"Bezpośrednio po wypadku do miejscowego szpitala przewieziono 68 osób, które poddane zostały badaniom. Indywidualnie do szpitala zgłosiły się 22 osoby. Większość uskarżała się na bóle głowy. Stan wszystkich poszkodowanych ulega poprawie, nie ma zagrożenia dla życia" - poinformował rzecznik wojewody.

Część poszkodowanych przetransportowano do szpitali: w Iławie (8 osób), Grudziądzu (20), Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej w Gdyni (2), Prabutach (4), Sztumie (4), Starogardzie Gd. (7), Malborku (13). W szpitalu w Kwidzynie pozostały 32 osoby.

Nowak poinformował, że część pacjentów została już wypisana ze szpitali, a większość wróci do swoich domów we wtorek w godzinach popołudniowych lub wieczornych.

Poszkodowani zostali wszyscy pracownicy nocnej zmiany. Do zdarzenia doszło po godz. 2 w nocy.

Dyżurny stanowiska kierowania Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Kwidzynie, st. ogniomistrz Sławomir Kłosiński poinformował we wtorek rano PAP, że przyczyną zatrucia były prawdopodobnie spaliny z wózków widłowych używanych w hali. Powiedział, że poszkodowani uskarżali się na bóle głowy i nudności. Strażacy na początku akcji stwierdzili w hali stężenie tlenku węgla na poziomie 225 ppm. Dopuszczalne stężenie tlenku węgla wynosi 26 ppm, a chwilowe dopuszczalne stężenie tlenku węgla to 158 ppm.

Szef Prokuratury Rejonowej w Kwidzynie Piotr Jankowski poinformował PAP, że wszczęte zostało śledztwo dotyczące narażenia życia lub zdrowia wielu osób w wyniku rozprzestrzenienia substancji trujących. Za przestępstwo to grozi od roku do 10 lat więzienia.

Jankowski powiedział, że już wstępne oględziny miejsca zdarzenia wykazały wiele nieprawidłowości.

"Trzy wózki widłowe, które wyglądają jak z epoki późnego Gierka, są zasilane gazem propan butan, gdy tymczasem - co już udało się ustalić - Sanepid nakazał wcześniej, aby były napędzane przez akumulatory. Poza tym, w hali, gdzie temperatura powietrza ma minus 20 stopni Celsjusza, stan wentylacji jest bardzo zły" - ocenił prokurator.

Powiedział też, że wszyscy pokrzywdzeni muszą być przesłuchani. "Przesłuchanie obejmie też oczywiście kierownictwo zakładu i osoby odpowiedzialne za jego funkcjonowanie" - dodał.

Do godz. 10 hala zakładu była wyłączona z użytku, trwało jej wietrzenie i monitorowanie poziomu tlenku węgla.

Rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Kwidzynie Bożena Schab powiedziała PAP, że rano "było jeszcze tak duże stężenie tlenku węgla, że policjanci nie mogli wejść do środka i wykonywać swoich czynności".

Pełnomocnik zarządu spółki Pamapol S.A., która jest właścicielem zakładów w Kwidzynie, Marcin Anaszewicz powiedział po południu PAP, że informacja o wznowieniu produkcji (wstrzymanej we wtorek - PAP) może być podana w środę około południa. "Spółka jest zainteresowana jak najszybszym wznowieniem produkcji, ale musimy robić to wszystko zgodnie z decyzjami określonych służb prowadzących czynności na terenie zakładów" - dodał. "Inspekcja pracy, prokuratura i policja prowadzą postępowania sprawdzające i dopiero jak zakończą swoje działania, to możliwe będzie wznowienie produkcji i wtedy niezwłocznie to zrobimy" - wyjaśnił.

Poproszony o komentarz w sprawie nieprawidłowości stwierdzonych na terenie zakładów przez prokuraturę powiedział, że "dziś komentowanie właściwie faktów medialnych jest trudne i ciężko się do nich odnosić". Podkreślił, że "dla spółki kluczowe będą protokoły sporządzane przez Inspekcję Pracy, prokuraturę, policję i sanepid, bo dopiero w tych dokumentach będą faktyczne przyczyny zdarzenia".

Podkreślił, że "dla spółki najważniejsze jest to, że do środy w szpitalach pozostanie tylko 24, spośród 93 hospitalizowanych pracowników". "Z informacji, które mamy, wynika, że w środę szpitale powinni opuścić pozostali pracownicy" - dodał.

 

W kwidzyńskich Zakładach Przetwórstwa Owocowo-Warzywnego pracuje ok. 300 osób. Zakłady na swej stronie internetowej informują, że są największym w kraju producentem groszku zielonego, który stanowi główny produkt wśród wytwarzanych w zakładzie mrożonek i konserw.(PAP)

bls/ rop/ bno/