Monika Sewastianowicz: Czy wykaz czasopism może wpłynąć na wyniki ewaluacji działalności naukowej?

Profesor Jerzy Pisuliński, dziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego: Trzeba zacząć od tego, że do tej pory punktacja polskich czasopism prawniczych była spłaszczona. Były trzy czasopisma za 70 punktów, kilkanaście za 40 reszta za 20., ale w gruncie rzeczy różnice nie były takie duże. Teraz się to drastycznie zmieniło. Wszystko to wpłynie na wartość referencyjną i wynik porównania, od którego zależeć będzie ocena danej dyscypliny naukowej. Jest tak dlatego, że jednym z kryteriów oceny jakości działalności naukowej jest ocena osiągnięć naukowych nauczycieli akademickich, którzy reprezentują tą dyscyplinę w uczelni. Ocena ta dokonywana jest na podstawie punktów przyznawanych za publikacje pracowników w oparciu m.in. o wykaz czasopism naukowych (przy czym ostatni wykaz będzie dotyczył publikacji za lata 2019-2020-2021).

Czytaj:
Wrzutka na liście punktowanych czasopism – niektóre nagle docenione>>
Po wrzutkach na listę czasopism ewaluacja uczelni może rozstrzygnąć się w sądzie>>

KRASP: Powinien powstać dodatkowy wykaz czasopism>>

Na podstawie wyników tej punktacji przygotowane są tzw. wartości referencyjne dla poszczególnych kategorii A, B+ i B. Następnie porównuje się liczbę punktów za publikacje dla ewaluowanego podmiotu w każdej dyscyplinie naukowej z wartością referencyjną. Wyższa punktacja za publikacje może mieć zatem wpływ na wartość referencyjną a także na wynik porównania liczby punktów za publikacje w danej dyscyplinie z wartością referencyjną. Ponadto, gdy chodzi o możliwość przyznania kategorii A+, jednostka musi przekroczyć punkt procentowy ustalony przez Komisję Ewaluacji Nauki w stosunku do najwyższej oceny w danej dyscyplinie naukowej, ustalonej na podstawie kryterium pierwszego. Z matematycznej konieczności wynika zatem, że zawyżona punktacja jednej jednostki ustalona na podstawie kryterium pierwszego będzie miała wpływ na możliwość uzyskania kategorii A+ przez inne uczelnie, w których prowadzona jest działalność badawcza w danej dyscyplinie naukowej. W ten sposób zmiana wykazu czasopism naukowych i punktacji z mocą wsteczną będzie mieć moim zdaniem pośredni wpływ na wynik oceny jakości działalności naukowej prowadzonej w uczelniach, a tym samym na przyznaną kategorię naukową.

 

O wynikach ewaluacji będą rozstrzygać sądy?

Istnieje na to duża szansa – jeżeli uczelnie będą podważać decyzje administracyjne kończące proces ewaluacji, sąd będzie badał decyzje przyznającą określoną kategorię z punktu widzenia jej legalności, a na tę legalność wpływa m.in. to, czy przepisy, na podstawie których została przeprowadzona ocena dyscypliny, były zgodne z Konstytucją oraz ustawą oraz jak je zastosowano. Argumentem w takim postępowaniu niewątpliwie będzie kwestia niezgodnej z przepisami prawa ingerencji ministra w wykaz czasopism naukowych.

 


Pojawia się jednak pytanie o możliwość wykazania przez skarżącą uczelnię, na ile wynik oceny danej dyscypliny uległby zmianie, gdyby wykaz czasopism nie został zmieniony. Kolejna kwestia, to jakie skutki miałoby mieć orzeczenie sądu administracyjnego uchylające decyzję Ministra Edukacji i Nauki o przyznaniu określonej kategorii uczelni w danej dyscyplinie naukowej z powodu manipulacji wykazem czasopism naukowych. Czy wówczas należy dokonać oceny działalności naukowej zgodnie z poprzednio obowiązującym wykazem, który stworzono zgodnie z rozporządzeniem? A co będzie potem – gdy po dwóch latach okaże się, że uczelnia, która otrzymała kategorię A, zostanie przyznana niższa kategoria np. B i straci uprawnienia do nadawania stopni naukowych i prowadzenia szkoły doktorskiej?

