Webinar KPA od podstaw 13 IV 2026
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Państwowy egzamin na koniec studiów prawniczych? Dyplom dyplomowi nierówny

Liczba wydziałów, na których wykładane jest prawo lub kierunki okołoprawnicze rosła w ostatnich latach jak grzyby po deszczu. Jednocześnie brak minimów kadrowych i standaryzacji kształcenia mogą sprawiać, że absolwent niekoniecznie wychodzi z murów uczelni z kompleksową i jakościową wiedzą. Dlatego od czasu do czasu wracają pomysły stworzenia centralnego egzaminu, który zdawaliby wszyscy absolwenci prawa.

birety studenci
Źródło: iStock

Choć zarobkom świeżo upieczonego absolwenta prawa daleko jest na ogół do tych osiąganych przez absolwenta studiów medycznych czy informatycznych, wciąż jest to kierunek kojarzący się z prestiżem i stosunkowo chętnie wybierany przez studentów. Z danych resortu nauki, podsumowujących rekrutację na studia w 2025 r. wynika, że pierwsza piątka najchętniej wybieranych kierunków to:

  • Psychologia – 43 562 zgłoszenia;
  • Kierunek lekarski (dane bez uwzględnienia uczelni medycznych nadzorowanych przez Ministerstwo Zdrowia) – 30 597 zgłoszeń;
  • Zarządzanie – 27 368 zgłoszeń;
  • Prawo – 26 377 zgłoszeń;
  • Informatyka – 26 248 zgłoszeń.

Ponad setka kierunków

Nic dziwnego, że uczelnie - zwłaszcza w dobie pogłębiającego się niżu demograficznego - chcą zagospodarować ten popyt. Skutkiem ubocznym może być jednak masowość kształcenia i dewaluacja tytułu magistra prawa. Zjawisko kompleksowo opisywała dr hab. Ewelina Cała-Wacinkiewicz, prof. US, dziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Szczecińskiego. Wskazywała, że (dane z 2025 r.) kierunek prawo prowadzony był w 96 jednostkach, w tym:

  • 34 o profilu ogólnoakademickim,
  • 62 o profilu praktycznym.

Ale to nie wszystko – wiele jednostek otworzyło kierunki pokrewne, jak np. prawo internetu, prawo zatrudnienia – kształcenie na nich prowadzone jest w 58 jednostkach, w tym:

  • 34 o profilu ogólnoakademickim,
  • 24 o profilu praktycznym.

Z dokonanego przez nią opisu zjawiska wynika, że system charakteryzuje się znaczącymi dysproporcjami. W niektórych uczelniach na jednego studenta przypada 25 pracowników, podczas gdy w innych na kierunku prawo wykładają zaledwie trzej samodzielni pracownicy naukowi, w tym jeden, którego ostatnie badania pochodzą z 2013 roku. Istnieją jednostki realizujące studia prawnicze dla zaledwie 14 osób, które w poprzednim systemie otrzymywały takie same dotacje jak duże jednostki. Dodatkowo w wyniku reformy możliwe jest otwieranie kierunków prawniczych przez Akademie Nauk Stosowanych, często powstałe z przekształcenia Państwowych Wyższych Szkół Zawodowych, które nie są zobowiązane do prowadzenia badań ani do zapewnienia minimum kadrowego. To często sprawia, że trzon kadry w jednostkach kształcących magistrów prawa stanowią inni magistrzy. Problemem bywa też elastyczność programów - można skończyć prawo, pomijając zajęcia z postępowania cywilnego, karnego lub administracyjnego, bo bywają one fakultatywne. To wszystko sprawia, że - jak wskazują eksperci - należałoby zastanowić się nad nowym podejściem do studiów prawniczych. Być może nawet nad rodzajem ustandaryzowanego egzaminu, zastępującego - często odtwórczą - pracę magisterską.

Czytaj też w LEX: Wykorzystanie AI przy pisaniu prac dyplomowych – odpowiedzialność i warunki dopuszczalności >

 

 

Egalitaryzm czy masówka?

