Po tragicznej śmierci Pawła Adamowicza wiele szkół zdecydowało się na zorganizowanie lekcji na temat mowy nienawiści i przemocy w internecie. Wzbudziło to oburzenie części rodziców, którym z pomocą - jak to już wcześniej bywało w takich przypadkach - przyszedł Instytut Prawny Ordo Iuris. Zbiera on podpisy pod petycją wyrażającą sprzeciw wobec organizacji takich zajęć w warszawskich szkołach.
Wsparcie tego sposobu myślenia przyszło też ze strony szefowej MEN. - Wszelkie organizowane w szkole warsztaty muszą być konsultowane z rodzicami, ponieważ gwarantuje im to prawo oświatowe - powiedziała w czwartek minister edukacji Anna Zalewska, odnosząc się do zapowiadanych lekcji na temat mowy nienawiści.

 


 

Szkoła wychowuje

O tym, że szkoła pełni również rolę wychowawczą przesądza art. 1 ustawy - Prawo oświatowe, który stwierdza, że taki właśnie jest jeden z celów systemu oświaty, co oczywiście nie wyłącza wynikającego z art. 48 Konstytucji prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem. I rodzice mają narzędzie, by wywierać wpływ na szkołę, określając, jak powinna ona realizować swoją funkcję wychowawczą. Jak mówi Prawo.pl Wojciech Starzyński, prezes zarządu Fundacji „Rodzice Szkole”, służy temu m.in. program profilaktyczno-wychowawczy uchwalany przez radę rodziców w porozumieniu z radą pedagogiczną.

- Zdaniem szefowej MEN, w nowych podstawach programowych słowa takie jak "tolerancja, uczciwość, dyskusja i szacunek do drugiego człowieka" są obecne nie tylko na godzinach wychowawczych, ale na każdym przedmiocie. - Mamy program wychowawczo-profilaktyczny, który jest ustalany z rodzicami. Uczymy dzieci wolontariatu, zawiązują się różne grupy, które w sposób fantastyczny służą społeczeństwu i sobie nawzajem. Wreszcie mamy scenariusze lekcji, mamy godziny wychowawcze, mamy Ośrodek Rozwoju Edukacji. Uważam - i tak mówi każdy metodyk, każdy psycholog i pedagog, który zajmuje się dzieckiem - że to musi być systematyczne i systemowe nauczanie dzieci - oceniła Zalewska w radiowej Trójce.

 

Lekcja o prawach osób LGBT tylko za zgodą rodziców uczniów?>>


- Co więcej przepisy prawa oświatowego wymagają zgody rodziców uczniów na lekcje i zajęcia, które prowadzą organizacje i  osoby spoza szkoły. Bardziej sporną kwestią są sytuacje, gdy pewne – kontrowersyjne dla niektórych rodziców – kwestie są poruszane przez nauczyciela, np. na godzinie wychowawczej. Tu brakuje klarownych przepisów, powinniśmy zatem szukać konsensusu, co i dla rodziców stanowi ważną lekcję demokracji - tłumaczy - Utarta praktyka i dobry obyczaj powinny umożliwiać rodzicom wyłączenie dzieci z procesu, który jest sprzeczny z ich światopoglądem. To wynika z Konstytucji i z ducha prawa, o czym się u nas często zapomina - dodaje. Tematy poruszane na godzinach wychowawczych powinny być zgodne z programem wychowawczo-profilaktycznym.

 

Dodatkowe treści za zgodą rodziców

Wiele kontrowersji wzbudzają lekcje realizowane przez podmioty zewnętrzne - potrzeba na to zgody rady rodziców, co określa art. 86 Prawa oświatowego. Taki problem pojawił się niedawno przy organizacji akcji "Tęczowy Piątek". Część szkół biorących udział w inicjatywie według rodziców uczniów nie dopełniła tej formalności. Jak podkreśliła wtedy rzeczniczka MEN Anna Ostrowska, rodzice mają prawo do decydowania o tym, jakie treści wychowawcze są przekazywane ich dzieciom w szkole.  Dodała, że treści te muszą być również zgodne z programem wychowawczo-profilaktycznym, uchwalanym przez radę rodziców, szkoła musi przestrzegać prawa. Wiceminister edukacji Marzena Machałek zachęciła natomiast rodziców, by sprawy zgłaszali do kuratoriów.

