- Polskie uczelnie to nie jest miejsce na poprawność polityczną. Polskie uczelnie to miejsce na naukę, na stawianie spraw zgodnie z aktualnym stanem wiedzy - mówił minister nauki Jarosław Gowin, zapowiadając stworzenie nowych przepisów wzmacniających ochronę wolności słowa na uczelniach. Inspiracją dla wicepremiera była sprawa prof. Ewy Budzyńskiej, której udzielono nagany po tym,  jak do rzecznika dyscyplinarnego wpłynęły skargi od studentów zarzucających wykładowczyni homofobiczne poglądy.

Prokuratura sprawdzi rzecznika dyscyplinarnego z Uniwersytetu Śląskiego>>

 

Powstanie nowa komisja

Nowelizacja ustawy o nauce i szkolnictwie wyższym zakłada powołanie specjalnej komisji, w której skład wejdzie 9 osób. Cztery z nich powoła minister, a pozostałe: Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Parlament Studentów Rzeczypospolitej Polskiej i Krajowa Reprezentacja Doktorantów.  Kadencja nowego organu będzie trwać pięć lat, a rozpocznie się 1 października 2020 r.

 

 


 

Nauczyciel akademicki, pracownik naukowy, student i doktorant, którego wolności zostaną zagrożone lub naruszone, będzie mógł zwrócić się do komisji z wnioskiem o przedstawienie rekomendacji w jego sprawie. Komisja, w terminie 14 dni od otrzymania wniosku, przedstawi rekomendację, w której wskaże właściwy sposób postępowania w sprawie. Podmiot systemu szkolnictwa wyższego i nauki, którego sprawa dotyczy - np. uczelnia – przekaże Komisji, w terminie 30 dni od dnia otrzymania rekomendacji, informację o sposobie jej realizacji.

 

Wolność nie tak znowu zagrożona

Jak wskazują eksperci,  nowe przepisy niekoniecznie przyczynią się do lepszej ochrony wolności słowa na uczelniach. Tym bardziej, że jest już ona chroniona - przede wszystkim przez Konstytucję. - Zmiana art. 3 ust. 1 ustawy - prawo o szkolnictwie wyższym i nauce przez dodanie do niego wzmianki o wolności głoszenia poglądów nie zmienia niczego w stosunku do obowiązującego stanu prawnego, gdyż wolność głoszenia poglądów wynika już z art. 54 ust. 1 Konstytucji - tłumaczy prof. Jerzy Pisuliński, dziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dodaje, że takie przepisy mogą wywrzeć negatywne skutki. - Korzystanie z wolności wymienionych w art. 3 ust. 1 ustawy musi się odbywać z uwzględnieniem wolności i praw innych osób. Odczytywany literalnie art. 3 ust. 1a ustawy mógłby oznaczać, że wprowadza on ustawowy kontratyp np. dla przestępstwa zniesławienia (art. 212 kodeksu karnego) lub zniewagi (art. 216 kodeksu karnego). Nie wyobrażam sobie, aby nauczyciel akademicki, który nazwał studentów złodziejami, gdyż prowadzone przez niego badania wskazują, że 20 proc. studentów popełnia plagiat w pracach magisterskich, nie podlegał odpowiedzialności za wypowiedziane słowa.  Trudno byłoby także uznać, że art. 3 ust. 1a ustawy wyłącza odpowiedzialność nauczyciela akademickiego za naruszenie dóbr osobistych innych osób (np. studentów czy doktorantów) - tłumaczy prof. Pisuliński.

Na kontrowersyjne zapisy projektu zwraca uwagę również prof. Grzegorz Krawiec z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Zauważa, że kompetencje nowego podmiotu nie będą ograniczać się wyłącznie do rozpatrywania skarg związanych z naruszeniem wolności wyrażania poglądów. - Projekt zakłada bowiem wprowadzenie do ustawy art. 341b, gdzie wskazano, że nauczyciel akademicki, pracownik naukowy, student i doktorant, którego wolności z art. 3 ust. 1 zostały zagrożone lub naruszone, może zwrócić się do Komisji. W tym artykule zaś chronione są także inne wartości, ważne dla pracownika nauki - tłumaczy prof. Krawiec.

