1920x60_Ebook_5_Dylematow_Prawnika_In-House_I_2026
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Zawetowana reforma receptą na brak kompetencji przyszłości?

Szkoła nie przygotowuje uczniów do współczesnego rynku pracy i zaniedbuje ich dobrostan psychiczny - wskazuje poseł Krzysztof Piontkowski w interpelacji skierowanej do MEN. Resort odpowiada, że wszystko zmieni reforma edukacji - "Kompas jutra 2026". Da uczniom poczucie sprawczości oraz pomoże im zrozumieć, jak wykorzystywać zdobytą wiedzę w praktyce. Pytanie, czy MEN przewiduje jakąś alternatywę dla tego rozwiązania, bo zmiany w Prawie oświatowym niekoniecznie wejdą w życie.

Zawetowana reforma receptą na brak kompetencji przyszłości?

Poseł w swojej interpelacji powołuje się na badania (LiveCareer.pl 2023, raport Centrum Nauczania Domowego 2024, CBOS 2022), z których wynika, że 79 proc. Polaków ocenia, iż szkoła nie przygotowuje do wymagań rynku pracy, a prawie 80 proc. uczniów doświadcza trudności emocjonalnych. Podkreśla, że system edukacji powinien rozwijać kompetencje praktyczne, samodzielność i współpracę zamiast koncentrować się wyłącznie na egzaminach, a także wzmocnić wsparcie psychologiczno-emocjonalne uczniów i indywidualizację nauczania.

MEN przygotował rozporządzenie do zawetowanej ustawy>>

Receptą reforma

- Ministerstwo Edukacji Narodowej prowadzi działania, których rezultatem ma być stworzenie szkoły przyjaznej i wymagającej, dzięki której każdy uczeń zdobędzie wiedzę (rozumienie świata), kompetencje (zdolność działania) oraz sprawczość (siłę i motywację do działania). Konieczne są zmiany, które pomogą wszystkim uczniom korzystać ze zdobytej wiedzy i umiejętności potrzebnych w codziennym życiu oraz pomogą dostosować się do potrzeb współczesnego rynku pracy - wskazuje w odpowiedzi wiceminister Katarzyna Lubnauer. MEN wyjaśnia, że reforma koncentruje się na przejściu od modelu encyklopedycznego do nauczania opartego na kompetencjach. Projekt podstawy programowej dla szkoły podstawowej opiera się na kompetencjach fundamentalnych (językowe, matematyczne, cyfrowe i ruchowe), kompetencjach przekrojowych (rozwiązywanie problemów, współpraca i dbanie o innych, myślenie krytyczne oraz kreatywne, dbanie o siebie i kierowanie sobą) oraz sprawczości uczniów.

Reforma zakłada również zwiększenie roli zajęć praktycznych. W klasach IV-VI szkoły podstawowej wprowadzony zostanie nowy przedmiot "zajęcia praktyczno-techniczne" w wymiarze dwóch godzin tygodniowo w każdej klasie, co daje łącznie sześć godzin tygodniowo na II etapie edukacyjnym. Podobne zmiany, z naciskiem na kompetencje praktyczne, są planowane na poziomie szkół ponadpodstawowych.

Prezydent sceptyczny

Problem w tym, że owa reforma niekoniecznie wejdzie w życie, bo zawetował ją prezydent. W szczegółowym uzasadnieniu swojej decyzji Karol Nawrocki wskazuje, że zgadza się z wieloma jej założeniami, ale - w jego opinii - wymaga ona sporych zmian. - Choć kierunek ten teoretycznie odpowiada współczesnym trendom pedagogicznym, to jego implementacja w kształcie zaproponowanym w ustawie wiąże się z istotnymi ryzykami. Zastąpienie szczegółowych treści nauczania nieprecyzyjnie określonymi efektami nauczania może utrudnić projektowanie egzaminów zewnętrznych, takich jak egzamin ósmoklasisty czy egzamin maturalny, a także prowadzić do zwiększonej uznaniowości w ocenie kompetencji uczniów trudnych do jednoznacznego zmierzenia, jak kreatywność czy umiejętność współpracy - wskazano w uzasadnieniu weta. 

 

Prezydent podkreśla, że model kompetencyjny wymaga:

  • opracowania precyzyjnych kryteriów oceniania,
  • zapewnienia odpowiedniego przygotowania nauczyciel,
  • wyposażenia szkół w narzędzia umożliwiające stosowanie oceniania formatywnego,
  • właściwego tempa i sposobu wdrażania wystarczającego wsparcia systemowego,
  • jasnych, mierzalnych standardów jakości kształcenia.

