Józef Kielar: Jak pandemia koronawirusa wpłynęła na kondycję psychiczną uczniów?

Małgorzata Janas-Kozik: Bardzo różnie. Była to specyficzna sytuacja dlatego, że w całym społeczeństwie wywołała strach i poczucie lęku oraz pewne obawy. Została szybko ogłoszona izolacja, żeby wirus się nie rozprzestrzeniał. Szpitale i oddziały psychiatryczne przyjmowały wówczas pacjentów tylko w stanie bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia. Wszystkie planowe przyjęcia zostały wstrzymane. Nie działały również oddziały dziennego pobytu. Pozostali pacjenci mogli w dość krótkim czasie otrzymać pomoc telefoniczną z poradni zdrowia psychicznego dla dzieci i młodzieży. Natomiast dzieci, które miały problem z uczęszczaniem do szkoły i z jakiegoś powodu odmawiały chodzenia do niej, np. dzieci lękowe, czy autystyczne wysoko funkcjonujące, w tym okresie - wbrew pozorom - dobrze funkcjonowały. Nie były bowiem narażone na dodatkowe bodźce: kontakty z rówieśnikami, czy wychodzenie do środowiska szkolnego. Można więc paradoksalnie powiedzieć, że skorzystały na pandemii. Praca zdalna bardzo im odpowiadała. Nie potrafię natomiast powiedzieć, co będzie po pandemii. Czy jednak nie wydłuży ona docelowo terapii również w tej grupie pacjentów.

Jakie mogą być pierwsze zwiastuny zaburzeń psychicznych u dziecka, czy nastolatka i kiedy rodzicom lub nauczycielom powinna „zapalić się czerwona lampka”?

Reagować należy zawsze wtedy, kiedy nagle zmienia się funkcjonowanie dziecka. Jeżeli do tej pory dobrze czuło się w roli ucznia, syna, córki, kolegi, koleżanki, przyjaciela, czy przyjaciółki, ale niespodziewanie przestało sobie radzić z tą rolą. Na przykład, niepokój powinno budzić wycofanie się dziecka z życia towarzyskiego, brak dbałości o higienę, niechęć wstawania z łóżka, zaburzenia apetytu, lekceważenie obowiązku szkolnego przez do tej pory pilnego ucznia, wręcz odwrotnie wyzywający sposób ubierania się, ostry makijaż itd. Wszelkie zmiany zachowania lub dziwaczne wypowiedzi wymagają reakcji najbliższych.

Na czym polega prowadzona przez panią reforma psychiatrii dzieci i młodzieży i co udało się zrobić?

To nie ja jestem autorem tej reformy. Rozpoczęła się ona w 2017 roku dzięki pracy i zaangażowaniu wielu osób m.in. byłego wiceministra zdrowia Zbigniewa Króla i obecnych wiceministrów: Józefy Szczurek-Żelazko, Waldemara Kraski i wielu innych osób zarówno z Departamentu Zdrowia Publicznego i Rodziny Ministerstwa Zdrowia, klinik, UKSW, a także przedstawicieli psychologów, psychoterapeutów oraz wybitnych psychiatrów z Januszem Heitzmanem na czele.

Podstawowym założeniem reformy jest wprowadzenie piramidy, w której bazą są znajdujące się najbliżej dziecka ośrodki środowiskowej opieki psychologicznej i psychoterapeutycznej, zaś wierzchołkiem – całodobowe oddziały psychiatryczne. Do tej pory pacjenci, którzy mają objawy zaburzeń psychicznych trafiają do izby przyjęć szpitala psychiatrycznego lub do oddziałów psychiatrycznych w innych szpitalach zamiast do przychodni, bo tam są długie kolejki. Izba przyjęć nie może jednak działać jako poradnia całodobowa. Dlatego tworzymy ośrodki środowiskowej opieki psychologicznej i psychoterapeutycznej. Stanowią one pierwszy stopień referencyjności nowego systemu.

Kto będzie leczył w tych ośrodkach?

Z założenia nie pracują w nich psychiatrzy tylko psycholodzy, psychoterapeuci i terapeuci środowiskowi dzieci i młodzieży. Trafiają tam dzieci, młodzież oraz rodzice. Ośrodek taki współpracuje z opieką społeczną, a przede wszystkim ze szkołami. Nauczyciele mogą zwrócić się do niego, jeżeli cokolwiek zaniepokoi ich w zachowaniu danego ucznia. Do tej pory udało się stworzyć 138 takich placówek, a docelowo będzie ich 300. Powinny być one kompatybilne ze szkolnymi poradniami psychologiczno-pedagogicznymi. Placówki środowiskowe działają trochę tak, jak terapeutyczny zespół mobilny, dlatego, że co najmniej 15 proc. wizyt w tym ośrodku musi odbywać się w środowisku pacjenta. To nie tylko np. uczeń przychodzi do tej placówki, ale również zespół psychologiczno-terapeutyczny przyjeżdża do niego, do jego szkoły, czy do ośrodka pomocy społecznej. Dla dużej części pacjentów taka pomoc jest wystarczająca i nie potrzebują oni już opieki psychiatrycznej.

