Autonomia uczelni jest również gwarantowana przez ustawę o szkolnictwie wyższym i nauce, która nie daje ministrowi nauki szczególnych uprawnień w kwestii wpływania na proces kształcenia ani nie przyznaje mu uprawnień do podejmowania czynności nadzorczych ze wstrzymywaniem wykonywania przepisów o finansowaniu systemu szkolnictwa wyższego i nauki. Co nowy minister już zdążył zapowiedzieć.

 

Studenci protestują przeciwko zakazowi aborcji - minister zapowiada wyciągnięcie wniosków>>

 

Minister grozi odebraniem funduszy

Powołanie Przemysława Czarnka na szefa połączonego resortu nauki i edukacji wywołało obawy zarówno wśród naukowców, jak i specjalistów zajmujących się edukacją. Uznano to za wybór polityczny i ukierunkowany na dostosowanie oświaty i szkolnictwa wyższego do potrzeb „jedynej słusznej opcji”. Nastrojów nie uspokoił prezydent, który w przemówieniu przy okazji powoływania nowego ministra mówił o tym, że – choć autonomia uczelni powinna zostać zachowana, to „nie może ona polegać na samowładztwie”. Jak pokazały ostatnie wydarzenia związane z protestami przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego, minister z werwą zabrał się do pracy. W ostrych słowach skrytykował władze uczelni, które dały studentom godziny rektorskie w dniu, w którym miał się odbyć masowy protest. I na krytyce nie poprzestał, bo zagroził im utratą funduszy.

- Tam gdzie dochodzi do bezpośredniego łamania prawa i łamanie prawa jest absolutnie jednoznaczne, to wtedy możliwości są daleko idące, te administracyjne (…) ale proszę nie zapominać, że ja mam również – jako minister edukacji i nauki – kompetencje do rozdzielania środków inwestycyjnych dla uczelni, środków na badania, na granty – tłumaczył.

 


 

Wzbudziło to ogromny sprzeciw środowisk akademickich –  zaprotestowało m.in. Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP). W stanowisku podkreślono, że „środki publiczne, z których finansowane są badania naukowe i edukacja młodzieży winny być przyznawane przez ministerstwo i jego agendy wyłącznie w oparciu o kryteria merytoryczne". A działania ministra porównano do nacisków ideologicznych władz komunistycznych. Przeciwko wystąpieniom ministra zaprotestował również rzecznik praw obywatelskich, podkreślając, że jest to przykład bezprawnej ingerencji w autonomię uczelni wyższych.

- Nakłada to na władze obowiązek poszanowania autonomii i nieingerowania w działalność szkół wyższych. Z drugiej strony, autonomia umożliwia nieskrępowany rozwój badań naukowych i twórczości artystycznej oraz realizację prawa do nauki - tłumaczył RPO w wystąpieniu skierowanym do resortu edukacji i nauki.

 

Autonomia w Konstytucji

Ale ostatnie wydarzenia to nie wszystko – minister Czarnek ogólnie nie kryje, że nie podoba mu się polityka uczelni. Choć podkreśla, że jest ogromnym zwolennikiem swobody i wolności, to z wypowiedzi można wywnioskować, że ma własną definicję tego pojęcia. - Proszę zwrócić uwagę, że dzisiaj wolności nauki nie ma, dlatego, że tamta strona odmawia stronie konserwatywnej i stronie chrześcijańskiej, tym naukowcom, którzy bazują na myśli chrześcijańskiej,  prawa do wolnej nauki i bardzo często nie można zorganizować konferencji o tematyce pro-life czy o tematyce chrześcijańskiej, natomiast bardzo chętnie pozwalają rektorzy na organizowanie konferencji o tematyce lewicowo-liberalnej czy wręcz lewackiej - mówił minister w wywiadzie dla Polskiego Radia 24.