A w ustawie, jego zdaniem, tego zabrakło. - Brak jednoznacznie określonego zakresu materiału nauczania rodzi bowiem pytanie o rzeczywiste kryteria oceny osiągniętych efektów kształcenia oraz o możliwość ich rzetelnej weryfikacji. Brak takich kryteriów i odwołanie się w ustawie do bliżej nieznanych systemowi prawnemu pojęć „efektów uczenia się" czy „doświadczeń edukacyjnych" może wypaczyć cały dotychczasowy system kształcenia dzieci i młodzieży w Polsce, kierunkując go nie w stronę zdobywania solidnie udokumentowanych umiejętności, a w stronę zapewniania uczniom przez placówki oświaty jedynie źle rozumianego „dobrostanu" - wskazuje kancelaria w uzasadnieniu prezydenckiego weta. 

 

Potrzebny kompromis

Jednocześnie w uzasadnieniu przyznano, że współczesne kierunki pedagogiczne trafnie akcentują znaczenie rozwijania umiejętności analizy, syntezy i transferu wiedzy, a nie jedynie przyswajania informacji o charakterze faktograficznym. Dlatego - jak podkreślono - odejście od nadmiernej „encyklopedyczności" nauczania zasługuje na aprobatę. Tyle że, jak wskazano, brak wspólnego minimum programowego narzucanego przez władze publiczne może osłabiać spójność całego systemu oświaty.

- W konsekwencji zasadne wydaje się poszukiwanie rozwiązań kompromisowych, polegających na zachowaniu ramowego, optymalnego minimum treściowego, które zapewniałoby jednolite standardy kształcenia, przy jednoczesnym pozostawieniu nauczycielom przestrzeni do elastycznego doboru metod dydaktycznych i rozwijania kompetencji uczniów. Taki model edukacji lepiej realizowałby zarówno cele nowoczesnej pedagogiki, jak i konstytucyjne zadania państwa w zakresie edukacji publicznej, która co warte podkreślenia zakłada, że obywatele mają prawo do zdobywania wykształcenia, powszechnie rozumianego jako zestaw umiejętności - podkreślono w dokumencie. -  W sytuacji braku jasno określonych progów osiągnięć istnieje realne ryzyko znacznych rozbieżności w sposobie oceniania pomiędzy nauczycielami i szkołami, co może skutkować nierównym traktowaniem uczniów oraz obniżeniem przejrzystości całego systemu ocen. Taki model sprzyja również relatywizacji wymagań edukacyjnych i utrudnia uczniom oraz ich rodzicom zrozumienie, jakie kryteria decydują o uzyskiwanych ocenach. Dlatego tak ważne jest by system kształcenia był skorelowany z systemem egzaminowania dającym mierzalne i obiektywnie weryfikowalne wyniki - wskazano.

MEN nie zważa na weto

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, resort edukacji kontynuuje dążenie do przeprowadzenia reformy, nie zważając na weto prezydenta. Na stronie internetowej Rządowego Centrum Legislacji pojawiły się projekty rozporządzeń, które mają wykonywać zawetowaną ustawę i wprowadzać nowe podstawy programowe oraz ramowe plany nauczania. Rozporządzenie ma m.in. wprowadzić zmiany w organizacji nauczania przedmiotów przyrodniczych poprzez planowane realizowanie przedmiotu przyroda w klasach IV–VI szkoły podstawowej w wymiarze po trzy godziny tygodniowo. Zgodnie z założeniami, w klasach VII i VIII miałoby obowiązywać nauczanie geografii, biologii, chemii i fizyki z nowym podziałem godzin. Proponowane rozwiązanie zakłada interdyscyplinarne podejście do treści przyrodniczych w celu wspierania kompleksowego myślenia i praktycznych umiejętności uczniów. Projekt przewiduje również zastąpienie przedmiotu wiedza o społeczeństwie edukacją obywatelską, zastąpienie techniki zajęciami praktyczno-technicznymi oraz rezygnację z możliwości nauczania języka łacińskiego w klasach VII i VIII, przy jednoczesnym obowiązku nauki dwóch języków obcych nowożytnych.

Pytanie, na ile w tym kontekście kontynuowanie reformy ma sens, bo jest to pomysł kontrowersyjny prawnie i ryzykowny w kontekście wyborów w 2027 r. Jeżeli wygrają je przeciwnicy polityczni obecnej koalicji, to bez kompromisu, najprawdopodobniej nastąpi powrót do stanu obecnego. Kosztem uczniów i nauczycieli, którzy zaangażowani zostaną we wdrażanie reformy.

 
Według Marka Pleśniara, dyrektora Biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, pedagodzy i dyrektorzy są już przyzwyczajeni do ciągłych zmian i oczywiście poradzą sobie z kolejną. Zwłaszcza że - jak przyznaje - są elementy reformy przygotowywanej przez resort, które są krokiem w dobrą stronę. - Nauczyciele będą te zmiany realizować, ale sposób konsultowania i wdrażania tej reformy sprawia, że wielu z nich nie jest do niej przekonanych - podkreśla. - Jeżeli ostatecznie wszystko i tak zostanie wyrzucone do kosza, to szkoda pracy, w którą wielu nauczycieli naprawdę się zaangażowało - podsumowuje Marek Pleśniar.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.

 

 

Polecamy książki oświatowe