Resort edukacji ogłosił, że szkoły od września wznawiają działanie w tradycyjny sposób. Mają przy tym stosować się do wytycznych GIS i resortu zdrowia. W przyszłym tygodniu pojawią się natomiast rozporządzenia, które doprecyzują uprawnienia dyrektora związane ze zdalnym nauczaniem.

Wytyczne dla szkół: Uczeń bez maseczki, ale z obowiązkiem dezynfekowania rąk>>

 

Przy dużym zagrożeniu praca zdalna

Dyrektor szkoły lub placówki będzie mógł zawiesić zajęcia ze względu na aktualną sytuację epidemiologiczną, która może zagrażać zdrowiu uczniów. Zawieszenie będzie obwarowane uzyskaniem zgody organu prowadzącego oraz pozytywnej opinii Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego. Utrzymane zostaną dotychczasowe rozwiązania oraz dodana zostanie możliwość realizacji kształcenia w systemie mieszanym (hybrydowym).

 


 

- Właściwie to niewiele się dowiedzieliśmy - ocenia Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP. - MEN nie wykorzystało w żaden sposób czasu, który miało na przygotowanie się do nowej sytuacji. Nie chciałbym, by do tego doszło, ale odnoszę wrażenie, że funkcjonowanie szkół od nowego roku szkolnego może być wolną amerykanką, a skutki obciążą rodziców, nauczycieli i uczniów - ocenia.

 

Problem z zajęciami dodatkowymi

- Z tworzeniem procedur czekaliśmy na wytyczne GIS i na decyzję MEN o tym, jak ma wyglądać powrót uczniów po wakacjach. Musimy opracować procedury przyprowadzania uczniów do szkoły, odbywania zajęć i to biorąc pod uwagę finanse, jakimi dysponujemy - mówi Marek Pleśniar, dyrektor Biura Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. - We wszystkich istotnych sprawach dotyczących nowego roku szkolnego brakuje konsultacji. MEN nikogo o nic nie pyta, nie widzi więc też problemów i wyzwań w dłuższej perspektywie. Takie przywództwo by się przydało, bo to świadczy o tym, że to wszystko jest na poziomie takiej doraźnej reaktywności - tłumaczy.

 


 

Problemem może być choćby zorganizowanie mniejszych grup uczniów - choć zalecenia bardzo miękko określają tę kwestie, GIS radzi, by szkoły w miarę możliwości zadbały o to, by uczniowie spotykali się w jak najmniejszym zakresie. - Dyrektorzy prawdopodobnie będą wybierać, które zajęcia uczniowie będą mieć zdalnie, a które w szkole. Tu może pojawić się problem, bo wielu nauczycieli ma już ponad 60 lat, co sprawia, że są w grupie zagrożenia. Bardzo trudno będzie odbywać zajęcia bez podziału na grupy, a tu trzeba będzie wyłożyć pieniądze na godziny ponadwymiarowe. Jeżeli nawet fundusze się znajdą, to odbije się to na zajęciach dodatkowych, te - moim zdaniem - znikną całkowicie - podkreśla Marek Pleśniar.

Podobnego zdania jest Krzysztof Baszczyński, który podkreśla, że zajęcia dodatkowe najprawdopodobniej znikną, bo nie będzie ich z czego sfinansować. Tym bardziej, że samorządy nie dostaną dodatkowych pieniędzy na pokrycie kosztów związanych z samą pandemią - choćby zapewnieniem środków do dezynfekcji i maseczek.

 

Rodzic bez zasiłku, uczeń z gorszym wynikiem na egzaminie

- Musimy też zadbać o komunikację z rodzicami, żeby wiedzieli oni, na jakich zasadach będziemy zawieszać zajęcia w przypadku, gdy pojawi się jakieś zagrożenie. Tak czy inaczej, wątpię, by ktokolwiek był zadowolony z nowych rozwiązań. Nawet jeżeli uczniowie wrócą do szkół, to można zapomnieć, że będzie się to odbywać tak sprawnie, jak dotychczas - ocenia Marek Pleśniar.

I faktycznie, zasady organizowania nauczania zdalnego i hybrydowego nie są na razie do końca precyzyjne. Próżno też szukać informacji o tym, czy rodzic w przypadku przejścia tylko jednej konkretnej szkoły w tryb zdalny może liczyć na zasiłek. MEN w tej sprawie odsyła do resortu pracy. Jak zauważa Krzysztof Baszczyński, postawi to dyrektora szkoły pomiędzy młotem a kowadłem, bo wielu rodziców nie będzie zadowolonych z decyzji o zawieszeniu placówki, bo opieka nad dzieckiem utrudnia lub uniemożliwia im pracę.

Rodzice uczniów już zapowiadają, że sprawy tak po prostu nie odpuszczą. Już 22 sierpnia pod siedzibą Ministerstwa Edukacji Narodowej odbędzie się protest przeciwko nauce zdalnej. Powodem przygotowywanego zgromadzenia jest chaos informacyjny, za którym, zdaniem organizatorów, stoi rząd.

 


 

Ale pandemia i zdalne nauczanie mocno odbije się też na samych uczniach, bo - jak wskazuje prezes ZNP - MEN nie rozstrzygnęło nawet tak elementarnej kwestii jak przebywanie ucznia na kwarantannie. Dodatkowo przeładowana podstawa programowa, której zmianę postuluje się od dawna, jest niemożliwa do zrealizowania, gdy nauczanie prowadzone jest w formie zdalnej. - Od dawna postulowaliśmy zmiany w podstawie, jednak póki co przeszło to bez echa. Tymczasem wymaga ona szybkich zmian - choćby ze względu na egzaminy. Jeżeli w przyszłym roku będą obejmować zadania z całej podstawy programowej, to ich wyniki mogą mocno się pogorszyć - uważa Marek Pleśniar.