- W wielu gminach na skutek pandemii powstały rady dyrektorów, które wraz z urzędnikami wypracowały nowy system kontroli i rozliczania nauczycieli z pracy, który wymusza na nauczycielach konkretną liczbę godzin pracy przy komputerze, aby wypracować godziny z etatu - piszą Tomasz i Karolina Elbanowscy. Dodają, że przy takiej organizacji pracy nie ma mowy o dostosowaniu zdalnej edukacji do możliwości dzieci i rodziców.

Praca zdalna nie wyklucza wynagrodzenia za godziny ponadwymiarowe>>
 

Kontrolowanie nauczycieli utrudnia zdalną pracę

- To dezorganizuje samą zdalną edukację dzieci w domu, bo zmusza także uczniów do odbycia określonej liczby godzin przed komputerem. W tej sytuacji opisana przez MEiN w poradniku do zdalnej edukacji (Poradnik z marca 2020) strategia dostosowania zdalnej edukacji do możliwości organizacyjnych, technologicznych w rodzinach w ogóle nie występuje. Gminy i dyrektorzy narzucają rygorystyczny wręcz plan zajęć uczniów, którego celem nie jest nauka, ale kontrola pracy nauczycieli. Nauczyciele codziennie zdają sprawozdania z odbytych lekcji. Jako przykład podajemy nauczyciela plastyki, który pracuje w kilku szkołach, w dziewięciu klasach i codziennie ma obowiązek przesłać do Urzędu Miasta sprawozdania z lekcji oraz zdjęcia prac plastycznych uczniów - podkreślają Elbanowscy. I apelują o zmiany w tym zakresie - uważając, że konieczna jest w szczególności zmiana, z inicjatywy Ministerstwa Edukacji i Nauki, systemu finansowania i rozliczania przez gminy pracy nauczycieli, tak aby nie byli zmuszani wraz z uczniami do odbycia określonej liczby godzin przed komputerem.

  


Decyduje dyrektor

To nie gmina, a dyrektor decyduje o tym, jak rozliczany jest czas pracy nauczyciela - przesądza o tym par. 7 ust. 2 rozporządzenia regulującego pracę szkół w czasie zawieszenia zajęć (Dz. U. poz. 493).  Resort uznał, że przy zróżnicowaniu potrzeb szkół w różnych zakątkach kraju nie da się ujednolicić zasad pracy w poszczególnych szkołach. Choć faktycznie niektóre gminy miały pomysły, by lepiej kontrolować pracę pedagogów i wydawały zarządzenia dotyczące ewidencjonowania pracy, to nie miały ku temu podstaw prawnych.

 - Powołują się - niesłusznie - na art. 10 i 57 ustawy - Prawo oświatowe w zw. z par. 6 ust. 2 wspomnianego rozporządzenia, ale w żadnym razie takiej delegacji ustawowej tam nie ma - tłumaczył Prawo.pl Krzysztof Lisowski, prawnik specjalizujący się w prawie oświatowym - Z przepisów rozporządzenia wynika jedynie, że organ prowadzący wspomaga jednostki systemu oświaty w organizacji kształcenia z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość lub innego sposobu kształcenia. - „Wspomaga” - a więc „udziela pomocy”, „wspiera”, „ułatwia”, co wskazuje na pomocniczy charakter kompetencji. Nie daje podstawy do jednostronnego zarządzania w sposób władczy - mówił.
 

Nauczyciele przeciążeni pracą

Badania - jak wynika z raportu „PowerED. Jak przeciwdziałać wykluczeniom w edukacji?” - wskazują, że nauczyciele czują się przeciążeni, obarczeni zbyt rozległymi obowiązkami administracyjnymi i odpowiedzialnością za dobrostan uczniów. A zdalne nauczanie tylko pogłębiło ten problem - nauczyciele często wspominali, że czują się, jakby nigdy nie wychodzili z pracy, a uczniowie spędzali całe dnie „przyklejeni” do ekranów.

Jak mówi Marek Pleśniar, dyrektor Biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, po przejściu szkół w zdalne nauczanie pedagodzy pracują dużo dłużej. Więcej czasu muszą poświęcać na sprawdzenie prac, niektóre czynności zajmują im dużo więcej czasu, niż w trybie stacjonarnym.

- Jeżeli chodzi o ewidencjonowanie pracy, to nie wydaje mi się, żeby dominującą praktyką było wymaganie od nauczycieli szczegółowych sprawozdań, zresztą te akurat mogłyby okazać się dla gmin zgubne, bo tych godzin pracy byłoby w nich o wiele więcej. Nie sądzę, by wielu dyrektorów stosowało taką praktykę. To raczej kwestia planu zajęć i konieczności realizowania podstawy programowej - tłumaczy Marek Pleśniar.