- W polskim systemie szkolnictwa wyższego i dostępu do zawodów prawniczych od lat obserwujemy zjawisko, które na pierwszy rzut oka wygląda jak przejaw egalitaryzmu, ale w praktyce generuje poważne konsekwencje dla jakości usług prawnych i zaufania do prawa jako takiego - wskazuje prof. Grzegorz Krawiec z Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. - Każdy absolwent jednolitych studiów magisterskich na kierunku prawo - niezależnie od tego, czy ukończył uczelnię o wysokich wymaganiach, rozbudowanej kadrze i rygorystycznych metodach weryfikacji, czy też placówkę, w której standardy są znacznie niższe - otrzymuje formalnie taki sam dyplom i taki sam status - mówi Prawo.pl. I choć formalnie taki prawnik nie dostaje przepustki do wykonywania niektórych zawodów regulowanych, to jest to "bilet wstępu" do wielu ścieżek zawodowych.

- Absolwent prawa (nawet bez aplikacji) bywa doradcą, pracownikiem administracji, osobą redagującą projekty umów, pism, regulaminów, opinii. W obrocie gospodarczym i społecznym to właśnie tacy prawnicy często „robią prawo" w firmach, urzędach, uczelniach, organizacjach pozarządowych itd. Jeżeli więc system wytwarza sytuację, w której różnica jakości kształcenia jest maskowana formalną równoważnością dyplomu, to koszty tej fikcji ponoszą nie tylko pracodawcy. Ponosi je obywatel - podkreśla prof. Krawiec. 

Zobacz w LEX: Najczęstsze błędy w pracy dyplomowej – jak się ich wystrzegać, jak je poprawić? >

 

Nie sztuczna bariera, a standaryzacja

Prof. Krawiec podkreśla, że nie chodzi o deprecjonowanie absolwentów jakichkolwiek uczelni, lecz o to, że państwo ma prawo i obowiązek interesować się tym, czy osoba legitymująca się dyplomem prawa posiada minimalny, rzeczywisty poziom kompetencji uzasadniający społeczne oczekiwanie profesjonalizmu. Lekarski Egzamin Końcowy (LEK) - jak wskazuje - w medycynie pełni funkcję nie tylko „testu wiedzy". Jest narzędziem porównywalności i rankingowania w dostępie do kolejnych etapów rozwoju zawodowego, przede wszystkim do specjalizacji. 

- Nikt rozsądny nie twierdzi, że test wielokrotnego wyboru zastępuje praktykę kliniczną, ale nikt też nie neguje, że w warunkach masowego kształcenia stanowi on uczciwy i transparentny mechanizm selekcji - podkreśla prof. Krawiec. Jego zdaniem, analogiczny egzamin w naukach prawnych mógłby spełniać trzy podstawowe cele: weryfikacja minimalnego standardu kompetencji po zakończeniu studiów, porównywalność absolwentów niezależnie od uczelni i trybu studiowania, stworzenie podstaw do racjonalnych zachęt i ułatwień w dostępie do dalszych ścieżek zawodowych (aplikacje, KSSiP, administracja itd.). - Warto zauważyć, że dziś i tak istnieją mechanizmy selekcji: egzaminy wstępne na aplikacje, konkursy do KSSiP, rekrutacje w administracji. Problem w tym, że są to mechanizmy rozproszone, niejednolite, a często też oderwane od tego, co powinno być rdzeniem kompetencji prawniczej. Nie jestem zwolennikiem tworzenia egzaminu „dla samego egzaminu". Nie potrzebujemy kolejnej bariery biurokratycznej - podkreśla prof. Krawiec.

Czytaj też w LEX: Jak kupuje się usługi i produkty prawnicze w erze social mediów? >

 

Dwie ścieżki do wyboru?

Według profesora można byłoby rozważyć model, w którym  po ukończeniu studiów prawniczych absolwent ma dwie ścieżki, byłyby to:

  • ścieżka podstawowa, gdzie dyplom magistra prawa uznawany jest jako potwierdzenie ukończenia studiów i możliwość wykonywania pracy w szeroko rozumianym sektorze prawnym, ale bez dodatkowych preferencji;
  • ścieżka potwierdzona egzaminem państwowym: absolwent, który zdałby ogólnopolski „egzamin standaryzowany", uzyskiwałby status „prawnika z egzaminem państwowym"/ „prawnika licencjonowanego"/ „prawnika certyfikowanego", „prawnika kwalifikowanego" (nazwy techniczne, do dopracowania), co dawałoby mu konkretne korzyści w dalszych procedurach dostępu do zawodów i instytucji.

