Pieniądze, prestiż, prawo do nadawania tytułów naukowych – to wszystko będzie zależeć od kategorii naukowej przyznanej w procesie ewaluacji. Jednym z celów reformy nauki i szkolnictwa wyższego była próba stworzenia obiektywnych kryteriów, które pozwalałyby na ocenę działalności szkół wyższych i naukowców. Wątpliwości, czy Ustawa 2.0 czyni zadość tym postulatom, pojawiały się już na etapie prac nad reformą. Prawdziwym kubłem zimnej wody nawet dla największych optymistów, były tegoroczne zmiany w wykazie czasopism, kiedy to resort arbitralnie wpisał i przypisał punktację niektórym periodykom, łamiąc własne rozporządzenie.

W czwartek opublikowany został w Rządowym Centrum Legislacji projekt nowelizacji rozporządzenia ministra edukacji i nauki o ewaluacji jakości działalności naukowej. Opiniowanie projektu potrwa do 28 lipca. W uzasadnieniu projektu napisano, że potrzeba wprowadzenia zmian wynika z uwag zgłaszanych przez środowisko naukowe.

Czytaj:
Prof. Stec: W naukach prawnych też warto stawiać na międzynarodowy przekaz>>
Po wrzutkach na listę czasopism ewaluacja uczelni może rozstrzygnąć się w sądzie>>

 

Minister dzieli i rządzi

Obecnie to przewodniczący Komisji Ewaluacji Naukowej (KEN) przedstawia ministrowi do zatwierdzenia propozycje zestawów wartości referencyjnych dla kategorii naukowych A, B+ i B w poszczególnych dyscyplinach naukowych i artystycznych wraz z uzasadnieniem, a minister je zatwierdza.

Projekt nowelizacji zakłada natomiast, że przewodniczący KEN jedynie zarekomenduje ministrowi te propozycje. Natomiast rozstrzygnie sam minister – to on, według nowych przepisów, ustali zestawy wartości referencyjnych. Resort uznał – jak czytamy w uzasadnieniu – że funkcjonujące rozwiązanie nie pozwala ministrowi w wystarczającym stopniu decydować o tym istotnym elemencie polityki naukowej państwa. - Dlatego też wskazane jest, by to minister – jako odpowiadający za realizację tej polityki – ustalał zestawy wartości referencyjnych, a nie tylko zatwierdzał propozycje Komisji Ewaluacji Nauki – podkreśla MEiN.

 

Przynajmniej szczerze

- To wyraźne wskazanie, że to minister decyduje kto przetrwa, a kto zginie – mówi Prawo.pl prof. Piotr Stec z Uniwersytetu Opolskiego. I dodaje, że nowe przepisy mają usankcjonować dotychczasową praktykę. - Przynajmniej teraz szczerze przyznano, że o wszystkim ostatecznie decyduje minister, a nie eksperci z KEN, nie trzeba tego wnioskować z przepisów - mówi.

Dodaje, że zmiana to wyraźne podkreślenie, że rząd bierze odpowiedzialność za te kwestie, nie będzie już mógł jej zrzucić na doradców. - Nie uważam tej zmiany za jakąś szczególnie zaskakującą – jeżeli ewaluacja działalności naukowej ma być miarą jakości badań, to system powinien wyglądać zupełnie inaczej. Jeżeli zaś miarą, według której przydzielamy środki, uprawnienia i prestiż, to jest to część polityki naukowej rządu w gestii ministra. Tylko nie możemy mieszać jednego z drugim – mówi prof. Stec.

 

Hiperpunktoza dla hiperpunktozy

Podobnie zmianę ocenia prof. Hubert Izdebski, który podkreśla, że po zmianach wszystko będzie zależeć od ministra. - Stworzono instytucje, powołano zespoły, a minister i tak robi to, co uważa za stosowne. W tym wypadku kończy się z grą pozorów z tym, że jak tak dalej pójdzie, sprawa skończy się w sądzie. Posypią się odwołania od ocen, od wykazów, a mierzyć się z tym będzie może nie obecny minister, ale na pewno któryś z jego następców – mówi prof. Izdebski.

Dodaje, że nie można wyłączyć prawa do sądu, więc resort musi wziąć pod uwagę to, że wszelkie decyzje w tej materii będą wymagać uzasadniania. - Pierwotny pomysł był taki, by porządna ewaluacja przesądzała o wielu sprawach – od kategorii, do uprawnień uczelni. Tyle że jak tak dalej pójdzie, nie będzie przesądzać o niczym, bo coraz więcej w niej uznaniowości i chodzenia po sądach. Przestrzegałem przed tym, że reforma prowadzi do hiperpunktozy, po tych modyfikacjach można powiedzieć, że jest to hiperpunktoza dla samej hiperpunktozy, bo zagubił się tu już jakikolwiek racjonalny sens – tłumaczy prof. Izdebski.

 

Zmiany w punktacji monografii

Zmiana dotyczy też punktacji monografii w naukach humanistycznych, społecznych i teologicznych – do tej pory monografii wydanej w wydawnictwie za 80 punktów dodawano 25 proc., a takiej za 200 o 50 proc. więcej punktów. - Po zmianach w obu przypadkach punktacja zostanie podwyższona o 50 proc. – mówi prof. Grzegorz Krawiec z Uniwersytetu Pedagogiczne w Krakowie. – To istotna zmiana dla naukowców zajmujących się tymi dyscyplinami – tłumaczy.

 


Pewną ciekawostką jest dodanie przepisu, według którego w ewaluacji przeprowadzanej w 2022 r. za artykuł naukowy uważa się będzie również artykuł recenzyjny opublikowany w czasopiśmie naukowym zamieszczonym w wykazie z 2017.

- Nie do końca wiem, z czego wynika ta konkretna zmiana, ale może być to kolejny przejaw ręcznego sterowania punktacją. Świetnie pokazuje natomiast bałagan, do jakiego doprowadziła reforma Jarosława Gowina. Moim zdaniem nie sprawdziła się ona na tyle, że nawet nie ma co wracać do jej pierwotnej formy, a należy jej całkowicie zaniechać, bo ten system ma skłonność do ulegania zwyrodnieniu ma wręcz wpisaną w swoje DNA – podsumowuje prof. Krawiec.

 


Kryteria powinna określać ustawa

Jak podkreśla prof. Robert Suwaj, adwokat w kancelarii Suwaj, Zachariasz Legal, już sam fakt, że minister ma taką swobodę. kształtowania i zmieniania reguł w trakcie okresu parametryzacji (listy czasopism i wydawnictw) narusza wszelkie możliwe standardy dobrych praktyk w ocenie pracy naukowej.


- Zgodnie z samą ustawą nie można dokonywać oceny pracownika jeśli nie znał on kryteriów oceny przed rozpoczęciem okresu za jaki jest oceniany. To samo należy stosować wobec oceny parametrycznej uczelni. Cała ta reforma powinna najpierw przewidywać okres przygotowania i ustalenia kryteriów a dopiero później otwarcia okresu oceny. A u nas jest odwrotnie - najpierw ustawa z mocą wsteczną a później zmiany w trakcie, również z mocą wsteczną - tłumaczy prof. Suwaj.