Takie spojrzenie na sprawę różni go nawet od poprzedników z tej samej opcji politycznej – Jarosław Gowin, który przeprowadzał reformę szkolnictwa wyższego podkreślał, że „położy się Rejtanem, jeżeli ktoś będzie próbował na uczelniach ograniczyć wolność słowa zwolennikom ideologii gender”. I faktycznie – ustawa o szkolnictwie wyższym i nauce (Ustawa 2.0) kładzie duży nacisk na wynikającą z art. 70 Konstytucji autonomię uczelni, choć oczywiście nie czyni ją wartością absolutną.

 

Minister nie może ręcznie sterować uczelnią

- W Ustawie 2.0 określenie „autonomia” występuje trzykrotnie – mówi Prawo.pl prof. Hubert Izdebski, autor komentarza do tego aktu prawnego. W preambule wśród pryncypiów wylicza się autonomię społeczności akademickiej, a następnie dwukrotnie mowa jest już o autonomii uczelni (którą uważa się tym samym za autonomię instytucjonalną): w art. 3 ust. 1 wyliczającym części składowe „podstawy systemu szkolnictwa wyższego i nauki” (art. 3 ust. 1) oraz w art. 9 ust. 1 parafrazującym art. 70 ust. 5 Konstytucji.

- W tym ostatnim artykule (w ust. 5) sformułowany jest podstawowy od strony negatywnej aspekt autonomii uczelni: organy władzy publicznej mogą podejmować rozstrzygnięcia dotyczące uczelni tylko w przypadkach przewidzianych ustawą – tłumaczy profesor.
Minister Edukacji i Nauki sprawuje nadzór nad uczelniami jedynie w zakresie zgodności z prawem, a więc nie z aktami wewnętrznymi uczelni, poczynając od statutów, które zgodnie z ustalonym orzecznictwem nie stanowią przepisów prawa – podkreśla. Dodaje, że ustawa nie zawiera przy tym jakiegokolwiek upoważnienia do powiązania przez ministra podejmowania czynności nadzorczych ze wstrzymywaniem wykonywania przepisów o finansowaniu systemu szkolnictwa wyższego i nauki, zawartych w rozdziale XII ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce.

 

Uczelnia i tak ograniczona biurokracją i finansowaniem

Wtóruje mu dr hab. Grzegorz Krawiec, prof. Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, który uważa, że ustawy określające zasady działania publicznych szkół wyższych muszą, w myśl cytowanego przepisu, respektować ich autonomię, tzn. nie mogą znosić istoty tej autonomii poprzez zupełne i wyczerpujące unormowanie wszystkich spraw, które określają pozycję studenta w państwowej szkole wyższej. - Uczelniom musi być pozostawiona sfera swobodnego decydowania o sprawach nauki i nauczania, z czym wiązać się też musi sfera swobodnego decydowania o sprawach organizacji wewnętrznej i składu władz, toku nauczania, przyjmowania i promowania studentów, a także określania niektórych ich praw i obowiązków (por. np. wyrok WSA w Bydgoszczy z 22 maja 2017 r., II SA/Bd 2/17) - mówi prof. Krawiec.

 


Przyznaje jednak, że sam system grantowy może wpływać na ograniczenie autonomii uczelni, bo premiowane są badania w określonych dziedzinach. Podobnie, jak w przypadku „powiązania nauki z biznesem”, bo sprawia to, że finansuje się tylko badania, które mogą przynieść zysk. Profesor dodaje, że – nawet bez ingerencji nowego ministra – pewne obowiązki nałożone na uczelnie budzą wątpliwości.

- Patrząc na dzisiejsze realia (gdzie ustalać trzeba tak zwane karty kursu, w których umieszcza się ściśle informacje dotyczące metod prowadzenia zajęć), stwierdzić można, że wolność ta jest ograniczona. Wprowadzanie „kart kursów” i innej zbędnej biurokracji ma de facto na celu permanentną kontrolę nad procesem naukowym i dydaktycznym. Jeżeli nauczyciel akademicki odpowiada za choćby niewielkie odejście od „karty kursu” to wolność jest tylko fikcją – konstatuje prof. Krawiec.