Patrycja Rojek-Socha: W Biurze RPO przygotowany został raport, który ma pokazać skalę molestowania i molestowania seksualnego na polskich uczelniach. Co pokazują badania? 

Agata Szypulska: Wskazują, że skala naruszeń w środowisku akademickim jest bardzo duża. Od momentu rozpoczęcia studiów 40,7 proc. studentów i studentek doświadczyło molestowania, czyli takiego niepożądanego zachowania, które naruszyło ich godność i stworzyło wobec nich zastraszającą, wrogą atmosferę. Studentki wskazują, że najczęściej to przykre zachowanie miało związek z ich płcią. W przypadku mężczyzn, molestowanie najczęściej odnosi się do ich orientacją seksualnej. Wysoce niepokojące są także dane dotyczące molestowania seksualnego - z całej próby osób badanych aż 31,2 proc. studentów i studentek zadeklarowało, że doświadczyło przynajmniej jednego zachowania o charakterze molestowania seksualnego od momentu rozpoczęcia studiów.  Co ważne jednak, w przeważającej większości były to młode kobiety. 

Czytaj: Uczelnie za słabo chronią studentów przed molestowaniem>>

Kto najczęściej jest sprawcą? 

Sprawcą co trzeciej sytuacji molestowania jest pracownik naukowy lub pracowniczka naukowa na uczelni. Najczęściej chodzi o sprośne uwagi dotyczące ubioru, wyglądu, życia prywatnego i intymnego. Ale zdarzają się też inne nieakceptowalne zachowania, a nawet naruszenia nietykalności osobistej. Gdy zapytaliśmy studentki o takie sytuacje, często wskazywały na niechciane przytulania, dotykania, próby pocałunku.

Czytaj w LEX: Molestowanie seksualne - patologia zachowań, patologia zarządzania >

Gdzie do takich sytuacji dochodzi? 

Znaczna część ma miejsce na terenie uczelni, a w ponad połowie przypadków molestowania w sali, w której odbywają się zajęcia. To świadczy o tym, że to zjawisko jest powszechne. Kolejne miejsca na niechlubnej top liście to gabinet pracownika naukowego, winda, schody, korytarz. Cały czas jest to przestrzeń, która powinna służyć zdobywaniu wiedzy i w której studenci powinni się czuć bezpiecznie. Badania jednoznacznie wskazują, że tak nie jest. 

To chyba dość specyficzna sytuacja, w grę wchodzę kwestia zależności. 

Zgadza się. Od tego jak studentka lub student zareaguje na określone zachowanie zależy często ocena, los na studiach, a tym samym przyszła kariera. To bardzo trudna sytuacja dla młodej osoby. Badaliśmy, jak studenci radzą sobie z tym problemem i wynika, że ...sobie nie radzą. W większości przypadków nie decydują się na zgłoszenie takiego zachowania, „bagatelizują” swoją krzywdę i wolą szukać pomocy osób spoza uczelni. Dlatego tak ważne jest, żeby to władze uczelni proaktywnie zwalczały wszelkie przejawy dyskryminacji i oferowały pokrzywdzonym pełne wsparcie. 

Sprawdź w LEX: Czy informacja o tym, że określona osoba była molestowana seksualnie stanowi szczególną kategorię danych osobowych? >

A jakbyśmy spojrzały na profil, kierunek. Są takie uczelnie, gdzie problem jest większy? 

Nasze badanie obejmowało 76 uniwersytetów i różne typy uczelni. Wniosek jest jeden -  molestowanie seksualne nie jest problemem jednego, wybranego typu uczelni nie ma to większego znaczenia. 

Czytaj: SN: Sprawca przemocy seksualnej powinien być rzetelnie osądzony>>

Czego brakuje? 

Przede wszystkim jasnych i przejrzystych procedur wewnętrznych antydyskryminacyjnych, takiej ścieżki postępowania dla studentki czy studenta, którzy doświadczyli molestowania lub molestowania seksualnego. Powinny obejmować bardzo podstawowe kwestie -  do kogo można zgłosić niewłaściwe zachowanie, kto i jak długo będzie rozpatrywał daną sprawę, a także na jakie wsparcie można dostać ze strony uczelni itp. Raport Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zajmował się tym problemem i wynika z tego, że tylko 14 uczelni w Polsce, ma powołane organy do spraw równego traktowania, rzecznika akademickiego lub choćby komisje równego traktowania. W ocenie Rzecznika, takie organy powinny działać na każdej uczelni. 

Czytaj w LEX: Optymalne sposoby zachowania się w sytuacji przemocy w miejscu pracy >

Dlaczego to takie ważne? 