- Jeżeli w medycynie uznano, że warto porównywać absolwentów jednym egzaminem państwowym, bo stawką jest zdrowie i życie pacjentów, to w prawie również można postawić tezę, że stawką jest bezpieczeństwo prawne obywateli, stabilność obrotu i prawidłowe działanie instytucji publicznych. Błąd lekarski może kosztować zdrowie, natomiast błąd prawniczy może kosztować utratę mieszkania, pracy, majątku, a czasem także elementarnego poczucia sprawiedliwości. W tym sensie prawo, choć nie działa bezpośrednio na organizm człowieka, to jednak działa bezpośrednio na jego sytuację życiową, a więc również na sferę dóbr podstawowych. Dlatego państwo ma pełne uzasadnienie, by interesować się nie tylko tym, czy ktoś ukończył studia prawnicze, ale także tym, czy posiada minimalny, realny i porównywalny standard kompetencji, pozwalający bezpiecznie poruszać się w systemie prawa - podsumowuje prof. Krawiec. 

Czytaj też w LEX: Odpowiedzialność cywilna za szkody wyrządzone klientom w wyniku wykorzystywania przez radców prawnych systemów sztucznej inteligencji >

Rynek i życie zweryfikują 

Nieco inaczej sprawę postrzega prof. Sławomir Żółtek, dziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, który podkreśla, że każda uczelnia wyższa powinna mieć autonomię w zakresie kształcenia. Natomiast kwestia uczelni, które nie kształcą na właściwym poziomie nie powinna być rozwiązana przez narzucone standardy programowe, jak w naukach medycznych, ale przez rzeczową i wnikliwą kontrolę Polskiej Komisji Akredytacyjnej, weryfikującej takie uczelnie nie tylko pod kątem spełnianie ogólnych norm wynikających z ustaw i rozporządzeń ale także praktykę ich działania.

- Nie ukrywajmy, afery, które w ostatnich latach wybuchały wiążą się co do zasady z patologiami na rynku prywatnym. Z pewnością każde kolejne postępowanie prokuratorskie dotyczące np. z kupowania dyplomów, pokazuje młodym ludziom, na które uczelnie warto pójść, które akademie i uniwersytety dają należyty poziom, a które – nie. Ludzka inteligencja, a w konsekwencji rynek zweryfikują, kto świadczy usługi na dobrym poziomie, który dyplom otworzy drzwi do kariery prawniczej, a który będzie jedynie ozdobą na kominku - mówi prof. Żółtek. -  Jeśli ktoś bardzo chce być magistrem prawa i uważa, że odbędzie odpowiednie studia bez wysiłku, bez przychodzenia na uczelnie, za 2 tys. zł rocznie to jest w błędzie. Produkt dydaktyczny, który dostanie będzie na skrajnie słabym poziomie - wskazuje.

 

Jak podkreśla, po takich studiach wszelkie aplikacje prawnicze pozostaną w sferze marzeń, co potwierdzają to dane publikowane co roku przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Wynika z nich, że są uczelnie, z których na aplikacje prawnicze dostaje się maksymalnie parę osób w skali roku (kilka procent z przystępujących do egzaminu z uczelni).

- Z Uniwersytetu Warszawskiego i innych czołowych uczelni dostaje się po kilkaset osób rocznie (w granicach 80 proc. przystępujących). Studenci mają tego świadomość. Właśnie dlatego rekrutacja na studia stacjonarne na WPIA UW zawsze szła świetnie, natomiast na studia niestacjonarne rekrutacja poprawia się z roku na rok. Praktycznie od zawsze studia na Wydziale Prawa i Administracji UW cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Nie ma tu tajemnicy ani żadnej magii, jesteśmy uczelnią publiczną i standard, który oferujemy jest najlepszy w Polsce - podsumowuje prof. Żółtek.

Czytaj też w LEX: Nowa perspektywa procesu cywilnego w związku ze sztuczną inteligencją >

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.

 

Polecamy książki prawnicze dla studentów