 

Jak tłumaczy serwisowi Prawo.pl prof. Antoni Jeżowski, rozporządzenie określające podstawę programową, daje rodzicom uczniów wpływ na niektóre treści nauczane w szkole i to na każdym etapie edukacyjnym. Jednym z zadań przedszkola i szkoły w klasach I-III jest systematyczne uzupełnianie, za zgodą rodziców, realizowanych treści wychowawczych o nowe zagadnienia, wynikające z pojawienia się w otoczeniu dziecka zmian i zjawisk istotnych dla jego bezpieczeństwa i harmonijnego rozwoju.

W klasach IV-VIII można natomiast – za zgodą rady pedagogicznej i rodziców – realizować niektóre treści nauczania poprzez lekcje organizowane we współpracy z poradniami psychologiczno-pedagogicznymi, instytucjami oferującymi usługi poradnictwa zawodowego oraz organizacjami pozarządowymi.

 

Problem z lekcjami o mowie nienawiści

- Program ten służy wprowadzeniu do edukacji treści skrajnie zideologizowanych. Sprzeciwia się on wychowaniu dzieci i młodzieży w duchu wartości takich jak tożsamość małżeństwa i rodziny, tożsamość narodowa, czy rola religii w życiu społecznym. Założenia programu sprzeciwiają się poglądom wielu rodziców, dlatego powinni mieć oni możliwość wyboru, czy ich dzieci będą uczestniczyły w tych zajęciach” -  komentuje pomysł organizacji lekcji o mowie nienawiści dr Tymoteusz Zych z Zarządu Ordo Iuris.

 

Pomysł organizacji takich zajęć przez samorządy faktycznie wywołał kontrowersje wśród niektórych rodziców. Chodzi przede wszystkim o nieprecyzyjną definicję pojęcia: "mowa nienawiści", czasem niezgodną ze światopoglądem rodziców uczniów.
- W swojej karierze dyrektora nie spotkałem się z taką sytuacją, by rodzice protestowali przeciwko jakimś lekcjom - mówi Prawo.pl Krzysztof Durnaś, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 35 w Łodzi - Takie treści, jak walka z cyberprzemocą czy hejtem są wpisane do programu profilaktyczno-wychowawczego, który przecież uchwala rada rodziców w porozumieniu z radą pedagogiczną. Część treści znajduje się też w podstawie programowej, np. WOS, gdzie mowa jest o społecznej naturze człowieka, kształtowaniu postaw obywatelskich, mediach.  Po ostatnich wydarzeniach w Gdańsku właśnie na WOS zorganizowaliśmy lekcję otwartą poświęconą mowie nienawiści, cieszyła się ona ogromnym zainteresowaniem, również wśród rodziców – wzięło w niej udział 70 osób, a inicjatywa spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem - dodaje.

 

Problem na poziomie Konstytucji

O ile rodzic ma możliwość wpływania w jakimś stopniu na zajęcia nieobowiązkowe, to już nie bardzo może modyfikować treści nauczane na obowiązkowych lekcjach. Pewne elementy edukacji równościowej znajdują się w podstawie programowej. Przykładowo wyedukowany uczeń - jak stanowi rozporządzenie -  po lekcjach wiedzy o społeczeństwie musi umieć wyjaśnić, czym są prawa człowieka i uzasadnić ich znaczenie we współczesnej demokracji. Ma też potrafić definiować zasady: większości, pluralizmu i poszanowania praw mniejszości w państwie demokratycznym.