Albo odwrotnie, uczelni zostanie przyznana wyższa kategoria i odzyska wspomniane uprawnienia? WPiA UJ wygrał w sądzie przy okazji poprzedniej parametryzacji, przyznano nam po wyroku WSA w Warszawie kategorię A+, ale przez dwa lata dostawaliśmy niższą dotację i tej różnicy nikt nam nie zwrócił. Oczywiście mogliśmy wystąpić o naprawienie szkody wyrządzonej wadliwie wydaną decyzją administracyjną, ale w takich sprawach trudno wyliczyć wielkość szkody.

 

A teraz to nie tylko kwestia finansów…

Poprzednio od oceny parametrycznej jednostki (czyli dawniej wydziału) zależała jedynie wysokość otrzymywanej dotacji, co oczywiście było bardzo istotne – bo pieniądze decydują o przetrwaniu. Ale teraz gra toczy się o dużo wyższą stawkę, niska ocena prowadzonej działalności naukowej to brak autonomii w prowadzeniu studiów i konieczność uzyskiwania zgody na ich uruchomienie, utrata prestiżu przez uczelnię, prawa do nadawania stopni naukowych, do kształcenia doktorantów a wreszcie możliwa jest utrata statusu akademickiego przez szkołę wyższą. Może samo założenie, by różne uprawnienia uczelni wiązały się z jakością prowadzonych w niej badań naukowych, nie było złe, ale uzależnienie tylu kwestii od oceny jakości działalności naukowej prowadzi w konsekwencji do utrwalenia punktozy. Nic więc dziwnego, że ingerencja w wykaz czasopism naukowych budzi takie poruszenie w środowisku akademickim.

Czytaj: Komitet Nauk Prawnych PAN krytykuje ministra za ingerencję w listę czasopism>>
Nowa lista czasopism nie była konsultowana z PAN, ani z rektorami>>

Częściowo o zmiany w wykazie apelowali właśnie prawnicy…

Zawsze mieliśmy problem z tym wykazem, już sama idea mocno komplikuje zadanie – zrobić wykaz wszystkich, absolutnie wszystkich, czasopism naukowych. Na obecnej liście znalazło się ponad 31 tys. pozycji i na pewno można wskazać drugie tyle czasopism, które zostały pominięte (choćby wiele zagranicznych uznanych czasopism prawniczych). Próba stworzenia wykazu wszystkich periodyków na świecie jest szaleństwem, o szaleństwo zakrawa też próba ograniczenia się do polskich czasopism. Tym bardziej, że wszystko powinno zależeć od merytorycznej oceny publikowanych w nich artykułów.

Oczywiście od dawna zwracaliśmy uwagę, że prawo przez swoją specyfikę mocno traci na nowych przepisach dotyczących tworzenia wykazu czasopism naukowych, bo trudno o szeroko cytowane publikacje w międzynarodowych czasopismach, gdy mówimy o artykułach dotyczących naszego polskiego systemu prawnego. W Scopus i Web of Science nie ma wielu czasopism prawniczych – nie do końca zrozumiałe jest, dlaczego twórcy ustawy zdecydowali się na zastosowanie takiego rozwiązania również do tej dyscypliny jako podstawy do tworzenia wykazu czasopism.

Ale ta ostatnia zmiana wykazu czasopism naukowych została przeprowadzona w sposób, który naruszał przepisy rozporządzenia regulującego zasady jego tworzenia, i nieznajdujący niekiedy merytorycznego uzasadnienia. To nie rozwiązuje problemu z prawniczymi czasopismami. Problemem jest też to, że w równym stopniu nie zostały uwzględnione wszystkie dziedziny prawa – sądzę, że łatwiej opublikować wysoko punktowany artykuł dotyczący prawa publicznego niż prywatnego.

