Bezpłatny e-book Co warto wiedzieć na stanowisku dyrektora placówki medycznej?
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Informatyzacja ochrony zdrowia to najtrudniejszy do stworzenia system

Informatyzacja ochrony zdrowia to najtrudniejszy do stworzenia system w Polsce; największy problem to określenie, kto będzie jego klucznikiem, czyli kto będzie decydował o dostępie do danych - mówi były główny inspektor ochrony danych osobowych Wojciech Wiewiórowski.

Obowiązująca od 2012 roku ustawa o systemie informacji w ochronie zdrowia wprowadziła elektronizację systemu, obejmującą między innymi elektroniczną dokumentację medyczną, e-recepty, e-skierowania oraz e-zlecenia na wyroby medyczne. Zakłada ona także wprowadzenie elektronicznych kart pacjenta.

Obecnie na etapie uzgodnień jest projekt nowelizacji tej ustawy, który ma - jak wyjaśniał resort zdrowia - wprowadzić zmiany, które umożliwią pełne wdrożenie rozwiązań w zakresie elektronizacji systemu informacji w ochronie zdrowia.

Czytaj: GIODO: dane medyczne wciąż zbyt słabo chronione >>>

Zdaniem Wiewiórowskiego ten projekt „próbuje leczyć błędy", które powstały na początku istnienia tego aktu prawnego.
- W związku z czym, nie oceniamy tego projektu generalnie negatywnie. Natomiast większą liczbę pytań czy zarzutów mamy do ogólnych zasad, które będą obowiązywały, gdy system informacji w ochronie zdrowia będzie w całości funkcjonował - dodał. Zaznaczył, że bardziej niepokoi go to, czego w przepisach czy projektach jeszcze nie ma, a nie to co tam jest.

Na przykład, jak powiedział, w ustawie jest zapis mówiący, że lekarze będą mieli dostęp do danych medycznych pacjentów; nie ma natomiast informacji o tym, czy będzie to każdy lekarz, czy tylko lekarz leczący danego pacjenta. Nie wiadomo też, kto o udzieleniu tego dostępu będzie decydował. I tu - zdaniem Wiewiórowskiego - jest największy chyba problem: nie wiadomo, kim jest "klucznik", który będzie dawał klucze dostępu do systemu.

- Gdzie znajduje się ten, który rozdziela uprawnienia dostępu do tego systemu? Ja, jako GIODO, chciałbym tę osobę kontrolować; chciałabym kontrolować, czy ona te uprawnienia dostępu do całości systemu rozdziela prawidłowo. Co prawda, z samej ustawy można byłoby wnioskować, że tym klucznikiem jest minister zdrowia, bo to on jest administratorem danych w systemie medycznym. Ale przecież nikt z nas nie wyobraża sobie, że minister zdrowia, wydając decyzję, określi, która z pielęgniarek ma dostęp do których danych - ocenił.

Podkreślił, że taki scentralizowany system będzie składał się z kilkudziesięciu różnie nazywanych baz danych - każda z nich zbiera różne informacje, a przepływ informacji między nimi jest bardzo skomplikowany. Jego zdaniem, nie zawsze jest jasne, dlaczego ustawodawca chce zbierać pewne informacje; na przykład nie wiadomo, jaki jest cel wpisywania do jednej z baz danych informacji o wykształceniu pacjenta.



Inną kwestią, która niepokoi byłego GIODO, to użycie numeru PESEL. Jak mówi, w Polsce tradycyjnie PESEL używa się do kodowania informacji w różnych rejestrach.
- I to jest przyjęta w Polsce praktyka; i to się zawsze nie podoba generalnemu inspektorowi, ale się już przyzwyczaił do tego, że taka jest decyzja naszego państwa - powiedział Wiewiórowski, dodając, że GIODO protestuje jednak przeciwko używaniu numeru PESEL przez pacjentów do logowania się do systemu, co jest częścią ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia.

Wiewiórowski ocenił, że wiele kwestii wyjdzie dopiero "w praniu", gdy system zacznie już w całości działać. Przykładem jest chociażby sposób anonimizacji danych, czyli ukrywania dokładnej tożsamości pacjenta; takie anonimowe dane gromadzone w module statystycznym mogą być wykorzystywane do tworzenia polityki ochrony zdrowia czy w farmacji.

- Ale jest z nimi jeden poważny problem: łatwo na ich podstawie zidentyfikować, o kogo chodzi. Im więcej takich danych, im bardziej precyzyjna historia chorób - tym trudniej te dane zanonimizować, pojawia się możliwość wtórnego ustalenia tożsamości danej osoby - ocenił. Ich ochrona wymaga technicznego rozwiązania, którego w przepisach nie da się zapisać - zwraca uwagę Wiewiórowski.

- Tworzenie scentralizowanych systemów w ochronie zdrowie, które umożliwiałyby wymianę informacji, jest z jednej strony niezbędne, a z drugiej strony jest cały czas w powijakach. Zdajemy sobie sprawę z tego, że jest to chyba najtrudniejszy do stworzenia system w Polsce. Trudno wyobrazić sobie inny, bardziej skomplikowany system - powiedział Wiewiórowski.

Projekt nowelizacji dotyczy między innymi stosowania elektronicznej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego (KUZ) oraz Karty Specjalisty Medycznego (KSM). Zaproponowano w nim rozszerzenie zakresu osób, którym zostanie wydana KUZ. Resort proponuje także, aby KUZ - oprócz funkcji dokumentu potwierdzającego prawo do świadczeń - była nośnikiem danych niezbędnych przy udzielaniu pomocy pacjentowi w nagłych wypadkach. "Dane ratunkowe" byłyby umieszczone na karcie wyłącznie wtedy, jeżeli pacjent wyrazi na to zgodę. KSM ma natomiast potwierdzać udział danego specjalisty w udzielaniu świadczenia. Funkcja potwierdzenia wykonania świadczenia poprzez jednoczesne użycie KUZ i KSM ma być realizowana od 2019 roku.

Projekt przewiduje, że w ustawie zostanie wskazane, jakie dane będzie zawierać e-recepta. Obowiązek wystawiania recept jedynie w postaci elektronicznej ma obowiązywać od 1 sierpnia 2016 roku. Z kolei e-skierowania i e-zlecenia na wyroby medyczne mają być wystawiane jedynie w postaci elektronicznej od 1 marca 2017 roku.

Także dokumentacja medyczna będzie prowadzona w formie elektronicznej. Do końca lipca 2017 roku może być ona prowadzona w wersji i papierowej, i elektronicznej; potem już tylko w tej drugiej postaci. Pacjenci otrzymają też możliwość monitorowania statusu na liście osób oczekujących w kolejce do lekarza lub na badanie. Poradnie będą drogą elektroniczną przypominać o terminie wizyty.

Pacjent będzie mógł także w domu zalogować się i sprawdzić zalecenia lekarskie z ostatniej wizyty. Informatyzacja umożliwi też rozwój tzw. telemedycyny.(pap)

Polecamy książki prawnicze o tematyce zdrowotnej