 


A gdzie trafiają ci z objawami psychotycznymi?

Tacy pacjenci muszą już być objęci opieką psychiatry w poradni zdrowia psychicznego dla dzieci i młodzieży i np. leczeni farmakologicznie. To drugi stopień referencyjności. Jeśli stosowanie leków okazało się skuteczne, chory wraca do ośrodka środowiskowej opieki psychologicznej i psychoterapeutycznej. W innym przypadku kierowany jest do dziennego oddziału psychiatrycznego. Przechodzi tam terapię i uczy się jednocześnie w przyszpitalnej szkole. Jeżeli jego stan poprawi się, może wrócić do pierwszego poziomu referencyjnego. Trzeci poziom referencyjności, to jakby szczyt góry lodowej. Jest on przeznaczony tylko dla pacjentów, którzy wymagają hospitalizacji (leczenie szpitalne całodobowe pochłania ok. 80 proc. środków przeznaczonych na psychiatrię). Często trzeba im zweryfikować diagnozę, ustawić leczenie farmakologiczne. Pobyt w szpitalu musi być jednak ostatecznością. Na tym właśnie polega reforma, którą przeprowadzamy.

Jak scharakteryzowałaby pani współczesną młodzież funkcjonującą w dobie mediów społecznościowych i pozbawioną często wsparcia dorosłych?

Internet, to jest pewien wymóg cywilizacyjny i pokoleniowy. Jeżeli nie umiesz się nim posługiwać, poważnie ograniczasz możliwości funkcjonowania we współczesnym świecie - nawet nie kupisz sobie biletu na Pendolino. Nie uważam, że dostęp i możliwości pracy w sieci są problemem, ale fakt, że rodzice nie rozmawiają o tym z dziećmi i nie kontrolują tego zjawiska.

Młody człowiek nie zdaje sobie bowiem sprawy z niebezpieczeństw, które czyhają na niego w sieci. Często nawet nie wie jakim zagrożeniem jest np. hejt, a jak to robi wydaje mu się, że jest bezkarny. Z moich obserwacji wynika, że rodziny dobrze funkcjonujące poradziły sobie w okresie pandemii, ale w rodzinach dysfuncyjnych pandemia obnażyła wiele problemów.

Czy współczesna młodzież jest tolerancyjna w stosunku do rówieśników chorych psychicznie?

Mam kłopot, żeby odpowiedzieć na to pytanie, bo pracuję wyłącznie z młodzieżą, która potrzebuje wsparcia psychologicznego i psychiatrycznego. Podczas pobytu na oddziale dziennym, czy stacjonarnym nie widzę tej nietolerancji. Nie pracuję profilaktycznie ze zdrowymi dziećmi. To zadanie szkoły i rodziny, zadanie społeczne i edukacyjne. Muszę również powiedzieć, że w swojej praktyce klinicznej bardzo rzadko słyszę, że rówieśnicy np. śmieją się z kolegi/koleżanki chorych psychicznie, natomiast czasem może tak być w wyobraźni samego chorego. Ale wtedy jest to konsekwencją jego doznań chorobowych.

Dlaczego tylko około 450 psychiatrów dzieci i młodzieży pracuje w Polsce?

Jest to młoda specjalizacja, przez krótki okres była dwustopniową. Potem można było ją robić np. po psychiatrii, pediatrii, czy neurologii. Następnie można było ją zrobić tylko po psychiatrii. To był najgorszy okres dla rozwoju psychiatrii dzieci i młodzieży. Od kilku lat jest to już specjalizacja podstawowa, jednostopniowa. Wpisana została na listę specjalizacji priorytetowych. Coraz więcej młodych lekarzy ją wybiera. Muszę powiedzieć, że nie tylko Polska, ale cała Europa zmaga się z brakiem psychiatrów dziecięco - młodzieżowych.

Czy podejmowane są w tym zakresie jakieś konkretne działania?

Reforma tej gałęzi psychiatrii  prowadzona jest dwutorowo. Przedstawiłam już kwestię opieki nad pacjentem, czyli poziomy referencyjne leczenia. Tym drugim skrzydłem jest kształcenie kadr. Została utworzona nowa specjalizacja medyczna - psychoterapia dzieci i młodzieży, a w specjalizacji z psychologii klinicznej wyodrębniona została specjalizacja psychologia kliniczna dzieci i młodzieży. Szkolenia odbywają się w sześciu ośrodkach w kraju. W grudniu 2019 roku został rozstrzygnięty olbrzymi grant z Unii Europejskiej. Wsparciem w ramach tego projektu zostanie objętych około 970 osób. Osoby kształcące się w ramach realizowanego projektu nie płacą za naukę (z wyjątkiem np. terapii własnej). A szkolenie w zawodzie psychoterapeuty kosztuje tyle, co średniej klasy samochód.