To dane wynikające z raportu HR Polska „Student w pracy”. Tymczasem polski student wydaje na utrzymanie ok. 2600 zł miesięcznie – o 500 zł więcej niż rok temu – wynika z danych Związku Banków Polskich. Opłacić musi: czesne, wyżywienie oraz mieszkanie.

  Akademiki z obostrzeniami w czasie epidemii>>

 

Słabe perspektywy na dorobienie w czasie epidemii

Jest ich w Polsce ponad milion. Gdy wprowadzono edukację online, gdy wielu pracujących studentów ma mniej stabilną sytuację finansową, zmalało zainteresowanie studiowaniem. Starali się pracować, by zarobić na studia i życie, by odciążyć rodziców lub by zdobyć doświadczenie zawodowe. Najczęściej lądowali w gastronomii. Łatwo było o tę pracę w elastycznych godzinach. Dziś ta branża powoli kona. Młodzi stracili zatrudnienie jeszcze w czasie pierwszego lockdownu.

 

 


 

Dr Dominik Buttler z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu od 2010 roku bada losy absolwentów tej uczelni. Ostatnia edycja, przeprowadzona w maju i czerwcu 2020 roku, objęła grupę absolwentów, którzy ukończyli kształcenie w 2019 roku. Ankietę wypełniły 743 osoby. Z badania wynika, że blisko 80 proc. studentów na studiach magisterskich, osób łączących pracę z nauką, było zatrudnionych na postawie umów cywilnoprawnych. Co 10. student z tej grupy stracił pracę, a kolejne 15 proc. z powodu pandemii pracowało mało. W dodatku przejście na naukę online okazało się bardziej czasochłonne, niż tradycyjna nauka na uczelni. To powodowało dodatkowy stres. Firmy zaczęły rzadziej rekrutować. Z tego powodu i z powodu nauczania online wielu studentów wróciło do domów rodzinnych. Natomiast lepiej w czasie kryzysu radzili sobie absolwenci UEP, pracujący w branży finansowej lub ubezpieczeniowej. Z oczywistych przyczyn w najgorszej sytuacji znaleźli się absolwenci zatrudnieni w turystyce, rozrywce czy gastronomii.

Sprawdź w LEX: Czy student może podlegać ubezpieczeniu chorobowemu? >

Dane z raportu Grant Thornton, „Rynek pracy w czasie COVID-19” pokazują, że najstabilniejsze były branża finansowa i marketing. Z powodu lęku i niepewności jutra ok. połowa pracodawców wstrzymała procesy rekrutacyjne. W czerwcu jednak gwałtownie zaczęło przybywać ofert pracy. Na największych portalach z ogłoszeniami o pracę pojawiło się 246 tys. nowych ofert zatrudnienia – to o 25 proc. więcej niż w maju, ale nadal o 16 proc. mniej niż w czerwcu 2019 roku. Przeważały wakaty dla pracowników umysłowych. Stanowiły one 65 proc. wobec 35 proc. ogłoszeń skierowanych do pracowników fizycznych. Wielu studentów opłacało studia z własnej kieszeni. Co więc z ich dalszą nauką, gdy w dodatku nie wszyscy wynajmujący obniżyli studentom czynsze?

 

Zatrudnieni na śmieciówkach

Praca na studiach często wiąże się z niepewnością zatrudnienia. Młodzi ludzie dorabiający do studiów przeważnie podpisują umowy cywilnoprawne, a te w najmniejszym stopniu chronią pracowników. Wysyp samozatrudnienia i zatrudnienia na śmieciówkach przypadł na lata 2013-2014. Polacy „uelastyczniali” rynek pracy. Pracownik bez urlopu, łatwo go zwolnić, bez odprawy. Idzie w świat bez zabezpieczenia od bezrobocia, bez bufora w wersji duńskiej – tam również „uelastyczniono”, ale z głową. Duński system flexicurity (połączenie słów flexibility – elastyczność i security – bezpieczeństwo) cechuje właśnie elastyczność. Pracodawcy mogą szybko zatrudniać i zwalniać pracowników, gdyż pozwala na to prawo, ochrona etatów jest słaba. Ale pracownicy są bezpieczni, zasiłki krótko- i długoterminowe należą do najwyższych wśród państw OECD. To przykład pogodzenia podejścia liberalnego i socjalnego. Firmom łatwiej utrzymać się na rynku, bo mogą się pozbyć pracowników w danym momencie niepotrzebnych lub nieefektywnych. Jednocześnie to państwo pokrywa koszty ich bezpieczeństwa socjalnego, wykształcenia, szkoleń itp. Z kolei sami pracownicy łatwiej przechodzą z branż, gdzie są zbędni, do branż, gdzie są potrzebni. W Polsce brzmi to jak science fiction. Na byle jakich, nieoskładkowanych umowach o dzieło funkcjonują prace sezonowe, ale także całe branże, np. pracownicy ochrony. Jak pokazuje model duński, elastyczność może służyć i zleceniodawcy, i zleceniobiorcy, ale w razie kryzysu muszą być narzędzia wspomagające tę armię ludzi. Tymczasem w pandemii polscy "śmieciówkowicze", w tym studenci, zostali sami.