 

Uczelnie, które dostaną niższą kategorię, stracą uprawnienia do prowadzenia szkół doktorskich. Co wtedy z doktorantami, którzy już podjęli studia?

Nie zostało to doprecyzowane w ustawie - Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Zwracaliśmy uwagę na to, że w przepisach jest luka. Ustawa w art. 206 ust. 1 stanowi, że uczelnia ma zapewnić doktorantom możliwość kontynuowania kształcenia w innej szkole doktorskiej, tylko nie wiadomo do końca, co to znaczy. Powstaje choćby pytanie, czy uczelnia, w której doktorant się kształcił, ma pokrywać dalej koszty jego kształcenia? Czy ma przekazać innej uczelni część subwencji? Bo przecież to się będzie działo w trakcie roku budżetowego (zgodnie z art. 199 ustawy uczelnia zaprzestaje kształcenia z końcem roku akademickiego, w którym utraciła uprawnienia do kształcenia w szkole doktorskiej, tj. z końcem września). Środki na stypendia uczelnia otrzymuje w ramach subwencji, a przecież jak uczelnia nie ma doktorantów, to nie dostaje na ich kształcenie subwencji. Dostanie ją ta druga uczelnia, która teraz prowadzi szkołę doktorską, ale dopiero może to nastąpić w kolejnym roku budżetowym, czyli przez minimum 3 miesiące doktoranci nie otrzymywaliby stypendium, albo uczelnia, prowadząca szkołę doktorska, do której zostaliby "przeniesieni" doktoranci, musiałaby z własnych środków pokrywać koszty wypłaty ich stypendiów. Do przekazania subwencji brak jest bowiem w ustawie podstawy prawnej, a przecież najczęściej chodzić będzie o jednostki sektora finansów publicznych, w których obowiązują zasady dyscypliny budżetowej.

Ciekawie to też wygląda, gdy spojrzy się na indywidualną sytuację takiego doktoranta – powiedzmy, że w przypadku prawa mamy i po ewaluacji będziemy mieli sporo szkół doktorskich. Ale co stanie się np. gdy będzie chodzić o rzadką dyscyplinę, np. astronomię. Załóżmy, że szkoły doktorskie są tylko w Krakowie i w Gdańsku, a uczelnia w Krakowie straci uprawnienia. Czy uczelnia w Gdańsku ma obowiązek przyjąć doktorantów z Krakowa? Ustawa w art. 206 ust. 2 stanowi jedynie, że w braku szkoły doktorskiej uczelnia, która utraciła uprawnienia, musi pokryć koszty postępowania o nadanie stopnia w trybie eksternistycznym w innej jednostce. Tylko w jaki sposób doktorant ma przygotować doktorat - przecież miał go napisać w ramach kształcenia w szkole doktorskiej, pod opieką konkretnego promotora.

 

Dla takiego doktoranta może być to spory problem…

W takiej sytuacji, jeżeli zajęcia w szkole doktorskiej na innej uczelni będą odbywać się stacjonarnie, będzie on musiał dojeżdżać na drugi koniec Polski. Pojawia się też pytanie o promotora – bo doktorant w ciągu trzech miesięcy od przyjęcia do szkoły doktorskiej musi mieć go wyznaczonego. Nie wiadomo nawet, czy będzie mógł kontynuować pracę z dotychczasowym promotorem. A jeżeli nawet może, to która uczelnia ma podpisać umowę z naukowcem i mu za to zapłacić.

W tej ustawie jest sporo niedopowiedzeń i należałoby wprowadzić bardziej precyzyjne uregulowania – może uprawnień do kształcenia w szkole doktorskiej nie stracą największe uczelnie, ale na pewno istnieje kilka mniejszych uczelni, w których taki problem może się pojawić.