BEZPŁATNY E-BOOK Ryzyka i ochrona OC – praktyczny przewodnik dla prawników
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Nowa ideologia zbierze krwawe żniwo? Edukacja zdrowotna to nie taki zły pomysł

Czy wiedza o menstruacji jest potrzebna chłopcom, skoro nie dotyczy ich fizjologii? Taka możliwość zaniepokoiła posła Prawa i Sprawiedliwości Mariusza Krystiana, do którego w tej sprawie zwrócili się - jak podaje w interpelacji - oburzeni rodzice z gminy Zawoja, gdzie odbywały się zajęcia na ten temat. To oburzenie i tabuizowanie tematu pokazuje, że edukacja zdrowotna nie jest wcale takim złym pomysłem.

monika sewastianowicz 001

Jak informuje poseł, w ostatnim czasie rodzice dzieci uczęszczających do szkół w gminie Zawoja otrzymali do podpisania zgody na udział ich dzieci w zajęciach realizowanych w ramach projektu „Wyposażenie 600 szkół w środki higieny menstruacyjnej oraz realizacja badań i działań informacyjno-edukacyjnych w roku szkolnym 2024/2025”, prowadzonego przez fundację Akcja Menstruacja w ramach programu prowadzonego przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Treść dokumentu wzbudziła - jak podkreśla poseł - zaniepokojenie i oburzenie rodziców.

 

Środki higieny menstruacyjnej w szkołach, ale nie w szpitalach i przychodniach>>

 

Nowa ideologia zbierze krwawe żniwo?

Opiekunów zbulwersował fakt, że w lekcjach mieliby uczestniczyć także chłopcy. - Rodzice zasadnie pytają, jaki jest cel edukacyjny udziału chłopców w zajęciach niedotyczących przecież bezpośrednio ich fizjologii. Dodatkowe obawy budzi informacja, że zajęcia będą prowadzone przez „przeszkolone edukatorki seksualne”, co rodzi pytania o rzeczywiste intencje projektu oraz kwalifikacje osób realizujących te warsztaty. Ponadto wielu rodziców, pochłoniętych codziennymi obowiązkami i przyzwyczajonych do rutynowego podpisywania licznych szkolnych zgód, podpisało wspomniany dokument, dopiero z czasem w pełni uświadamiając sobie jego rzeczywistą treść i wynikające z niej konsekwencje - podkreśla poseł w pytaniu.

 

Pyta też m.in.:, "jaka jest podstawa merytoryczna i wychowawcza decyzji o uczestnictwie chłopców w zajęciach poświęconych higienie menstruacyjnej, skoro jest to zagadnienie dotyczące wyłącznie dziewcząt?".

 

 

Chłopiec też żyje w społeczeństwie

MEN nie podziela obaw posła:  - Włączenie do programu ministra edukacji również pełnoletnich uczniów i uczennic oraz wychowanków i wychowanek przynosi znaczące korzyści edukacyjne i społeczne. Dzięki uczestnictwu w spotkaniach mogą oni uzupełnić braki w wiedzy dotyczącej zdrowia menstruacyjnego, co sprzyja podejmowaniu świadomych decyzji, lepszemu dbaniu o zdrowie i kształtowaniu postaw empatii oraz solidarności – zaznacza wiceminister Paulina Piechna-Więckiewicz.

 

I słusznie, bo bądź co bądź, ta kwestia dotyczy połowy społeczeństwa, a przy założeniu, że chłopcy, będący na lekcjach, będą chcieli żyć w heteroseksualnych związkach, to pośrednio i ich. Dziwi więc zatem oburzenie i zatroskanie posła o los uczniów. Postulaty izolowania chłopców od tematu menstruacji de facto umacniają stereotypy i tabu, z którymi później tak trudno walczyć. Cała ta burza w szklance wody najlepiej pokazuje, że edukacja zdrowotna w Polsce jest nie tylko potrzebna, ale wręcz pilnie potrzebna – bo skoro dorośli tak bardzo się jej boją, to znaczy, że sami też jej kiedyś nie otrzymali. Trudno więc wierzyć, że zapewnią - co deklarują - odpowiedni poziom wiedzy swoim dzieciom. Być może więc prawdziwy problem nie tkwi w samych zajęciach, lecz w lęku dorosłych przed własnymi brakami i niewiedzą. Temat zdrowia reprodukcyjnego od lat bywał spychany na margines, a szkoła często unikała go jak ognia. Efekt? Kolejne pokolenia wciąż krążą wokół mitów i półprawd. Może właśnie dlatego tak potrzebna jest rzetelna, wspólna edukacja, by młodzi wiedzieli więcej niż ich rodzice.

 

 

 

Polecamy książki oświatowe