 

 


 

Raj dla ignorantów

Jak zwraca uwagę prof. Pisuliński, nowe przepisy mogą chronić osoby, których poglądy są kompletnie sprzeczne z wiedzą naukową, a nawet ze zdrowym rozsądkiem. - Nie wyobrażam sobie, by nowy przepis miał stać na przeszkodzie negatywnej ocenie nauczyciela akademickiego, np. lekarza, który twierdzi, że azbest nie wywołuje raka, geografa, który na wykładzie twierdzi, że ziemia jest płaska, albo fizyka, który twierdzi, że nie istnieje grawitacja. Tego rodzaju poglądy są niezgodne ze współczesną wiedzą naukową i negowanie tej wiedzy przez nauczyciela akademickiego z powołaniem się na wolność głoszenia poglądów powinno spotkać się z negatywną reakcją uczelni (np. przy dokonywaniu oceny okresowej takiego pracownika) - tłumaczy. - Taka reakcja podlegałaby zresztą kontroli, np. przez sąd pracy, gdyby nauczyciel akademicki odwołał się od wypowiedzenia umowy o pracę. Komisja do spraw wolności w systemie szkolnictwa wyższego i nauki nie może dokonywać oceny, co jest zgodne z aktualną wiedzą naukową, a co nie jest. Wolność głoszenia poglądów nie może być usprawiedliwieniem dla nauczycieli akademickich, którzy nie znają aktualnego stanu wiedzy. Jako społeczeństwo nie chcemy chyba, żeby takie osoby uczyły studentów i doktorantów - mówi.

 

Podobnego zdania jest prof. Krawiec, który podkreśla, że wolność słowa nie jest absolutna, a nowe przepisy mogą skutkować usankcjonowaniem działań, które nie powinny mieć miejsca na uczelniach. - Praktyka może zmierzać do zalegalizowania zachowań, które godzą w określonych ludzi lub grupy osób - np. do  legalizowania mowy nienawiści, a także homofobii. Może być też narzędziem w ręku ministra, wykorzystywanym, by „ukierunkowywać” wolności wymienione w art. 3 ust. 1 ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce.  Szkoda zatem, że wprowadzono dosyć istotne ograniczenia związane z jawnością działania komisji - podkreśla prof. Krawiec.

 

Kontrowersyjny charakter rekomendacji

Prof. Jerzy Pisuliński zauważa, że nie bardzo wiadomo, jaki będzie charakter prawny rekomendacji nowego organu. Nie wiadomo, czy będą one wiążące dla władz uczelni, bo na to wskazuje obowiązek udzielenia informacji o sposobie jej realizacji. - Czy oznacza to, że rektor nie ma skierować wniosku do rzecznika dyscyplinarnego, który do niego wpłynął, ponieważ Komisja w swojej rekomendacji tak mu zaleciła? To oznaczałoby, że nowelizacja zmienia w istocie zasady odpowiedzialności dyscyplinarnej studentów, doktorantów i nauczycieli akademickich i wprowadza alternatywny organ, który ma dokonywać oceny, czy zachowanie może stanowić delikt dyscyplinarny - obecnie takiej oceny dokonuje rzecznik dyscyplinarny, a w przyszłości miałoby to robić Komisja? - pyta profesor. Dodaje, że rekomendacja nie może wpływać także na prowadzone postępowanie dyscyplinarne - zarówno rzecznik dyscyplinarny jak i komisja dyscyplinarna muszą być niezależni nie tylko od władz uczelni, lecz także nie mogą być związani stanowiskiem wyrażonym przez komisję.

 

Profesor Krawiec za problematyczną uważa także ograniczoną jawność działania komisji, bo według proponowanych przepisów „wnioski i pozostałe dokumenty wytworzone w trakcie prac Komisji nie stanowią informacji publicznej".

- Jest to niewątpliwie ograniczenie prawa do informacji publicznej. Konstytucja na takie ograniczenie pozwala (art. 61 ust. 3), jednak tylko ze względu na określone w ustawach ochronę wolności i praw innych osób i podmiotów gospodarczych oraz ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa. Jak się wydaje okoliczności takie nie mogą zachodzić w pracach komisji - tłumaczy. - Ograniczenie jawności jest więc niekonstytucyjne. Komisja – sama czuwająca nad tymi wolnościami – sama także powinna być poddana jak najszerszej kontroli społecznej (o której aktualnie bardzo dużo się mówi). Jawność dokumentów roboczych znacznie by taką kontrolę ułatwiła. Rekomendacja jest efektem końcowym tych prac. Protokoły prac Komisji pozwoliłyby ustalić prawdziwą intencję Komisji oraz pokazałyby sposób rozumowania jej członków oraz ewentualne rozbieżności - dodaje prof. Krawiec.