Józef Kielar: Czy OZZL nadal podtrzymuje stanowisko w sprawie ograniczenia czasu pracy lekarzy m. in. poprzez wprowadzenie zakazu konkurencji do umów z publicznymi placówkami medycznymi ?

Krzysztof Bukiel: W ocenie Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy nadmiernie długa praca lekarzy stanowi zagrożenie tak dla samych lekarzy, jak i dla pacjentów. 

Dlaczego dyrektorzy publicznych placówek medycznych, borykający się z chronicznym brakiem lekarzy, nie podpisują z nimi umów o zakazie konkurencji?

Przyczyną jest prawdopodobnie to, że lekarze którzy mieliby podpisać zgodę na niepodejmowanie zatrudnienia w innych placówkach, domagaliby się większych wynagrodzeń w podstawowym miejscu pracy, a na to szpitali nie stać, albo wolą zaoszczędzić na inne cele, bo – generalnie – szpitale są w kiepskiej kondycji finansowej.

 


Prywatnie praktykujący lekarze nagminnie kierują swoich pacjentów do szpitali i klinik, gdzie leczą ich bezpłatnie ograniczając w ten sposób możliwości leczenia tym chorym, których nie stać na prywatne wizyty. Kto zatrzyma tę trwającą od lat patologię?

Aż takiej tezy nie postawiłbym, że pacjenci kierowani z gabinetów prywatnych ograniczają możliwości leczenia tym chorym, których nie stać na prywatne wizyty. Z pewnością te osoby, które są kierowane z prywatnych gabinetów, też wymagają pomocy szpitalnej. Jeśli są przyjmowane do szpitala, tak czy inaczej trafiłyby do niego. Wizyta prywatna zapewne ułatwia im to, bo dostają się do szpitala łatwiej niż pozostali chorzy. Moim zdaniem nie jest to jednak zjawisko   masowe, chociaż niewątpliwie niewłaściwe. Zatrzymać go mogą jedynie rządzący poprzez wprowadzenie odpowiednich uregulowań prawnych i  - jednocześnie – tworzenie odpowiednio atrakcyjnych warunków pracy i płacy lekarzy w publicznej ochronie zdrowia.  

Czytaj: Prezes NFZ: Wkrótce zaproponujemy rozwiązania skracające kolejki>>
 

Pracownik dydaktyczny wyższej uczelni może pracować dodatkowo tylko w jednym miejscu. Czy podobne przepisy można zastosować w stosunku do lekarzy zatrudnionych w kilku, a w skrajnych przypadkach nawet w kilkunastu placówkach medycznych?

Zakaz łączenia pracy przez lekarzy w placówkach publicznych (szczególnie w szpitalach) z pracą w praktyce prywatnej mógłby – z różnych powodów – dać impuls to podjęcia rzeczywistych działań naprawczych publicznej ochrony zdrowia. Bez tego zakazu nacisk na reformę jest mniejszy, bo i lekarze jakoś sobie radzą dorabiając prywatnie, i pacjenci szukając w prywatnych gabinetach łatwiejszego dostępu do publicznej ochrony zdrowia. Poza tym, prywatne gabinety są same w sobie istotnym uzupełnieniem i odciążeniem publicznej ochrony zdrowia zwłaszcza w zakresie AOS (ambulatoryjnej opieki specjalistycznej), co powoduje, że rządzący nie odczuwają takiej presji, aby kolejki w publicznym lecznictwie istotnie ograniczyć. 

Czytaj w LEX: Klauzula antykonkurencyjna w praktyce działania podmiotów leczniczych >

Czy systemowe ograniczenie czasu pracy lekarzy, jeszcze bardziej niż dotychczas, ograniczy dostęp pacjentów do opieki medycznej?

W pierwszym momencie może tak być, ale – jeżeli wywoła to oczekiwane działanie reformatorskie – to wręcz przeciwnie, może ten dostęp ułatwić. Jednym z elementów takiej reformy musiałoby być, moim zdaniem, ograniczenie nieuzasadnionego korzystania przez pacjentów z pomocy lekarskiej np. przez stworzenie dla nich odpowiednich motywacji (również finansowych), innym – lepsze wykorzystanie pracy wszystkich lekarzy.   

Zobacz procedurę w LEX: Zakaz konkurencji w trakcie trwania stosunku pracy >

Spotkałem się z opinią, że wybitny profesor medycyny przyjmujący pacjentów w swoim gabinecie może osiągnąć roczny przychód nawet w wysokości 1 mln zł, bo przecież wykonuje wolny zawód i płaci podatki. Czy krytykowanie go nie wynika bardziej z zazdrości środowiska, niż ze zdrowego rozsądku?

Jeżeli  przychody takiego profesora w  jego prywatnym gabinecie wynikają z wybitnego poziomu pomocy udzielanej przez niego w tym gabinecie, to można powiedzieć, że  krytykowanie takiego stanu jest wyrazem zazdrości. Gdy jednak przychody te wynikają bardziej z chęci ułatwienia sobie przez pacjentów dostępu do kliniki, gdzie ów wybitny profesor medycyny pracuje, niż z jakości porad profesorskich w gabinecie prywatnym  – to krytyka takiego stanu rzeczy jest uzasadniona.