Problem wcale nie jest marginalny. Niektóre rady rodziców wprost prześcigają się w sposobach zachęcania i koniec końców "ściągania" wpłat od rodziców. Marchewką są nagrody dla klas, w których 100 proc. rodziców je reguluje, swoistym batem "listy wstydu" z nazwiskami tych, którzy nie zapłacili. Niektóre praktykują też choćby motywacyjne pogawędki - tyle, że nie ma przepisów, które byłyby do tego podstawą. 

Czemu rodzice nie płacą? Powody bywają różne. Począwszy od tego, że w obecnej sytuacji i 100 zł na dziecko bywa dla rodzinnego budżetu kłopotliwe, skończywszy na sposobie wykorzystania przez radę pieniędzy. 

- We wrześniu rada rodziców zdecydowała, że ponieważ jest pandemia, zainwestuje w wideofon przy wejściu do szkoły, aby łatwiej było kontrolować, kto wchodzi na teren placówki - koszt kilka tysięcy złotych. Pomysł ponoć pojawił się zdecydowanie wcześniej, ale finalizowano go teraz i to akurat wtedy kiedy zamykano szkołę - mówi matka siedmiolatka z Białegostoku. I ona i pozostali rodzice nie są zadowoleni ze skutków zakupu.  "Zabezpieczone" są bowiem jedynie jedne drzwi, a dzieci i tak wpuszczane są do szkoły przez panią woźną, tłocząc się  przy wejściu. 

Rady rodziców już z własnym kontem, ale wciąż bez precyzyjnych regulacji>>

Metoda kija i marchewki

O ile jednak rozmówcy Prawo.pl są w stanie zaakceptować, że rada rodziców - skądinąd ich reprezentująca może decydować o celach budżetowych, o tyle nie podoba im się sposób na wyegzekwowanie wpłat od maruderów. 

Czytaj w LEX: Zadania rady rodziców w szkole i przedszkolu >

- Do wideofonu pewnie się przyzwyczaimy, ale prawda jest taka, że w tym momencie nie mam ochoty dorzucać się do tego typu zakupów, tym bardziej, że podobnie jak wielu innych rodziców jestem w trudnej sytuacji finansowej. Jeszcze bardziej irytujące są niekończące się naciski odgórne na płacenie składek, mimo braku deklaracji, począwszy od marchewki w postaci tekstów "o inwestycji" w dzieci, po listy wstydu - czyli wykazy osób, które jeszcze nie wpłaciły – mówi matka ucznia.

Czytaj w LEX: Gospodarka finansowa Rady Rodziców w powiązaniu z gospodarką finansową placówki >

 


Z kolei ojciec dziesięciolatka z Lublina, który jest przewodniczącym jednej z trójek klasowych, mówi że dostał od rady instrukcje, że ma porozmawiać z tymi, którzy nie zapłacili. - Przekazano mi, że powinienem "delikatnie" zapytać takiego rodzica, z czego wynika jego niechęć do wpłacania pieniędzy, wyjaśnić zalety wpłat i zachęcać do jak najszybszego uregulowania ustalonej kwoty. Mam starszą córką, już w liceum. Za jej czasów, na początku roku wypełnialiśmy deklaracje, kto ile może wpłacić, bo chodziło o orientacyjne określenie budżetu. Jeśli ktoś nie chciał, nie wypełniał. Nikt nikogo z tego nie rozliczał - dodaje.  I zaznacza, że w szkole trwa swoista rywalizacja między niektórymi klasami o to ile pieniędzy zbiorą od rodziców, a niektóre przedsiębiorcze trójki "stają na rzęsach" by było 100 proc.