Sprawdź w LEX: Jak rozliczać składki ZUS w przypadku zleceniobiorcy, który kończy studia? >

 


 

Jak dorobić na studiach dziennych?

Studia dzienne wymagają dyspozycyjności w dni robocze. Student może więc dorobić w weekendy lub w pracy z elastycznym grafikiem. Pozostaje call center (nie zawsze chodzi o sprzedaż; czasami są to ankiety, czy przypominanie o płatnościach; za 120 godzin pracy miesięcznie zarobić można od 1000 zł do nawet 1500 zł), korepetycje (przygotowywanie licealisty do matury z matematyki – ok. 40 zł za godzinę; lekcje z języków obcych - 60 zł za godzinę) lub kelner podczas przyjęć okolicznościowych. A tych ostatnio brak. Szkoda, bo za noc pracy kelnera na weselu zarobić można było ok. 150- 300 zł na rękę. Barman lub kelner w barze 8 -15 zł za godzinę, plus napiwki. Podobnie kończy się z powodu pandemii krążenie z ulotkami: 8-10 zł na rękę za godzinę.

Sprawdź w LEX: Czy świadczenie korepetycji przez studentów zatrudnianych przez nauczyciela jest opodatkowane VAT? >

Studentom filologii pozostaje praca w charakterze copywritera - za 1000 znaków tekstu ze spacjami 5 - 10 zł netto, a młodzi informatycy mogą testować oprogramowania. Możliwa też jest zdalna praca w sprzedaży internetowej czy moderowaniu i zarządzaniu portalami. Dorobić można w supermarketach i magazynach przy inwentaryzacji - za noc pracy ok. 100 zł na rękę Wykonuje się spis towaru, a przy jego wykładaniu zorganizować trzeba miejsce na półkach według wytycznych. Dziewczyny z pedagogiki czy psychologii poszukiwane są jako opiekunki do dziecka: 10 - 16 zł za godzinę. Dorywczo można robić biżuterię: za określoną liczbę sztuk - 500 - 1000 zł netto.

 

W tym roku akademickim drogo i niepewnie

Żeby się utrzymać obecnie na studiach potrzebne jest ok. 2600 zł miesięcznie – o 500 zł więcej niż rok temu. Część młodych została więc w domach rodzinnych i uczestniczy w zajęciach zdalnie, ale nadal większość studentów szuka pracy. Nie będą to raczej restauracje, puby czy hotele. Ale mogą pracować w branżach, które rozwijają się w pandemii jako np. sprzedawcy w punktach usługowych i w sklepach spożywczych; w przedsiębiorstwach telekomunikacyjnych, przeżywających boom dzięki wprowadzeniu masowej pracy zdalnej; w wypożyczalniach aut - Polacy obawiają się korzystać z komunikacji miejskiej; w drobnych punktach usługowych w galeriach handlowych, np. dorabianie kluczy, naprawa sprzętu AGD/RTV, pralnie.

Na sto procent można znaleźć pracę w charakterze kuriera, zwłaszcza rowerowego i skuterowego. Dowożą oni korespondencję firmową do pracowników rozsianych po mieście, jak i jedzenie. Pożądani są kurierzy dostarczający paczki – jest dynamiczny rozwój e-commerce. Można też w kilka osób wynająć kiosk ruchu. To nie jest kosztowne. Oprócz gazet dziś można kupić tam bilet komunikacji miejskiej, zapłacić rachunki czy odebrać paczkę lub listy.