 

Rodzice, którzy sprzeciwiają się organizacji lekcji poświęconych mowie nienawiści, powołują się na art. 48 Konstytucji, według którego rodzic ma prawo wychowywać dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem. Jak tłumaczy prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, takie prawo rodziców nie ma charakteru absolutnego.


- Trzeba to zestawić z innymi zapisami Konstytucji i wartościami, na których opiera się demokratyczne państwo prawa, a także z art. 70 statuującym obowiązek szkolny - tłumaczy prof. Piotrowski, dodaje, że Konstytucja gwarantuje ochronę przed mową nienawiści, bo jedną za wartość poczytuje relacje międzyludzkie oparte na wzajemnym szacunku - Z tego prawa nie wynika, że przekazywana w szkole wiedza będzie zgodna z przekonaniami rodzica, zwłaszcza że nie ma przeszkód, by rodzic samodzielnie uzupełnił wiedzę dziecka lub zapisał je do szkoły, która lepiej odpowiada jego przekonaniom. Trafnie wydobył to Trybunał Konstytucyjny w wyroku o sygnaturze K 11/03, formułując tezę, że Konstytucja nie może gwarantować, i nie gwarantuje, że wiedza przekazywana w szkole będzie zgodna z przekonaniami rodziców. - podkreśla. Za nadużycie uznaje też argument podnoszony przy takich okazjach, że art. 18 Konstytucji, przewidując szczególną ochronę małżeństwa kobiety i mężczyzny, wyklucza związki jednopłciowe i można na nim oprzeć zakaz poruszania tej tematyki w szkołach.

 

Podobnego zdania jest dr hab. Mateusz Pilich, autor komentarza do Prawa oświatowego, problem jest złożony i dotyka gwarancji konstytucyjnych.
- Moim zdaniem każde odczytanie Konstytucji i Prawa oświatowego jest możliwe, zależnie od tego, jakie mamy tak naprawdę przekonania. To jest kwestia polityczna - podkreślał  dr Pilich - Oczywiście ja, jako osoba o poglądach na wskroś liberalnych, gotów byłbym bronić tezy, że nie można absolutnie ograniczyć szkole prawa do przekazywania treści nawet sprzecznych ze światopoglądem rodziców. Ci ostatni mogą np. wierzyć, że światem rządzi międzynarodowy spisek żydowsko-masoński, a Ziemia jest centrum wszechświata i została stworzona cztery tysiące lat przed naszą erą. Jest oczywiste, że szkoła nie ma obowiązku na tej podstawie np. eliminować teorii ewolucjonizmu z programu nauczania przyrody czy biologii tak, aby rodzic-bigot czuł się komfortowo - dodaje.

 

Zgoda na  nieobowiązkowe lekcje

Rodzic lub pełnoletni uczeń muszą wyrazić zgodę na udział w lekcjach: religii, etyki i wychowania do życia w rodzinie. Rozporządzenie w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii stanowi, że lekcje religii organizuje się na życzenie rodziców lub pełnoletnich uczniów. Problematyczny często okazuje się jednak sposób, w jaki szkoły zbierają informacje o tym, czy uczniowie będą uczęszczać na te zajęcia. Kontrowersje budziły zwłaszcza sytuacje, gdy placówki z góry zakładały, że wszyscy uczniowie chcą uczestniczyć w katechezie, i żądały od rodziców, których dzieci nie będą chodzić na te lekcje, złożenia w tej sprawie deklaracji.

 

Tymczasem szkoła powinna odebrać od rodziców ucznia (lub pełnoletniego ucznia) pisemne oświadczenie (§ 1 ust. 2 r.n.r.) wyrażające wolę uczestniczenia w lekcjach religii. Oświadczenie to nie musi być ponawiane w kolejnym roku szkolnym. Szkoła nie może określać w regulaminie terminu wycofania chęci uczestnictwa w katechezach ani wymagać, by miało to szczególnie sformalizowany charakter. Zatem szkoła nie może zamieścić w regulaminie zapisu pozwalającego rodzicom wypisać dziecko z religii tylko np. do końca września, bo będzie on niezgodny z prawem.