Szkolne klasy na Teamsach rzadko są zorganizowane jak działy w korporacjach – uczniowie sami personalizują swoje profile, ustawiając sobie awatary. Czasem jest to ulubiony bohater, czasem obrazek, którym manifestują swoje przekonania lub wartości - np. będąca ostatnio na cenzurowanym tęcza lub błyskawica strajku kobiet. Bywa, że jest to zarzewiem sporów tak pomiędzy uczniami, jak i na rodzicielskich zebraniach.

 

Nastolatek ma prawo do pokojowego protestu>>

 

Obrazki dzielą uczniów

- Na jednym zebraniu poruszona została kwestia chłopca, który na awatarze miał superbohaterkę. Matka skarżyła się, że było to powodem ataków na niego - mówi matka siedmiolatki z Gorzowa Wielkopolskiego - Część chłopaków śmiała się, że chce być dziewczyną lub że jest gejem. Inny z chłopców "występował" pod postacią zawodowego zabójcy z jednego z filmów. Dzieci się zorientowały, była na niego skarga do wychowawczyni, a na zebraniu analizowano czy w takiej sytuacji, biorąc pod uwagę zasady jakimi powinien kierować się uczeń i to, że chodzi o szkołę, taki awatar jest dopuszczalny - wskazuje.

 

 


 

Ojciec 12-latka z Gdyni ma podobne doświadczenia. - Rodzice wielokrotnie podnosili konieczność wprowadzenia jakichś reguł. Choćby dlatego, że część postaci z awatarów dzieci traktują jako obraźliwe. W naszej szkole głośna była sprawa chłopca, który wybrał postać, słynącą w komiksach z przemocy, szczególnie wobec kobiet. Z drugiej strony wiele dziewczynek miało na awatarach symbole "strajku kobiet" i to też nie podobało się części osób - podnosiły, że szkoła to nie miejsce na tak jawne przedstawianie swoich poglądów - dodaje.

 

 


 

- Rodzice oczywiście zgłaszają swoje uwagi, natomiast prawdą jest, że jako nauczycielka nie jestem w stanie zweryfikować czy dany awatar jest dla kogoś obraźliwy czy nie. Na pewno "pstrokacizna" pracy naszej nie ułatwia. Pewnie zdecydowanie łatwiej byłoby gdyby dzieci "łączyły" się przy użyciu swoich zdjęć - np. legitymacyjnych. W naszej szkole jest jednak w tym zakresie dużo dowolność - mówi nauczycielka polskiego z Warszawy, wychowawczyni klasy siódmej. Przyznaje, że miała interwencje matki, której córka, właśnie z powodu awatara, była wyśmiewana i szykanowane przez inne dzieci. - Powód był prozaiczny. Chodziło o postać z książki, która pozostałym dzieciakom wydawała się dziecinna. A, że część z nich nie przepada za koleżanką, wykorzystali to do tego by ją atakować i nadać jej niezbyt przyjemną ksywkę - mówi.  

   

 

 

Obrazek to nie mundurek, przepisy covidowe tego nie regulują

- Przepisy "covidowe” nie dają dyrektorowi uprawnień do wprowadzenia zarządzenia, że uczeń musi w swoim profilu mieć zdjęcie legitymacyjne – mówi radca prawny Robert Kamionowski, partner w Peter Nielsen & Partners Law Office. – Uzasadnieniem mogłaby być ewentualnie chęć zapewnienia bezpieczeństwa podczas zdalnych lekcji, ale przestrzegałbym przed traktowaniem tego rozszerzająco. Zwłaszcza że awatar może być traktowany jako forma ekspresji, a uczniowie mają prawo wyrażać swoje poglądy. Zresztą nie do końca widzę powód do korzystania z dodatkowych regulacji, wystarczą, moim zdaniem, zapisy statutowe – tłumaczy prawnik.

 

 


 

Statut szkoły określa m.in. prawa i obowiązki uczniów, w tym przypadki, w których uczeń może zostać skreślony z listy uczniów szkoły, a także tryb składania skarg w przypadku naruszenia praw ucznia (art. 98 Prawa Oświatowego), do obowiązków tych należy m.in.

