Jeszcze przed wakacjami przedstawiciele 10 największych miast zrzeszonych w Unii Metropolii Polskich złożyli w Ministerstwie Finansów wezwania do zapłaty na łączną kwotę ponad 103 mln zł kosztów poniesionych przez nich w 2017 r. w związku z dostosowaniem szkół do zmian w oświacie. I zapowiedzieli, że jeśli nie będzie na to wezwanie pozytywnej odpowiedzi, złożą pozew w sądzie. 

Czytaj: Miasta pozwą państwo za reformę oświaty>>
 

- Jeśli chodzi o pozew, to potrzebujemy jeszcze parę tygodni - odpowiedziała Kaznowska. - To bardzo długa procedura, pozew składamy z dziesięcioma miastami - wyjaśniała. - To kilkanaście tysięcy faktur z tego pierwszego okresu, teraz ten pozew będzie rozszerzany o kolejny etap, więc prawdopodobnie pozew zrobimy już łącznie z tym fakturowaniem tegorocznym, żeby nie uzupełniać tej procedury w trakcie - mówiła. I zapewniła, że samorządy "absolutnie nie wycofują się" z zapowiedzianego pozwu i będą się domagały zwrotu pieniędzy.

 


- Czekamy na kroki prawne, jeżeli miasta zdecyduja się takie kroki podjąć. Przypomnę, że pani prezydent Kaznowska mówiła, że m.st. Warszawa dostanie zero złotych na podwyższenie wynagrodzeń nauczycieli. My przedstawiamy szacunki, według których m.st. Warszawa otrzyma około 37 mln zł. Musimy zweryfikować dane, które przedstawia publicznie pani Kaznowska, bo czasami okazują się one do końca zgodne z prawdą - powiedział Dariusz Piontkowski.

Jak mówił, na razie nie widział rachunku, o którym mówiła wiceprezydent Warszawy. - Spokojnie czekamy na pismo, które wyślą do sądu. Tak jak każdy podmiot publiczny mają prawo do tego, by korzystać z drogi cywilno-prawnej, czy sądowej, jeśli uznają, że gdzieś zostało złamane prawo. MEN działa zgodnie z polskim prawem, przyznaje zwiększone subwencje, przyznaje dodatkowe środki - choć nie musi tego robić - w ramach kilku co najmniej programów takich jak "Aktywna tablica", "Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa", rozwoju stołówek i jadalni szkolnych. I tego jakoś władze Warszawy nie zauważają, a szkoda - zaznaczył Piontkowski.