O funkcjonowaniu i zaletach Zintegrowanego Systemu Kwalifikacji mówiła podczas V Kongresu Edukacja i Rozwój, zorganizowanego przez Wolters Kluwer, Dobrochna Lama z Instytutu Badań Edukacyjnych. Jednym z założeń wdrożenia nowych regulacji było ujednolicenie zasad uznawania kwalifikacji w całej Unii Europejskiej tak, by ułatwić pracodawcom szybką weryfikację umiejętności pracowników, którzy kształcili się w innych krajach. Ale nie jest to jedyny efekt wprowadzenia nowych przepisów, mogą być też receptą na ukrócenie słabej jakości szkoleń, które stanowią plagę na rynku pracy.

 

 


 

Certyfikat za 50 zł

W internecie roi się od ofert tanich szkoleń zakończonych zdobyciem certyfikatu. Za kilkadziesiąt złotych można zdobyć dyplom coacha, trenera osobistego, instruktora dietetyki lub kucharza. Jakość takich kursów jest na ogół wątpliwa, obejmują też różne programy. 

- Problem z certyfikatami czy dyplomami polega na tym, że dają mało wiedzy o tym, czego nauczył się uczestnik - mówiła Dobrochna Lama - Co innego certyfikaty, które powiązane są ze Zintegrowanym Systemem Kwalifikacji. - Są one jednoznaczne, pracodawca może zajrzeć do rejestru i sprawdzić, co umie osoba legitymująca się dokumentem - tłumaczyła.  Dodała, że metody walidacji kwalifikacji są tak opisane w systemie, by kompleksowo weryfikowały, czy pracownik posiada odpowiednie kompetencje.

 

Decydują praktycy

Kwalifikacje podzielono na pełne (te, które zdobywa się w szkole lub na studiach) oraz cząstkowe (na kursach i studiach podyplomowych). Opisy do systemu mogą zgłaszać też firmy, co jest ukłonem w stronę pracodawców, bo to oni definiują, jaką wiedzę ma mieć potencjalny pracownik - obecnie zgłoszono już 9615 kwalifikacji. Razem z opisem zgłaszana jest też metoda potwierdzania umiejętności.

 

- Może być to doświadczenie, portfolio, doświadczenie - tłumaczyła Dobrochna Lama. Czasem można też przesłać nagranie np. z przeprowadzonej rozmowy lub lekcji. To też szansa dla osób, których nie interesuje żadna forma formalnej edukacji, bo wolą korzystać z otwartych zasobów. Mają szansę łatwo potwierdzić zdobyte umiejętności. 

 

Nie ma monopolu na kształcenie

- W momencie, kiedy podmiot opisuje kwalifikacje, często występuje o to, by być instytucją certyfikującą - tłumaczyła prelegentka. Dodała jednak, że wcale nie oznacza to, że firma zyska monopol na szkolenie pracowników.  Nad przejrzystością i prawidłowością całego procesu czuwać ma MEN, który ma cztery miesiące na rozpatrzenie wniosku o rejestrację kwalifikacji rynkowej, a prawidłowość wniosku konsultuje z zainteresowanymi podmiotami.

Nie oznacza to, że nie pojawiają się żadne problemy związane ze zgłaszaniem kwalifikacji. Było tak w przypadku firmy produkującej lakiery do paznokci, która zgłosiła do systemu opis kwalifikacji: stylizacja paznokci. Oburzenie wyraziło jedno ze stowarzyszeń zrzeszających stylistki - zdaniem protestujących przeciwko uwzględnieniu wniosku, zawodu nie da się nauczyć w trzy miesiące, jak było to w opisie przedstawionym przez przedsiębiorcę. 

 

Hybrydy z ulicy - spór o kwalifikacje do stylizacji paznokci>>