe straty, jak podaje "Gazeta Wyborcza", przynosi Centrum Zdrowia Matki Polki, które ma już 260 mln zł długu, kolejne na liście jest Centrum Zdrowia Dziecka (ponad 200 mln zł) i Instytutu Reumatologii (ok. 88 mln zł). Źle jest również pod względem pracy naukowej. Wskaźnik cytowań badanych placówek waha się w przedziale od 1,17 do 2,24 i jest dużo niższy od średniej dla Polski (5,44 - przyp. red.).


Kolejny problemem, na który wskazuje NIK, są wynagrodzenia, które w większości wypadków nie są powiązane z wynikami instytutów, a także zbyt duża ilość etatów. "Gazeta Wyborcza" jako przykład podaje Instytut Psychiatrii i Neurologii, który w latach 2008-2010 wydał na nagrody blisko 6,5 mln złotych.

Kto jest odpowiedzialny za taką sytuację? NIK wskazuje, że choć minister nie sprawuje bezpośredniego nadzoru nad instytutami, to od lat nie powstał program naprawczy, co bezpośrednio obciąża konto Ministerstwa Zdrowia. Jedynym krokiem ze strony ministerstwa były za to dotacje sięgające 91 mln złotych "na wzmocnienie bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli", które przeznaczono na spłatę długów.

Jak informuje "Gazeta Wyborcza", wyjściem z całej sytuacji byłaby zmiana niektórych instytutów w specjalistyczne szpitale. To jednak niemożliwe, bo ministerstwo musiałoby spłacić ich długi, które są już ogromne.(PAP)