  • właściwe zachowania podczas zajęć edukacyjnych;
  • właściwe zachowania wobec nauczycieli i innych pracowników szkoły oraz pozostałych uczniów.

 

Według mec. Kamionowskiego w pojęciu właściwego zachowania mieścić się będzie niewykraczanie poza ogólnie przyjęte normy. - Nie można naruszać dobrych obyczajów - promować w szczególności przemocy, pornografii, treści rasistowskich, nietolerancyjnych. Uważam natomiast, że nadużyciem i łamaniem praw obywatelskich jest ingerowanie w to, czy ktoś w awatarze ma kotka czy dziewczynkę - mówi prawnik.

 

Uznaniowa decyzja jest niedopuszczalna

Podobnego zdania jest radca prawny Maciej Sokołowski, specjalizujący się w prawie oświatowym, uważa, że przypadki ograniczania swobody ekspresji i wyrażania przez uczniów swoich zainteresowań czy poglądów podczas zajęć zdalnych za alarmujące. Tłumaczy, że nie może się to odbywać w drodze uznaniowych decyzji dyrektorów szkół, wydających zarządzenia i wprowadzających różnego rodzaju regulaminy i procedury zdalnego nauczania, bez konsultacji i zaangażowania w to społeczności szkolnej.

 

 


 

- Rozporządzenia ograniczające działalność szkół, na które powołują się dyrektorzy przy ustalaniu regulaminów kształcenia na odległość, nie zawierają upoważnienia do ograniczania praw uczniów, w tym do sposobu graficznego oznaczania uczniów czy innych form ekspresji podczas tych zajęć. Ewentualne ograniczenia praw czy wprowadzenie obowiązków dla uczniów powinny być zgodnie z ustawą Prawo oświatowe ustalane w szkole tylko w drodze zmiany statutu, po przeprowadzeniu odpowiedniej procedury i przez to podlegać realnej kontroli prawidłowości ograniczeń przez organy nadzoru. Działania niektórych dyrektorów ignorują tę ścieżkę, instrumentalnie wykorzystują przepisy antycovidowe o randze wyłącznie rozporządzenia, przez co należy je uznać za omijanie prawa o randze ustawowej, konstytucyjnej i międzynarodowej - tłumaczy.

 

 

Cenzura jest zakazana

Sprawa awatarów uczniów stała się głośna na skutek interwencji po protestach przeciwko wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego, kiedy to do kuratoriów trafiały skargi na wykorzystywanie przez uczniów symboli błyskawicy. Taka interwencja może jednak za daleko wkraczać w wolność wypowiedzi.

- Niewątpliwie, mając na uwadze przepisy zarówno Konstytucji, jak i ustawy Prawo oświatowe, ale również wiążących Polskę Konwencji o prawach dziecka ONZ czy Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka ONZ - każdy człowiek, w tym także dziecko, ma prawo do nieskrępowanego wyrażania i przekazywania swoich poglądów, wypowiedzi i informacji. Działania dyrektorów szkół, którzy powołując się na przepisy dotyczące wprowadzenia zdalnego nauczania ograniczają swobodę przedstawiania przez uczniów w trakcie zdalnych zajęć np. awatarów, ikon czy innych graficznych form ekspresji, należy uznać za naruszające prawa uczniów - uważa mec. Sokołowski.

 

 


 

Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, tłumaczy, że dyrektorzy raczej nie zgłaszają większych problemów związanych z awatarami, choć oczywiście nie jest to optymalne rozwiązanie dla nauczyciela.

- Efektywna edukacja wymaga bezpośredniego kontaktu z uczniem, obecny system sprawia, że sprawdzenie, co uczeń zrozumiał z lekcji pochłania strasznie dużo czasu, gdy pedagog pracuje z klasą stacjonarnie od razu wie, czy uczniowie go słuchają i czy rozumieją materiał, w zdalnym nauczaniu takiego luksusu nie ma. Oczywiście awatary pogłębiają ten problem i jeszcze bardziej odczłowieczają kontakt, ale moim zdaniem nie ma tu jakiejś idealnej recepty, sytuację polepszyć może jedynie powrót do stacjonarnego nauczania - kwituje.