Choćby dlatego, że w przypadku studentów sytuacja jest trudniejsza, bo ustawa o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania, czyli  tzw. „ustawa antydyskryminacyjna” nie chroni ich przed takimi zachowaniami. Nie mają możliwości domagania się odszkodowania za molestowanie ze względu na płeć lub orientację seksualną, tak jak choćby pracownicy na podstawie przepisów kodeksu pracy. 

 


Rozwiązania? 

Warto śledzić te, które już obowiązują w innych państwach. Ciekawym przykładem jest  amerykańska ustawa Education Amendments Act z 23 czerwca 1972 r. (tzw.  „ustawa Title IX”), która zakazuje jakiejkolwiek dyskryminacji ze względu na płeć w edukacji. Jej postanowienia w bardzo klarowny, przejrzysty sposób wskazują na obowiązki, jakie mają uczelnie korzystające ze środków publicznych. I tak uczelnia ma obowiązek opracować politykę antydyskryminacyjną i jasno wskazać, że nie będzie tolerowała jakichkolwiek przejawów dyskryminacji ze względu na płeć; powołać koordynatora, który byłby odpowiedzialny tylko i wyłącznie za nadzorowanie wykonywania ustawy na uczelni. 

Kto może zostać takim koordynatorem? 

Zaleca się, żeby był to niezależny pracownik, nie pełniący funkcji profesora, aby uniknąć konfliktu interesów. Kolejny kluczowy element to przygotowanie dwuinstancyjnej procedury rozpatrywania skarg z określeniem, jakie ciało i będzie się zajmowało sprawą, w jakim terminie nastąpi rozstrzygnięcie itp. Ważny jest też standard dowodu. 

To znaczy? 

Amerykańskie regulacje zalecają, żeby przyjąć standard „większego prawdopodobieństwa” (ang. preponderance o f the evidence standard), który nakazuje uznać skargę, gdy materiał dowodowy wskazuje, że bardziej prawdopodobne jest, że do molestowania seksualnego doszło niż że nie miało ono miejsca.  To sprawca ma udowodnić swoją niewinność i przedstawić odpowiednie dowody, a nie osoba pokrzywdzona. Ostatnim obowiązkiem uczelni jest stworzenie systemu wsparcia, który należycie by chronił studentów, i prowadzenie działań prewencyjnych – m.in. szkoleń dla kadry, studentów, kampanii informacyjnej. 

Uwarunkowania społeczne utrudniają wprowadzenie taki rozwiązań w Polsce? 

Czynniki kulturowe mają duże znaczenie. Widać to było już przy badaniach. Ten temat jest niechętnie podejmowany. 

Przyjmijmy, że doszło do molestowania. Co uczelnia powinna zrobić? A jeśli to był gwałt? 

Kluczowy element to podążanie za procedurą, która pokazuje krok po kroku, gdzie zgłosić skargę. Warto by obejmowała ona zapisy jak postępować, gdy skarga dotyczy zarówno wykładowcy, jak innego studenta np. umożliwiać przeniesienie do innej grupy, ograniczanie kontaktu. Wszystko po to, by  oddzielić te osoby i uniknąć powtórnej wiktymizacji pokrzywdzonej osoby. Należy również pamiętać, że przypadki zgwałcenia nie jest to tylko sprawa uczelni, ale przede wszystkim pole działania dla organów ścigania.

 


Wspomniała pani o edukacji, jest potrzebna? 

Świadomość społeczna dotycząca dyskryminacji jest nadal niewielka. Stąd to ważne, żeby elementy edukacji antydyskryminacyjnej i  kwestie polityki antydyskryminacyjnej uczelni były wdrożone do programu nauczenia. I niektóre uczelnie zdecydowały się to zrobić. Przykład? Uniwersytet Jagielloński ma takie zajęcia w ramach bezpieczeństwa i higieny nauczania. 

Nadzoru też brakuje? 

Po przeprowadzeniu badań i opracowaniu wyników, zwróciliśmy się do ministrów nadzorujących poszczególne uczelnie. Wszystkie odpowiedziały poza Ministerstwem Obrony Narodowej. Sygnały są bardzo pozytywne. Ministrowie podzielili zaniepokojenie skalą molestowania na uczelniach wyższych, a minister nauki i szkolnictwa wyższego poprosił podległych rektorów aby przeprowadzili ewaluacje swoich działań. Minister zdrowia przekazał badania i zalecenie do przewodniczącego Konferencji Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych z prośbą o diagnozę zjawiska, wdrożenie rekomendacji i podjęcie działań. W podobnym tonie mamy odpowiedzi z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Zmowa milczenia zaczyna pękać.