MEN namawia samorządy do łączenia szkół - ma to być remedium na niż demograficzny, który przyjdzie do szkół. Podstawówki ma uratować obniżenie wieku szkolnego. Ale według ministerstwa w najbliższych latach, niż może "zmieść" nawet jedną trzecią gimnazjów i tyle samo szkół ponadgimnazjalnych.
Minister Hall Planuje zmianę ustawy oświatowej. Chce w niej zapisać, że samorządy będą mogły łączyć różne placówki: podstawówki z przedszkolami oraz gimnazja z liceami. To można zrobić i teraz - jest wiele zespołów szkół lub zespołów szkolno-przedszkolnych. MEN chce jednak pozwolić na łączenie placówek tego samego poziomu edukacyjnego (np. podstawówek) - teraz ustawa tego zakazuje.
Zyskiem ma być np. wspólne zatrudnianie nauczycieli. Chodzi o przedmioty o małym wymiarze godzin, jak muzyka czy plastyka. Nauczyciele muszą teraz prosić o część etatu i szukać reszty w innych szkołach. Zespół szkół będzie mógł zatrudnić ich na pełnym etacie, tyle że zajęcia będą mieli w różnych budynkach, a nawet miejscowościach. Szkołom łatwiej też będzie się postarać o stałą opiekę psychologa czy pedagoga albo pielęgniarki. Ponadto jeden gospodarz - dyrektor zespołu np. dwóch podstawówek i trzech przedszkoli w gminie - będzie myślał, jak płynnie żonglować miejscami dla wszystkich dzieci.
Plany skrytykował Związek Nauczycielstwa Polskiego. "Obawiamy się, że reformowanie systemu edukacji co dziesięć lat, bez badań i analiz obecnej sytuacji oraz szerokiej debaty ze środowiskiem, nie jest odpowiednim kierunkiem działań" - napisał w oświadczeniu prezes ZNP Sławomir Broniarz.

Źródło: Gazeta Wyborcza, 12.10.2010 r.