Czytaj w LEX: Środki zgromadzone na rachunku rady rodziców – opodatkowanie odsetek >

Kolejna z matek mówi wprost, że już od dwóch miesięcy dostaje informacje od "trójki" klasowej, że "jako jedna z nielicznych nie wpłaciła na radę". - Mało tego w grudniu włączono w to wychowawczynie naszej klasy. Nieco zawstydzona, na jednym z zebrań przypomniała o wpłatach i powiedziała, że jeszcze kilkoro rodziców z nimi - cytuje - zalega. Informacja wpłynęła też na librusa i na mojego maila - dodaje. Nie ukrywa, że nie płaci z czystej przekory. - Mogę zrozumieć, że jest to ważne, ale nie mogę zrozumieć sposobu w jaki się nas traktuje. Wolę zapłacić również nieobowiązkową i co miesięczną składkę na świetlice - dodaje.

Szkolne wojny - rodzic kontratakuje>>

To nie jest żadne zobowiązanie

Choć od lat istnieje problem ze statusem szkolnej rady rodziców, a co za tym idzie, czy ma ona zdolność do czynności prawnej  – jedna kwestia jest jasna, składki na jej funkcjonowanie i dokonywane przez nią zakupy są dobrowolne. - Wynika to wprost z art. 84 ust. 6 - Prawa Oświatowego – mówi Prawo.pl radca prawny Robert Kamionowski. – Sytuacji nie zmieni nawet zebranie przez radę deklaracji rodziców o tym, że zamierzają wpłacić jakąś określoną kwotę. W sensie cywilnoprawnym nie mogą być one podstawą do występowania z roszczeniami na drodze sądowej – mówi prawnik.

Czytaj w LEX: Zdalne posiedzenia rady pedagogicznej, rady rodziców i innych organów szkoły >

Tego samego zdania jest adwokat Joanna Parafianowicz. - Deklaracja nie jest twardym zobowiązaniem, na podstawie którego można pójść do sądu i żądać zasądzenia określonej kwoty – tłumaczy. – Zresztą w ogóle w przypadku rady rodziców byłoby to raczej trudne, bo przecież – jak wynika z orzecznictwa NSA – nie ma ona zdolności sądowej – podkreśla prawniczka.

Sprawdź w LEX: Czy szkoła ma obowiązek wydłużyć czas pracy świetlicy na wniosek kilku rodziców? >

Listy wstydu na bakier z prawem

Mec. Kamionowski podkreśla, że rada rodziców nie ma żadnej osobowości prawnej, ma charakter pomocniczy, społeczny. - Oznacza to, że trudno nawet byłoby zawrzeć umowę lub zaciągnąć zobowiązanie. To bardziej kwestia dżentelmeńskiej umowy, dlatego ewentualne działanie rady powinno opierać się na poczuciu solidarności, wspólnego interesu – tłumaczy. Dodaje, że choć rada ma kompetencje do tego, by wysokość składek ustalać w swoim regulaminie lub uchwale, ale nawet takie zapisy nie sprawią, że da się ściągnąć przymusowo składkę od niepłacącego rodzica.

Sprawdź w LEX: Czy jest zgodne z prawem, żeby rada rodziców w uchwale podjęła decyzję, że jedynką klasową nie może zostać pracownik szkoły? >

Adwokat Joanna Parafianowicz zauważa natomiast, że rada rodziców nie jest samorządem i nie ma podstaw do ustalenia jakichkolwiek składek odgórnie, w regulaminie. W świetle tej wiedzy, bardzo problematycznym działaniem jest nachalne żądanie od rodziców, by składali się na zakupy – zwłaszcza gdy wyrażali wobec nich głośny sprzeciw.

 


Wysyłanie wezwań do zapłaty, grożenie sądem, naciski w postaci „list wstydu”, na których znajdą się nazwiska niepłacących rodziców – nadgorliwość w „windykowaniu” składek, może nie popłacać. Jak wskazuje mec. Parafianowicz, upublicznianie danych o zalegających ze składkami osób będzie na bakier z przepisami ochronie danych osobowych.

- Nie ma żadnych podstaw do tworzenia takich list, jest to absolutnie niedopuszczalne działanie. – tłumaczy mec. Kamionowski -  Oprócz naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych, takie listy mogą naruszać dobra osobiste osób, które się na nich znajdą – dodaje prawnik.

Sprawdź w LEX: W jakich sprawach dyrektor szkoły publicznej powinien występować do rady rodziców o opinię?  >