Działającym na polskim rynku firmom tak bardzo brakuje wykwalifikowanych pracowników, że wykładają setki tysięcy złotych na wyposażenie nowoczesnych warsztatów w szkołach zawodowych oraz na stypendia dla uczniów. Bosch, Siemens i Skanska płacą uczniom po 400 – 600 zł miesięcznie. Rekordzistą jest jednak koncern Hearling, który w Piotrkowie Trybunalskim produkuje podzespoły mechaniczne do samochodów. Każdemu, kto uczy się fachu w przyzakładowych warsztatach, płaci po 1350 zł brutto miesięcznie. Uczniowie mają też zapewnioną bezpłatną naukę języka niemieckiego oraz gwarancję pracy po ukończeniu nauki. Chętnych jest tak wielu, że firma, która do tej pory na zajęcia teoretyczne wynajmowała pomieszczenia w pobliskiej zawodówce, podjęła decyzję o budowie własnej szkoły.
Na inwestowanie w kształcenie przyszłych pracowników nie skąpią pieniędzy także inne firmy. Z danych Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan wynika, że już dziś ponad 48 proc. firm ma problemy ze znalezieniem odpowiednich fachowców. Najbardziej potrzebni są elektrycy, mechanicy, spawacze i monterzy.
Ten deficyt to efekt emigracji zarobkowej, która ruszyła po otwarciu unijnego rynku pracy, lecz także niechęci polskich nastolatków do nauki zawodów.
 
Źródło: Gazeta Prawna, 17.12.2010 r.